O Mazurkiewiczu opowiada w swojej książce „Elegancki morderca” dziennikarz Cezary Łazarkiewicz. Stąd zapewne jego dzieło ma dziennikarski sznyt i przypomina pitawal, czyli coś na pograniczu reportażu i opowiadania. Opisując zbrodnie, Łazarkiewicz posiłkuje się archiwami, materiałami prasowymi, aktami, przytacza wspomnienia, w tym „Pitaval Polski XX wieku” autorstwa obrońcy Mazurkiewicza, niezwykle doświadczonego i cenionego adwokata Zygmunta Hofmokla-Ostrowskiego, urodzonego w 1873 roku w Wiedniu.

Sprawą Mazurkiewicza żyły cały Kraków i Polska. Pisały o nim najważniejsze gazety w stylu „Świata” czy „Expressu Wieczornego”, proces opisywał sam Marek Hłasko, artykuł o zbrodniarzu ukazał się też w amerykańskim magazynie „Time”. Najsłynniejsze relacje przygotowywał Lucjan Wolanowski, ogromnie doświadczony i ceniony dziennikarz, reportażysta. O Mazurkiewiczu pisał m.in. do popularnego tygodnika „Świat”. Zdjęcia na procesie robił dla gazety nie mniej ceniony fotograf Wiesław Prażuch.

Wolanowski pisał m.in. tak: „eskorta wprowadza mężczyznę w zwyczajnym ubraniu. Siada przede mną, bacznie mi się przygląda. Jest spokojny, przynajmniej nie znać po nim żadnych emocji. Chyba ja to bardziej przeżywam niż on. Ja po raz pierwszy w życiu znalazłem się twarzą w twarz z człowiekiem pozostającym pod tak ciężkim oskarżeniem. Nie zapomnę nigdy nastroju tej sceny (...) gdy proces się skończy postaram się opowiedzieć dokładnie o mordercy z kwiatkiem – uprzejmym, usłużnym, obytym towarzysko, niezrównanym partnerem w grze i zabawie. Takim znały go – i pamiętają po dziś dzień – setki ludzi. Ale przecież musiał on mieć jeszcze drugie oblicze”.

I miał. Krążyła pogłoska, że zamordował 30 osób. Po burzliwym procesie 30 sierpnia 1956 r. sędzia oznajmił, że dla takiego zbrodniarza nie ma miejsca w społeczeństwie, i ogłosił osiem wyroków śmierci, z czego kilka na mocy amnestii zostało od razu zamienionych na więzienie. Wyrok, przez powieszenie, wykonano pół roku później w krakowskim więzieniu na Montelupich.

Łazarkiewicz przytacza taki zapis tych chwil z pamiętników mecenasa Hofmokla-Ostrowskiego: „Zapadł w otępienie, co mu pozwoliło z kamiennym spokojem wstąpić na schody szafotu z papierosem w ustach”. Autor „Eleganckiego mordercy” przetrawił ogromną literaturę dotyczącą Mazurkiewicza, szukając jego związków z gestapo, podejrzeń o współpracę ze służbami bezpieczeństwa. Wplata w to fascynujący obraz partactwa milicji, przebiegu procesu i fascynacji opinii publicznej, jak już zbrodnie Mazurkiewicza wyszły na jaw.

Książkę Łazarkiewicza czyta się bardziej zachłannie niż „Lolo” Marty Szreder, choć bohater tej drugiej nie jest mniej fascynujący.

Książka nie ma reporterskiego posmaku, jest powieścią o zagubionym i zimnym Karolu Kocie, urodzonym w Krakowie w 1946 roku. Okładka książki informuje, że stała się inspiracją dla filmu „Czerwony pająk” Marcina Koszałki, ale w rzeczywistości znakomity operator znalazł odmienny sposób na opowiedzenie historii Kota niż Marta Szreder, niestety podobnie nudnawy. Autorka próbuje zrozumieć motywację młodego mordercy, odtworzyć jego życie osobiste, ale nie wyszła z tego fascynująca opowieść.

Ciekawie wypadają za to fragmenty opisujące rzeczywistość lat 60. Jest kino, trochę jazzu, sportowa kariera Kota w sekcji strzeleckiej, kilka ciekawych scen Karola z jego chwilową partnerką. Oskarżony o dwa zabójstwa i powieszony w maju 1968 roku Kot jest jednak w książce postacią średnio pasjonującą. Dużo lepiej i trafniej, opisał go zaledwie w kilkudziesięciu słowach w swoim wierszu/piosence „Karol Kot” Marcin Świetlicki. „Lolo” to średniej jakości kryminał. Sądzę, że tutaj lepiej sprawdziłaby się forma pitawalu.

Elegancki morderca | Cezary Łazarkiewicz | WAB 2015

Lolo | Marta Szreder | Znak 2015