Zarówno wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, jak i Jarosława Rymkiewicza sugerujące, że "Gazeta Wyborcza" to spadkobiercy KPP, którzy propagują ideologię luksemburgizmu, świadczą o tym, że mit żydokomuny jest w Polsce ciągle żywy. Obaj w gruncie rzeczy przywołują ten termin, choć nie wprost. To dowód na to, że mit żydokomuny nadal pojawia się w różnych przebraniach, jest obecny w dyskursie publicznym, w grze politycznej - mówił Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, podczas środowej promocji swojej najnowszej książki "Żydokomuna. Interpretacje historyczne".

Śpiewak podkreśla w swojej książce, że żydokomuna to nie realne zjawisko, lecz ideologiczny mit, w którym zbiegły się wszystkie antysemickie stereotypy z wielowiekowej tradycji oskarżania Żydów o wszelkie dziejące się zło. Zdaniem Śpiewaka termin "żydokomuna" daje możliwość głoszenia twierdzeń, że wszyscy Żydzi są nosicielami wrogiej ideologii, czyli bolszewizmu.

Zdaję sobie sprawę, że moja praca jest książką wysokiego ryzyka. Temat żydokomuny jest wciąż gorący, wzbudza wielkie emocje. Wiem, że narażam się antysemitom, ale do tego, że oni istnieją, już się przyzwyczaiłem - mówił Śpiewak dodając, że jego książka może też nie wzbudzić entuzjazmu środowisk, które psychologicznie, ideowo mają poczucie jakiegoś związku z tamtym pokoleniem, żydowskich komunistów.

Śpiewak powiedział, że pracując nad "Żydokomuną" wzorował się na sposobie pisania książek historycznych przez innego socjologa - Jana Tomasza Grossa. Nie ze wszystkimi stawianymi przez niego tezami się zgadzam, ale odpowiada mi jego sposób prowadzenia narracji. To historia, ale historia intelektualnie przetworzona, nie tylko suche fakty, ale próba ich interpretacji, odczytania. Sposób pisania Grossa jest dla mnie wzorcem - powiedział Śpiewak.

W książce Śpiewak wielokrotnie podkreśla, że atrakcyjność ideologii komunistycznej dla Żydów wynikała z ograniczeń, jakim podlegali. To rewolucja po raz pierwszy w historii dała rosyjskim Żydom pełnię swobód obywatelskich oraz możliwość pracy w administracji. Także w II Rzeczpospolitej obowiązywało niepisane prawo ograniczające dostęp ludności żydowskiej do stanowisk w administracji, wojsku, szkolnictwie, na niektórych uczelniach obowiązywało getto ławkowe i numerus clausus. Śpiewak zauważa, że w dwudziestoleciu międzywojennym młodzi, aspirujący do wyjścia z religijnego getta Żydzi nie mieli atrakcyjniejszej propozycji niż proklamujące równość społeczną ruchy lewicowe.

Jak podaje Śpiewak, do Komunistycznej Partii Polski w 1933 roku należało 8 tys. osób z czego 80 proc. stanowili Polacy, a około 20 proc. Żydzi. Przedwojenny Związek Młodzieży Komunistycznej Polski, liczący w połowie lat 30. niemal 12 tys. członków, w 42 proc. składał się z osób pochodzenia żydowskiego. Sami komuniści zauważali, że Żydzi są w KPP nadreprezentowani. W materiałach z 1929 roku znalazły się dane, że towarzysze żydowscy w miastach stanowią przeważnie ponad 50 proc. składu organizacji, a są miasteczka, w których organizacja jest czysto żydowska. Proporcje narodowościowe przechylały się na korzyść Żydów w zarządzie partii. W styczniu 1936 roku na 30 członków Komitetu Centralnego KPP było 15 Polaków, 12 Żydów, 2 Ukraińców i 1 Białorusin.

Wobec faktu, że Żydzi stanowili ok. 10 proc. przedwojennej ludności Polski, można z tych liczb wyciągnąć wniosek o nadreprezantacji Żydów w strukturach komunistycznych. Śpiewak jednak zwraca uwagę, że ogromna większość polskich Żydów nie chciała mieć z komunizmem nic wspólnego. Na KPP głosowało w 1928 roku 7 proc. społeczności żydowskiej, a 50 proc. polskich Żydów oddało głosy na Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem, czyli partię Piłsudskiego. Bardzo wielu Żydów głosowało też na partie syjonistyczne.

W powojennej Polsce bardzo powszechne było przekonanie, że komunizm wprowadzany jest przez Żydów, choć polska społeczność żydowska w zasadzie przestała istnieć. Na czele państwa od 1945 roku stał "triumwirat", jak to określa Śpiewak: Bolesław Bierut i dwie osoby pochodzenia żydowskiego - Jakub Berman i Hilary Minc. W Komitecie Centralnym PZPR w tym czasie udział Żydów wynosił 6 proc.

Śpiewak podaje, że w latach 1944-1945 na 450 osób pełniących najwyższe funkcje w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (od naczelnika wydziału wzwyż) 167 (37 proc.) było pochodzenia żydowskiego. Im niżej w strukturach UB, tym procent osób narodowości żydowskiej był niższy. Śpiewak cytuje Ryszarda Terleckiego, który podaje, że w 1945 roku 95 proc. funkcjonariuszy UB było narodowości polskiej, a Żydów było ok. 2,5 proc. Jednak to Żydzi zasiadali na najbardziej widocznych stanowiskach.

Po 20 latach niepodległości poza nielicznymi przypadkami nie doczekaliśmy się żadnych poważnych opracowań na temat ruchu komunistycznego w Polsce w jego różnych wymiarach. (...) Traktuję to, co napisałem, jako pewien etap badań. Na pewno jest potrzeba ich kontynuowania i mam nadzieję, że tak się stanie - podsumował Śpiewak.

Książka "Żydokomuna. Interpretacje historyczne" ukazała się nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne.