"Poeci umierają młodo" – w kontekście biografii Rafała Wojaczka ten frazes brzmi wyjątkowo adekwatnie. Gdyby autor "Sezonu" żył, 7 grudnia obchodziłby dopiero 65. urodziny. Dla pisarza nie jest to imponująca metryka – niektórzy dopiero z szóstym krzyżykiem na karku wybijają się ze swoją twórczością na literacką niepodległość, formują styl i artystyczne credo. Wojaczek rozprawił się z tymi dylematami, tak jak żył: krótko, węzłowato, szybko.

"Urodziłem się w 1945. Chodziłem do szkół, dorastałem w bibliotekach, na dworcach kolejowych, w domach cudzych i mniej cudzych, w barach lepszej i gorszej kategorii (...). Udzielałem się Przygodzie – Ziemia wolną byłą mi niestety. Niekiedy umierałem i wtedy z tej strony życia mówiłem: a kuku" – napisał.

Ta teledyskowa poetyka jego biografii codziennej i artystycznej stała się pożywką legendy, ciągle żywej. Kto ma wątpliwości, niech posurfuje w internecie i policzy, na ilu forach wybuchają coraz to nowe dyskusje dotyczące poety. Albo jeszcze lepiej: niech wybierze się na wrocławski cmentarz Świętego Wawrzyńca, gdzie przy grobie Wojaczka zbierają się jego wyznawcy, manifestujący fascynację nim toastami i listami do pisarza zostawianymi w szczelinach pomnika.


Powieść fantom

"Sanatorium" to powieść fantom, jej okaleczone przez cenzurę – ponoć ze względów obyczajowych – fragmenty ukazały się w 1976 roku w tomie "Utwory zebrane", pięć lat po samobójczej śmierci autora. Kilka brakujących stron (wiadomo, że nie wszystkie) odnalazł, opracował i podał do druku Bogusław Kierc, poeta, reżyser, aktor, przyjaciel Rafała Wojaczka. Fani zapewne doszukają się w książce potwierdzenia legendy i awanturniczego, destrukcyjnego stylu życia pisarza.

Wojaczek napisał "Sanatorium" po pobycie w szpitalu psychiatrycznym. Pełna poetyckich inwokacji powieść jest, a zarazem nie jest autotematyczna. Jest, bo jej główny bohater, niejaki Piotr G. Sobecki, syn gimnazjalnego nauczyciela ze Śląska, mający na koncie pierwsze publikacje, to autor "Listu do Królowej Polski" oraz innych wierszy, które – jak wiemy – wyszły spod pióra Rafała Wojaczka. Fabuła jest postrzępiona i wątła. Wynika to nie tylko z niekompletności maszynopisu, którym dysponował wydawca. Pisarz zaburza tok opowieści, kluczy i zwodzi czytelnika, żonglując narracją trzecio- i pierwszoosobową, wprowadzając sobowtóra głównego bohatera, a także postać Rafała Wojaczka.


Kapliczka z sedesem

Sobecki oddaje się bezcelowej włóczędze po wrocławskich knajpach, gdzie spotyka prawdziwych i wyimaginowanych znajomych. Opisy libacji, odsiadek w izbach wytrzeźwień, zmagań z kacem i głodem, przeplatają się z dywagacjami natury egzystencjalnej, ontologicznej i kulturowej. Antraktem i impulsem do rozważań kilkakrotnie bywa kabina w publicznej toalecie. Wojaczek przewrotnie sakralizuje tę przestrzeń.

"O zaciszne kapliczki, gdzie kadzidlana woń chlorku subtelnie łechce zmysł powonienia; gdzie przypiekane, piętnowane, wytykane, śmieszne, żałosne, szczepione, nauczane, pouczane, mobilizowane, okradane, oszukiwane, tęskniące, pozbawiane, niezrozumiane, popychane, szpiegowane, karane, legitymowane, nawiedzane, drżące, nie dopuszczane, prześladowane i cenzurowane człowieczeństwo znajduje możliwość odzyskania oddechu!" – notuje.

Dalej następują opisy somatycznych doznań i "rozkoszy wypróżniania". Ale ta zalatująca fekaliami tyrada tylko pozornie była radosną manifestacją literackiego toposu, który libertyni kwitowali lapidarnym: "mam bagaż ciała". Wojaczkowi nie idzie o świadectwo gastrycznych przygód ciała. Bełty, wóda, denaturat, woda łopianowa i maragówka (miks jarzębiaku i czarnej kawy Marago) służą bohaterom "Sanatorium" nie do rozweselania, lecz do znieczulania się na rzeczywistość, w której nawet zwykły tramwaj był symbolem funeralnym i kojarzył się z trumną. Pisarz wcześnie odczuł biologię śmierci i okopał się wokół niej w wierszach.


Kameleon nonkonformista

"Sanatorium", tak jak cała twórczość Wojaczka, przepełnione jest obrazami rozpadu. Rozkłada się jedzenie w mieszkaniu Piotra G. Sobeckiego, rozpada się jego małżeństwo, rozpada się wreszcie on sam – umiera mentalnie i fizycznie (próbuje popełnić samobójstwo).

Drugi motyw tej powieści – będący kluczem do zrozumienia Wojaczka – to poetyka maski i kostiumu. "Sanatorium" rozpisane na kilka głosów (Sobecki, jego sobowtór, Wojaczek, narrator) pokazuje kilka twarzy autora "Którego nie było".

Rafał Wojaczek konsekwentnie kreował swój wizerunek. Bogusław Kierc był świadkiem, jak ze zręcznością kameleona poeta potrafił dostosowywać się do rozmówcy, z którym dzieliło go wszystko – wykształcenie, mentalność, postura. Kierc tylko raz widział przyjaciela podpitego, podczas gdy większość znajomych zapamiętała go jako menela. Pogłosy tej dwuznacznej postawy Wojaczka można odnaleźć w "Sanatorium".. To już nie jest wstępujący poeta, lecz dojrzały – choć metrykalnie młody – i świadomy swojej roli i misji artysta, z premedytacją i posuniętą do bólu konsekwencją realizujący swój autorski spektakl, którego tytułem, bohaterem, reżyserem i aktorem był "Rafał Wojaczek".

W tym kontekście "Sanatorium" nie jest autotematyczną opowieścią o urodzonym w Mikołowie chłopaku, który na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku przewracał nie tylko krzesła we wrocławskich knajpach, ale także – czy raczej przede wszystkim – hierarchie w poezji polskiej. To świadectwo tego, kim ten poeta chciał być, bez względu na wszystko – rodzinę, przyjaciół oraz biologię własnego ciała.

SANATORIUM | Rafał Wojaczek | Sanatorium | redakcja Bogusław Kierc | Biuro Literackie | Wrocław 2010 | 44 PLN