Nienawidzi sportu, bo jest nieestetyczny i powoduje kontuzje. Żywi się niemal wyłącznie parówkami, które zjada o 2 nad ranem, choć wolałaby by jej organizm zadowalał się energią kosmiczną. Nienawidzi gór, nie lubi pieszych wycieczek i biesiadowania.

Nowa książka Marii Czubaszek to zabawny antyporadnik, napisany w kontrze do książek celebrytów mówiących o tym, jak być pięknym, zdrowym i odnosić sukcesy.

Autorka nie próbuje wmówić swoim czytelnikom, że znalazła przepis na szczęście, za to dzieli się z nimi antyporadami:

Jak pić wódkę najbardziej niezdrowo? "Po prostu nie należy łączyć jedzenia z piciem. Jeśli coś jem, to nie piję nawet pół kieliszka. A gdy piję, to nie zjadam nawet okruszka".

Jak spędzać wakacje? Najlepiej w centrum Warszawy, ciesząc się opustoszałym miastem. Unikać gór i zatłoczonych plaż oraz jakichkolwiek form aktywnego spędzania czasu.

Maria Czubaszek opowiada także o największej przyjemności w swoim życiu, czyli paleniu papierosów. Pisarka tak bardzo kocha to uzależnienie, że odrzuciła z jego powodu kilka propozycji zawodowych, zrezygnowała z chodzenia do kina (na sali nie wolno palić) i przestała odwiedzać przyjaciół, w domach których nie mogła palić.

A czym u pisarki zapunktował prezydent Andrzej Duda? Okazuje się, że właśnie swoim nałogiem. "Ma u mnie plusa. Za to, że pali papierosy" - wyjaśniła.

Maria Czubaszek wśród tematów lekkich i przyjemnych, porusza w książce "Dzień dobry jestem z Kobry" także te cięższe i trudniejsze. Po raz kolejny na przykład wyjaśnia, dlaczego jest zwolenniczką aborcji:

Nie mogę pojąć, jak ktoś, kto nie ma co do gara włożyć, ma sześcioro, siedmioro dzieci. Mnie takie rzeczy nie wzruszają, tylko po prostu wkurzają. (...) Jak ja to czytam, to dla mnie to jest coś koszmarnego i dlatego jestem absolutnie za aborcją. Jeżeli ktoś nie ma warunków, to lepiej żeby na samym początku usunął, niż żeby skazywać te dzieci na jakąś nędzę straszliwą.

Publicystka opisuje także swoją próbę samobójczą, którą udaremnił pewien weterynarz. Okazuje się bowiem, że jako młoda kobieta Czubaszek postanowiła zakończyć swoje życie, łykając garść tabletek. W ostatniej chwili jednak przypomniała sobie, że ktoś musi zaopiekować się jej psem. Wówczas zadzwoniła do weterynarza, by poprosić go o zajęcie się jej suczką. Mężczyzna jednak, wbrew jej woli postanowił ją uratować:

Jak ja strasznie wtedy znienawidziłam tego weterynarza, bo mi popsuł całą radość z samobójstwa. A mnie się to tak podobało ...

W jednym z rozdziałów Czubaszek pisze gorzko o swoim podejściu do życia:

Mnie przestało to życie bawić już dawno. Właściwie już mnie nic nie interesuje. Nie przypuszczam, żeby coś fajnego mogło mnie jeszcze spotkać. Ja się tak nie trzymam kurczowo życia, uważam, że w pewnym momencie warto już powiedzieć "koniec". Życie musi trochę bawić, a mnie właściwe już w ogóle nic nie bawi.

W kolejnych rozdziałach zaś pisarka opowiada o swoim zauroczeniu Woodym Allenem i zaprzepaszczonej szansie na randkę z słynnym reżyserem. Opisała swoją przygodę z sesją dla "Playboya", która odbyła się na cmentarzu i nietaktownymi pytaniami, jakimi zasypała pewnego księdza.

Czubaszek zamieściła także rozdział, w którym opisuje swoją niechęć do chłopów. Te opinie nie przysporzą autorce sympatyków wśród mieszkańców wiosek:

Taka była u nas zawsze w Polsce tradycja, że chłop to w kaloszach po wsi chodził, a nie po Warszawie, po Sejmie łaził. I według mnie taka tradycja jest całkiem dobra. Niech chłop siedzi na wsi, a nie pcha się do Warszawy, głupoty gadać.

Książka "Dzień dobry, jestem z Kobry" ukazała się nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne.