Jesteśmy w teksańskim Houston, mamy rok 1981. Jay Porter to podrzędny ciemnoskóry adwokat – jego najbardziej obiecującą klientką okazuje się prostytutka poturbowana w wypadku samochodowym, w dodatku podczas fellatio. Niegdyś młodzieńczy idealista, działacz ruchu obrony praw Afroamerykanów, został za swoje ambicje skarcony aresztem i procesem. Teraz, po latach, ma żonę w ciąży i pragnie po prostu wyjść na prostą. Sprawy mocno komplikuje tajemnicza zbrodnia, której Jay staje się świadkiem pewnej nocy – zwłaszcza że ktoś uparcie usiłuje zmusić go do milczenia.

Tymczasem miasto wrze: w największym porcie przeładunkowym Ameryki związki zawodowe szykują strajk. Przemysłowcy próbują zapobiec buntowi. Między młotem a kowadłem uwija się młoda burmistrz Houston, w czasach studenckich przyjaciółka i kochanka Jaya...

"Czarna woda" to bardzo sensowny kawałek prozy sensacyjnej z uważnie nakreślonym tłem obyczajowym. Na tle dosyć stereotypowych popularnych thrillerów zza oceanu debiutancka powieść Attiki Locke zwraca uwagę oryginalnym pomysłem, dopracowaniem detali oraz szczególną tonacją, trochę czułą, a trochę ironiczną.


Sama historia bohatera z przypadku, którego niespodziewane wydarzenie wybija z rytmu codziennego życia, nie jest oczywiście szczególnie nowatorska – ciekawszy jest świat, w którym owa historia się rozgrywa: konserwatywne i podzielone rasowo południe Stanów, gdzie wszyscy w samochodowych skrytkach trzymają ostrą broń; biurowce wielkich koncernów, deweloperskie osiedla o wyszukanych nazwach i zdewastowane czarne dzielnice; wybuchowa mieszanka ekonomicznych i politycznych interesów, z których wyrosła choćby potęga rodziny Bushów. Grunt to wygrać pisarsko te kontrasty, nie tworząc jednocześnie politycznej agitki.

Locke, zawodowa scenarzystka telewizyjna, szczęśliwie umiała utrzymać do tego świata literacki dystans, nie popaść w patos i sentymentalne, tendencyjne moralizowanie. To sporo.

CZARNA WODA | Attica Locke | przeł. Tomasz Wilusz | Prószyński i S-ka 2011 | 39 PLN