W krótkim eseju zamieszczonym dwa lata temu w "Odrze" Zbigniew Bochenek tak oto opisuje swoje poszukiwania grobu Thomasa Bernharda na wiedeńskim cmentarzu Grinzinger Friedhof: "Po obu (...) stronach oglądałem idealnie wypielęgnowane marmurowe groby, świadczące o drobnomieszczańskiej zamożności ich właścicieli, i od razu przyszła mi do głowy myśl, iż ten bogaty, utrzymany we wzorowym stanie cmentarz z jego pozamiatanymi, przecinającymi się pod kątem prostym alejkami, z dokładnie przyciętymi żywopłotami i wyplewionymi klombami jest w gruncie rzeczy uosobieniem tego, z czego Bernhard w swojej twórczości tak boleśnie szydził, czego nienawidził i co bezkompromisowo wyśmiewał, a mianowicie podporządkowania się społecznej musztrze i akuratności stadnej egzystencji. Bohaterami jego książek byli przecież zawsze nietuzinkowi ludzie ducha, odrębni, wyobcowani, chodzący wyłącznie własnymi ścieżkami, swoiste »ptaki malowane« unikające wszelkiego rodzaju formacji, zaprzęgów, szeregów, jak diabeł święconej wody". A jednak skromny, równo uformowany kopczyk z krzyżem i nazwiskiem jednego z największych pisarzy XX wieku ginie w drobnomieszczańskim przepychu. Autor eseju kilkakrotnie mija go, nie zauważywszy, że obiekt poszukiwań znajduje się w zasięgu jego wzroku.

Ta krótka opowiastka doskonale oddaje paradoks życia i pisarstwa Thomasa Bernharda. Jego donośnego, rozpaczliwego sprzeciwu wobec wszelkiego konwenansu i skostniałych rytuałów codzienności, przy jednoczesnym w nie uwikłaniu. Nieustannej prowokacji i bluźnierstwa przeciwko wszystkiemu, co nazywał austriackim, i – zarazem – bezradnej kapitulacji wobec ojczyźnianych kleszczy. "Przeważnie interesuje człowieka to, czego nie zna. A to, co się zna na wylot, nie jest już takie ciekawe, a jeśli ktoś kiedyś przylgnął sercem do ojczyzny, to już wystarczy. Można pozwolić, żeby to spleśniało na ścianie, na murze, do którego przylgnęło. Bo raz na zawsze przylgnąłem sercem do tego domu, który zwie się Austria" – mówił Bernhard w rozmowie z Kristą Fleischmann. Bezlitośnie poniewierana Austria dla autora "Mrozu" była więc także wstydliwą miłością, bezwzględną kusicielką – koniec końców trzeba było jej spłacić daninę.


Być może podobnie było ze wspomnianą przez Zbigniewa Bochenka nienawiścią wobec przymusu podporządkowywania się wszelkim stadnym nakazom. W twórczości Bernharda obrosłe konwencją społeczne formy urastają do rangi osobliwego teatru okrucieństwa. Narrator "Wymazywania" Franciszek Józef Murau z pasją wyszydza je wszystkie, od dziergania swetrów począwszy, a na polowaniach skończywszy. Mówi się jednak, że zamiast znienawidzonego teatru konwenansu, Bernhard oferował teatr własny. I nie idzie tu wyłącznie o twórczość dramatopisarską autora "Placu bohaterów". "Każdy dzień był dla niego inscenizacją" – mówił brat pisarza Peter Fabjan w rozmowie z Markiem Kędzierskim. Sam Bernhard lubił nazywać siebie błaznem. Uwielbiał prowokacje, maskarady, szafowanie tysiącami póz. Prywatność pisarza miała pozostawać wielką niewiadomą. To on reżyserował swoją biografię na własnych prawach i warunkach.

Dziennikarze i badacze twórczości Austriaka chętnie studiowali jego zdjęcia. Liczono, że nieruchoma fotografia uchwyci moment, kiedy na ułamek sekundy z twarzy pisarza zniknie błazeńska maska. Szukano Bernharda nagiego, bezbronnego wobec obiektywu. Autor "Korekty" był jednak wytrawnym graczem. Jego zdjęcia często ukazują twarz nieprzeniknioną, twarz geniusza, szaleńca, chłodnego cynika. "Spotkanie" Kristy Fleischmann opatrzone jest wieloma takimi fotografiami, mnóstwem zbliżeń, zupełnie jakby zaprzyjaźniona z pisarzem dziennikarka przyglądała się Bernhardowi godzinami, klatka po klatce, próbując przejrzeć tego doskonałego aktora, perfekcyjnie wyuczonego każdej z ról. Ale to Thomas Bernhard jest twórcą i reżyserem każdego z telewizyjnych wywiadów, których zapis składa się na "Spotkanie". Krista Fleischmann ustępuje pola. Pozwala mu odgrywać własne przedstawienie, pozostawiając dla siebie rolę widza i obserwatora. Dziś powiedzielibyśmy, że Bernhard był mistrzem kreowania własnego wizerunku. Chciał uchodzić za pisarza, który niechętnie kontaktuje się z dziennikarzami, choć, jak twierdzą niektórzy, liczba wywiadów, jakich udzielił, świadczy o tym, że to tylko pozory. "Zgodę na (...) rozmowy musiałam sobie często bardzo mozolnie u pisarza wywalczać i w pierwszych latach nieraz bywało, że trasę Wiedeń – Ohlsdorf przemierzałam na próżno" – pisze Fleischmann we wstępie.


Ostatecznie jednak od lat 70. ubiegłego wieku między pisarzem a dziennikarką wytworzyła się szczególna więź. Widać ją w rozmowach. Kurt Hofmann przed publikacją wywiadu rzeki z Bernhardem zdecydował się wyciąć swoje pytania, czyniąc z wypowiedzi nieokiełznany monolog, wściekłą tyradę podobną do tych, które wygłaszali narratorzy "Wymazywania" czy "Dawnych mistrzów". Udział Fleischmann wydaje się nieodzowny rozmowom publikowanym w "Spotkaniu". Ale i tym razem nigdy nie pada słowo „dialog”. Rozmowy przeprowadzone w 1981 roku na Majorce autorka nazywa "Monologami", powstały pięć lat później wywiad madrycki został opatrzony tytułem "Przyczyną jestem ja sam". Wydaje się, że dziennikarka jest potrzebna Bernhardowi jako lustro, publiczność konieczna dla jego spektaklu. Fleischmann świadomie podejmuje tę grę. Jej nieśmiałe pytania uruchamiają niepowstrzymany potok słów, niekończące się perory, w których pisarz poddaje nieustannym próbom cierpliwość rozmówczyni i nas – czytelników. Bo Bernhard nie ma litości dla nikogo – dla katolików, kobiet, rodzimej Austrii, teatralnej publiki. W tej demonstracji zuchwałych póz ani na chwilę nie pokaże nam się Bernhard prawdziwy, nieskryty za żadną z masek. Zamiłowanie do spektaklu nie opuszcza go do końca. Gdy czuje, że umiera, dzwoni do Kristy Fleischmann. "Proszę, niech pani przyjedzie! Jeśli pani chce, z ekipą, zrobimy wspomnienie pośmiertne o mnie" – wspomina jego słowa pisarka. Ostatni film nie powstał, ale Bernhard zachował jeszcze kilka asów w rękawie. Jednym był jego słynny testament. Drugim przygotowane wcześniej opus magnum – "Wymazywanie", które celowo przetrzymał w szufladzie, chcąc, żeby było jego ostatnim.

SPOTKANIE. ROZMOWY Z KRISTĄ FLEISCHMANN | Thomas Bernhard | przeł. Sława Lisiecka | PIW 2010 | 34,90 PLN