Przyszły sekretarz podbił serce poetki tym, jak uciszył jej telefon...przecinając kabel, a następnie założył automatyczną sekretarkę, która miała przede wszystkim odstraszać natrętów.

"Długo uczyłem się swojej roli. Sekretarzowania literatom nie uczą na żadnych studiach, tego trzeba się nauczyć samemu. Miałem (...) za zadanie przede wszystkim zapewnić pani Wisławie względny spokój do pracy. Tak naprawdę opanowywanie zamieszania wokół niej trwało kilka lat" - mówił w lutym 2011 roku w wywiadzie dla "Przeglądu" Michał Rusinek.

"Gdy tłumaczyłem +Piotrusia Pana+, miałem poczucie, że ona jest kimś takim, tylko w wersji żeńskiej. Myślę, że mogę powiedzieć, że nasze relacje są przyjacielskie. Jedynym znakiem administracyjności, który sobie zostawiliśmy, jest zwracanie się do siebie +pan+ i +pani+. Z moimi dziećmi jest na ty" - dodał Rusinek.

Osobisty asystent zmarłej w środę 88-letniej noblistki przyznał, że w ciągu wielu lat współpracy poznał różne jej dziwactwa i osobliwości. Poetka bardzo była przywiązana do przedmiotów codziennego użytku, a im bardziej były kiczowate tym lepiej. Rusinek z odrazą wspomina zwłaszcza "ohydny chiński termos", z którym zawsze podróżowała.

"Pamiętam, że gdy przyjechaliśmy do Grand Hotelu w Sztokholmie i jedliśmy kolację w szalenie eleganckiej hotelowej restauracji, prosiłem w jej imieniu kelnera, żeby napełnił go wrzątkiem. Brał go ode mnie ze źle maskowanym obrzydzeniem. Ale to dość niewinne dziwactwo. W końcu Szwedzi powinni być przyzwyczajeni, że literaci to dziwacy" - wspominał w "Przeglądzie".

Jako sekretarz musiał się też przyzwyczaić, że jego "szefowa" - jak o niej czasem pisał - pali jak smok. "Palenie było jej potrzebne do pracy". Miał obawy, ilekroć Wisława Szymborska zasiadała do jego laptopa. "Zawsze trochę się boję, że przepali mi matrycę papierosem" - mówił w wywiadzie.

Jeśli chodzi o laptopa noblistka opanowała tylko dwa przyciski "page up" i page down". Do telefonu komórkowego podchodziła z jeszcze większym uprzedzeniem. Uważała, że ten przedmiot ma za dużo przycisków. Rusinek: "Kiedyś myślałem, że coś, co miała zapisane w notesie maczkiem, to był jej kolejny nowy wiersz, ale to była instrukcja włączenia nokii...".

Choć Wisława Szymborska za nowinkami technologicznymi nie przepadała, rozsmakowała się w fast-foodach. "Czasami mnie prosi, żebym przywiózł jej hot wings z KFC, które później - o zgrozo - zamraża. Bardzo ceni ten przysmak" - zdradził Rusinek jeden z kulinarnych sekretów noblistki.

Poetka lubiła także chodzić do kina na filmy jednego ze swoich najsłynniejszych fanów - Woody'ego Allena. Ceniła jego specyficzne poczucie humoru, przenikliwość spojrzenia i gorzkie analizy. "Miałem okazję poznać Woody'ego Allena w czasie kręcenia filmu dokumentalnego o Szymborskiej i zauważyłem, że są nieco do siebie podobni - w sposobie bycia, w potrzebie prywatności. A nawet... mają skłonność do takich samych kapelusików" - mówił w wywiadzie dla "Przeglądu" Rusinek.

Wywiad kończy się pytaniem, czy Michał Rusinek wyobraża sobie życie bez Wisławy Szymborskiej? "Życie bez Szymborskiej? Niewyobrażalne!".

Chociaż sama poetka potrafiła sobie wyobrazić taką okoliczność, a nawet uczyniła ją tematem wiersza: "Tu leży staroświecka jak przecinek autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek [] Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę" - napisała w "Nagrobku".