"Starorzecza to obszar, którym kiedyś płynęła rzeka, a teraz pozostały po niej wysychające mokradła. Wydało mi się ważne utrwalenie starorzeczy rzeczywistości, tych jej obszarów, które obecnie już zanikły albo odchodzą na naszych oczach. Starorzecza, które opisuję, bo je dobrze znam, to tradycja ziemiańska i świat PRL" - mówił na poniedziałkowym spotkaniu Antoni Kroh.

Matka autora "Starorzeczy" wywodziła się z rodziny Lechnickich, ziemian z miejscowości Serebryszcze pod Chełmem. Gospodarowali tam na kilkuset hektarach ziemi, mieszkali we dworze, który był od pokoleń w posiadaniu rodziny. Familia pielęgnowała tradycje patriotyczne, kolejne jej pokolenia walczyły w kolejnych powstaniach.

Kroh w swojej książce próbuje oddać sprawiedliwość klasie przedwojennych ziemian, wyśmiewanych za konserwatyzm, za PRL-u przedstawianych jako gnębiciele ludu. Pokazuje, że warunki, w których funkcjonowały dwory i wielkie gospodarstwa w dwudziestoleciu międzywojennym, były bardzo trudne, opowieści o wystawnym życiu polskich ziemian to, przynajmniej po części, mit.


Ogólnoświatowy kryzys dotknął także polskie dwory, z których większość, aby przetrwać ciężkie czasy, była zadłużona na granicy poddania pod licytację. Kroh pokazuje też, że większość przedwojennych ziemian wspólnie z okolicznymi chłopami ciężko pracowała, aby utrzymać przy życiu gospodarstwo zapewniające byt zarówno panom, jak i chłopom. Jednocześnie - podkreśla Kroh - to właśnie warstwa ziemiańska pielęgnowała polskie tradycje, była swego rodzaju matecznikiem polskiego patriotyzmu.

II wojna światowa zmiotła z powierzchni ziemi ten świat, spadkobiercy ziemiańskiej tradycji musieli szukać swojego miejsca na emigracji lub w PRL-owskiej rzeczywistości, starając się nie utracić swojej tożsamości. Kroh dorastał wśród wspomnień o dawnym ziemiańskim życiu we dworze, nasiąkał opowieściami o zwyczajach i rytuałach, dla których nie było miejsca w PRL-u.

Wychowywał się w powojennej Warszawie, odbierając jednocześnie wychowanie godne panicza ze dworu - rodzina starała się mu wpoić zasady, które od pokoleń wyznaczały sposób postępowania Lechnickich, ale też całej warstwy społecznej, do której przynależeli, jak patriotyzm, uczciwość, wyrafinowane formy uprzejmości, posługiwanie się poprawną polszczyzną, znajomość języków. Ten etos nie pasował do rzeczywistości PRL-u.


Antoni Kroh próbuje też oddać sprawiedliwość Polsce Ludowej. "Czasami spotykam się z opiniami, że całe PRL-owskie półwiecze zostało zmarnowane, że w tym czasie nie wydarzyło się nic dobrego, nie dokonano niczego znaczącego. To fałsz. W PRL-u żyło i działało wielu wspaniałych ludzi, a przynależność do partii nie była równoznaczna z byciem draniem, podobnie zresztą jak bezpartyjność nie gwarantowała wysokiej moralności" - mówił Kroh w poniedziałek.

Autor "Starorzeczy", z wykształcenia i zawodu etnograf, opisał w swojej książce bogactwo obyczajowości PRL-u z barami mlecznymi i kolejkami, kultem "kombinowania" i paczek z zagranicy, brakiem etyki pracy. Kroh zapisał wiele przysłów, powiedzeń, żartów, anegdot z czasów PRL-u, które dziś już odchodzą w niepamięć, jak wiersz zaczynający się od incipitu: "Przełożonych się nie lękaj, mało pracuj, dużo stękaj..."

Warszawska Premiera Literacka jest nagrodą przyznawaną przez środowisko warszawskich wydawców i księgarzy pod patronatem miasta Warszawy. Z 12 książek miesiąca wybierana jest w plebiscycie książka roku. Jury nagrody przewodniczy Adam Pomorski.

Książka "Starorzecza" ukazała się nakładem Iskier.