W domu dziennikarza zapalił się, a potem wybuchł garnek z parafiną, której do leczenia alergii używała jego żona. Ziemiec uratował z płonącego mieszkania rodzinę, ale sam uległ poważnemu poparzeniu. Okoliczności i przebieg wypadku oraz bolesnej i upokarzającej terapii są lejtmotywem rozmów, które z prezenterem "Wiadomości" TVP przeprowadziła Mira Suchodolska.

I te właśnie elementy wywiadu rzeki są najciekawsze. Jak wzięty dziennikarz, szczęśliwy mąż i ojciec poradził sobie z życiowym kataklizmem, stygmatem grożącego mu kalectwa, perspektywą wykluczenia zawodowego, towarzyskiego oraz rodzinnego? Ziemiec ze stoickim uporem przekonuje interlokutorkę, że dostrzegł w tym grymasie losu głęboki sens.

"Wypadek, moja choroba zdarzyły się w najlepszym z możliwych momencie. Jeśli w ogóle można mówić o dobrym momencie na nieszczęście. (...) Pozwoliły mi na zatrzymanie się, nabranie dystansu do pracy, do swojej osoby. I kazały postawić sobie o pytanie o to, co jest w życiu najważniejsze".


Odpowiedź brzmi: inni ludzie i Bóg. Kiedy los postawił go pod ścianą, Ziemiec zdał egzamin przed sobą – pokonał strach i uratował bliskich. Sprawdzian zdali też jego przyjaciele i obcy ludzie, jak anonimowy mężczyzna, który bezinteresownie oddał dla niego krew. "Otarłem się o jakąś boską cząstkę, która jest w każdym z nas" – mówi Ziemiec. Swój wypadek i powrót do zdrowia, na które nie dawano mu szans, rozpatruje w kategoriach mistycznych. Twierdzi, że kiedy zaczął popijać wodę z sanktuarium w Lourdes, w leczeniu nastąpiły zaskakujące postępy.

Przeprowadzony przez Suchodolską wywiad jest też szkicem do portretu polskiej inteligencji ostatnich kilkudziesięciu lat. Opowieść zahacza o międzywojnie i losy dziadków Ziemca, nacjonalizację rodowej kamienicy w epoce PRL, jego dzieciństwo i dojrzewanie, które wyznaczały członkostwo w harcerstwie, patriotyczne msze w czasie stanu wojennego i wypady na festiwal do Jarocina.

WSZYSTKO JEST PO COŚ | Krzysztof Ziemiec, Mira Suchodolska | Non Fiction 2010 | 29,90 PLN