Anna Sobańda: Chciałabyś zostać żoną Emiratczyka?

Aleksandra Chrobak: Myślałam o tym, ale moja miłość do Emiratów aż tak daleko nie zaszła. Był nawet jeden poważny kandydat. Wykształcony, przystojny, miał wobec mnie bardzo poważne plany. Zaczęłam jednak zastanawiać się, co musiałabym wpisać w kontrakcie ślubnym, żeby czuć się bezpiecznie.

W Emiratach podpisuje się kontrakty ślubne?

Tak, ponieważ małżonkowie zazwyczaj w ogóle się nie znają. Oczywiście jeśli łączą się dwa klany, to coś tam o sobie wiedzą, na przykład panie znają się z wcześniejszych przyjęć weselnych i przyszła panna młoda może wnioskować, kim jest pan młody, na podstawie tego, jaką opinię w środowisku ma jego rodzina. Ja jednak, nie mając takiego zaplecza w postaci własnego klanu, musiałabym dobrze zabezpieczyć się kontraktem. Konsultowałam się więc ze znajomą Amerykanką, która od 20 lat jest żoną Emiratczyka. Ona zwróciła moją uwagę na pewne kwestie, które powinnam sobie zastrzec.

Co wpisuje się w takim kontrakcie?

Między innymi zabezpieczenie w postaci podarunku ślubnego, czyli tak zwany mahr, który wynosi ok. 100-300 dirhamów i więcej (w złotówkach to mniej więcej jeden do jednego). Kobiety nie wpisują tego dlatego, że są chciwe, tylko dlatego, że mąż może się z nimi rozwieść w 3 sekundy, wystarczy bowiem, że trzy razy powie „rozwodzę się”. Mahr chroni zaś kobietę przed taką pochopnością męża. On dwa razy się zastanowi, czy stać go na rozstanie, bo jeśli rozwód jest na jego żądanie, musi wówczas tę kwotę kobiecie wypłacić. W takich kontraktach ważny, zwłaszcza z punktu widzenia Europejki, jest zapis, że nie mieszkamy z teściową. Tam funkcjonuje model rodziny wielopokoleniowej i zwłaszcza na prowincji często zdarza się, że młodzi po prostu dobudowują się do domu rodziców. Można też zrobić zapis o kolejnych żonach.

Można zakazać mężowi zwierania kolejnych związków małżeńskich?

Kobietom spoza tego kręgu kulturowego wydaje się, że są sprytne, zawierając w kontrakcie zapis o zakazie posiadania kolejnych żon. Niestety to tak nie działa, ponieważ zapisy kontraktu nie mogą być niezgodne z Koranem. A ponieważ Koran zezwala na 4 żony, taki zakaz będzie nieważny. Można jedynie zapisać, że w razie pojawienia się drugiej czy kolejnej żony, kobieta otrzyma rozwód.

A kwestia dzieci?

Jak mi powiedziała amerykańska koleżanka, żona Emiratczyka, przyszły mąż musiałby być bardzo zaślepiony miłością, żeby zgodził się na zapis, że w przypadku rozwodu dzieci zostaną przy matce. To jest praktycznie niemożliwe w tamtej kulturze.

Przemyślałaś więc te kwestie i doszłaś do wniosku, że nie zostaniesz żoną Emiratczyka?

Właśnie tak. Potrzebna jest odpowiednia mentalność, żeby się na to zdecydować. Trzeba mieć świadomość, że wychodząc za Emiratczyka, stajemy się częścią jego rodziny i nasze dobro to dobro rodziny. Nie jest tam tak ważne poczucie indywidualnego szczęścia i satysfakcja żony w związku. Kobieta staje się częścią ekosystemu rodziny i musi się temu podporządkować. Jedna z lekarek, z którą pracowałam, nie mogła sama zdecydować o tym, czy weźmie udział w konferencji w Dubaju, musiała zapytać o zgodę męża. Kobiety rzadko podejmują niezależne decyzje dotyczące życia. One jednak nie widzą w tym niczego złego, dla nich to norma. Żona jest wizytówką rodziny, stąd wiele się od niej wymaga. To, jak się prezentuje, ubiera, zachowuje, świadczy nie tylko o niej samej, ale o całej rodzinie. Dlatego tak duża jest presja, jaką rodzina wywiera - szczególnie na białej dziewczynie. Kobieta z Zachodu, która tego nie zrozumie, nie odnajdzie się jako żona Emiratczyka.

Czy dzięki małżeństwu można uzyskać obywatelstwo Zjednoczonych Emiratów Arabskich?

Przez bycie żoną Emiratczyka nie dostaje się obywatelstwa z automatu. Mąż musi sam złożyć o to wniosek i założyć sprawę. To trwa dość długo. Poza tym, Emiratczycy nie zawsze chętnie walczą o obywatelstwa dla swoich przyjezdnych żon, ponieważ one się wówczas uniezależniają. Będąc Emiratkami, dostają dotacje od państwa, są pod pełną ochroną, mają więcej przywilejów. Stają się finansowo niezależne od mężów, na czym mężczyznom nie zależy. Dzieci też nie uzyskują obywatelstwa z automatu. Jeśli Polka urodzi dziecko Emiratczykowi, to będzie ono miało obywatelstwo polskie, ale nie emirackie.

Dlaczego Emiratczycy tak niechętnie przyznają obywatelstwo?

Ponieważ we własnym kraju są w mniejszości. Tylko 15% mieszkańców Emiratów to rdzenni Emiratczycy. Gdyby zaczęli masowo przyznawać obywatelstwa, w ciągu jednego pokolenia zginęliby w morzu imigrantów. Z jednej strony więc ich rozumiem, a z drugiej to trochę boli. Bo są rodziny, które mieszkają tam od 3-4 pokoleń i ciągle są na wizie. Jeśli ktoś straci pracę, w ciągu miesiąca jest wydalany z kraju. Trudno jest o stabilizację, kiedy ciągle czujesz się obcym.

Czy Emiraty są wygodnym miejscem do życia?

Bardzo. Każdy chciałby mieć emiracki paszport. W Emiratach nie płaci się podatków, choć w 2018 mają zostać wprowadzone z powodu kryzysu ropy. Od czasu Szejka Zajeda każdy Emiratczyk dostaje ziemię. Mają dotacje na wille, są też wille komunalne. Jeśli wychodzisz za mąż, dostajesz pieniądze na wesele. Cała ochrona zdrowia jest darmowa. Emiratczyk za nic nie płaci, jeśli pracuje, jego dzieci mają opłacaną przez państwo prywatną szkołę. Emiratczycy nie mają problemu ze znalezieniem fajnej, dobrze płatnej pracy, ponieważ funkcjonuje emiratyzacja rynku pracy.

Co to znaczy?

Wszystkie zakłady pracy i firmy muszą zatrudniać określoną ilość Emiratczyków. Nie ważne, czy są dobrze przygotowani, czy mają doświadczenie, po prostu trzeba ich zatrudnić. W rządowym sektorze awanse zarezerwowane są niemal wyłącznie dla Emiratczyków. Miałam koleżankę, która co prawda miała paszport emiracki, ale jej mama była Hinduską. Awansu nie dostała, bo szefowie uznali, że jest średnio emiracka. W Emiratach nie możesz tak po prostu założyć sobie firmy, musisz mieć emirackiego partnera. Rząd mobilizuje w ten sposób Emiratczyków do pracy.
Nie można więc wymagać od nich etosu stachanowca, kiedy mają wszystko podane na talerzu. Nie muszą walczyć o byt, martwić się o to, że dzieci nie pójdą do prywatnej szkoły, czy będzie z czego zapłacić ratę kredytu. Nie znają takich problemów. Szejk Zajed tak bardzo chciał zrekompensować Emiratczykom biedę, że obrzucił ich bogactwem. Wprost z namiotów beduińskich przenieśli się do ekskluzywnych wieżowców i Rolls-Royce’ów. Nie wytworzyła się tam lokalna klasa pracująca. I tak jest do dziś. Handel, usługi, produkcja odbywa się rękoma ekspatów.

Jak na tę spektakularną zmianę warunków życia reagują Emiratczycy, którzy pamiętają czasy beduińskiej biedy?

To starsze pokolenie jest wspaniałe. Oni mają w sobie pokorę i beduińską serdeczność, ponieważ pamiętają, jak kiedyś było źle. Nowe pokolenie, które dostaje wszystko za darmo, zadziera nosa, ma w sobie dużo buty. Zdarzało mi się widzieć, jak jakiś młody chłopak mówił, że nie będzie stał w kolejce, bo jest Emiratczykiem. Dlatego ja wolę porozmawiać z panią w nikabie, niż młodą dziewczyną w szpilkach Loboutain, która wiem, że będzie uprzejma, ale potraktuje mnie protekcjonalnie. Natomiast pani w nikabie, która dużo w życiu przeszła, urodziła tuzin dzieci, będzie niesamowicie otwarta i serdeczna. Jeśli jeszcze zauważy, że mówisz choć trochę po arabsku, od razu staniesz się jej dobrą znajomą. Kiedyś na jednym z wesel siedziała taka nikabowa dama, a ja chciałam być miła, więc powiedziałam, że ładny ma pierścionek. Ona wówczas go zdjęła i powiedziała: jeśli ci się podoba, jest twój. Nie było mowy, żebym go nie przyjęła. Obraz arabskiej kobiety w nikabie z przewieszonym kałasznikowem, jaki serwuje ISIS, nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością w Emiratach. Dla tych kobiet nikab nie jest symbolem radykalizmu. Dla nich on jest jak druga skóra, jak bielizna.

Nikab rodzi dystans?

Na początku, kiedy pierwszy raz poszłam do centrum handlowego w Abu Zabi i zobaczyłam kobiety w woalkach zasłaniających całą twarz, byłam przerażona. Odczuwałam duży dystans, nie było mi łatwo przejść przez tę granicę. Jednak kiedy pracowałam w klinice, cały dzień miałam styczność z tak ubranymi kobietami i w końcu przestało to być barierą. Zaczęłam rozpoznawać przez nikab, jak się uśmiechają. Poza tym, one naprawdę są bardzo serdeczne, prawią sobie wiele komplementów. Dla nas barierą jest przejście od nikabu do zwykłej kobiety, która się pod nim kryje, i dostrzeżenie kogoś, kto w gruncie rzeczy jest do nas podobny. Dla nich zaś barierą jest język. Przejście od obcej kulturowo Europejki do potencjalnej koleżanki jest możliwe tylko wtedy, kiedy ta Europejka zna choć trochę arabski, bądź stara się pokazać, że jest zainteresowana ich światem.

Czy dla Emiratek świadomość, że żyjesz według innych wartości niż one, była problemem?

Jedyne, co było trochę problematyczne, to pytanie, czy mieszkam sama. Jeśli kobieta mieszka sama, jest to mocno podejrzane, ponieważ może sprowadzać sobie mężczyzn. Na takie pytania odpowiadałam więc, że mieszkam sama, ale moi gospodarze mieszkają zaraz koło mnie, dzielimy podwórko i tam jest tak bezpiecznie, że mysz się bez ich wiedzy nie przeciśnie. Dopiero po takich wyjaśnieniach wszystko było ok. Często zdarzało się też, że tak zupełnie naturalnie i serdecznie Emiratki mówiły: masz takie dobre serce, dlaczego nie przejdziesz na islam, nie chcesz pójść z nami do raju? Ja im wówczas odpowiadałam inshallah, czyli jeśli Bóg pozwoli.

Czy Emiratki buntują się przeciwko tej kulturowej i finansowej zależności od mężczyzn?

W kwestii niezależności i równouprawnienia Emiratki na tle mieszkanek innych krajów Arabskich wypadają całkiem nieźle. Ostatnio na przykład wprowadzono prawo pozwalające córkom dziedziczyć w takim samym stopniu jak synom. Emiratki nie mają problemu z dostępem do edukacji i pracy, mogą rozwijać się zawodowo i dochodzą bardzo wysoko. Jeśli więc mają jakieś ograniczenia, to bardziej ze strony rodziny i kultury, niż państwa. Poziom swobody, jaką cieszą się kobiety, zależy też od emiratu. Na przykład w Dubaju wiele kobiet w ogóle chodzi bez chusty, nawet członkinie samej rodziny królewskiej pokazują się w mediach bez chusty. W Abu Zabi natomiast jest to nie do pomyślenia, a tamtejsze księżniczki w ogóle nie pojawiają się w mediach. Im głębiej na prowincję, tym kobiety są bardziej zależne od mężczyzn.

Jaki jest islam w Emiratach?

Nie jest tak radykalny jak w Arabii Saudyjskiej, bo po pierwsze, w Emiratach nie ma wahabitów, czyli tego radykalnego odłamu, a po drugie młodych Emiratczyków uwodzi zachodni styl życia, z którym codziennie się stykają. Jeśli chodzi o kobiety, nazwałabym to „islamem konsumpcyjnym”. Wielokrotnie słyszałam od nich, że dziwią się, dlaczego ja nie chcę przejść na islam, skoro to taka fajna religia dla kobiet. Nie musisz pracować, a nawet jak pracujesz, to całe pieniądze są dla ciebie. Jak nie chcesz pracować, to mąż płaci ci pensję. Możesz całe dnie spędzać z dziećmi i rodziną. Nie musisz się martwić o świat zewnętrzny, rachunki, o to że samochód się zepsuł. Żadna z tych rzeczy nie jest na twojej głowie.
Oczywiście każdy Emiratczyk powie ci, że islam jest w jego sercu. Nie jest jednak tak, jak w Arabii Saudyjskiej, gdzie na czas modlitwy całe życie zamiera. Emiratczycy się modlą, ale nie epatują tym. Miewają także podwójne standardy: z jednej strony islam, z drugiej alkohol i konsumpcyjny styl życia. Dla Europejczyka to bywa zgubne.

W jakim sensie?

Jesteś w Dubaju, jest impreza, ryczą Laborgini, panie mają sylikonowe biusty, ale kiedy coś przeskrobiesz po alkoholu, nagle okazuje się, że jesteś w kraju muzułmańskim. Zatrzymuje cię policja, okazuje się, że piłaś alkohol i nagle wszyscy są w szoku. Tymczasem alkohol jest w Emiratach niemal wszędzie. Trzeba więc bardzo uważać, bo z jednej strony przymyka się oko na ekspatów i ich sprawy, ale jak się coś przeskrobie, to podlega się restrykcyjnym prawom. Głośna była sprawa dziewczyny, która zgłosiła na policji, że została zgwałcona. Dla policjanta, który słuchał jej zeznań, fakt iż piła alkohol z mężczyzną, będąc z nim sam na sam w pokoju hotelowym, był jednoznaczny z tym, że zgodziła się na seks. Jakiś czas temu zaś Polak popadł w konflikt z prawem, bo oddawał mocz na ulicy. Trafił do więzienia, zapłacił karę, a później go deportowano. Zabawa zabawą, trzeba jednak pamiętać, z jakim krajem ma się do czynienia. Sami Emiratczycy od zabawy też nie stronią, a pijaństwo stało się takim problemem, że wprowadzono regułę niesprzedawania alkoholu panom z kandurach. Uznano, że to nie przystoi, by mężczyzna w tradycyjnej szacie upijał się alkoholem przy barze.

Z twojej książki wynika, że tamtejsze dziewczyny też nie stronią od zabawy.

Oczywiście. Zdarza się na przykład, że wymykają się spod kurateli rodziny i chodzą na randki. Wygląda to na przykład tak, że brat zawozi dziewczynę do college’u, a później ona zamawia taksówkę, jedzie do centrum handlowego w Dubaju, gdzie nikt jej nie zna, i spotyka się z chłopakiem. Po randce wraca na uczelnię, skąd odbiera ją niczego nieświadomy brat.

Czy taka dziewczyna dużo w ten sposób ryzykuje?

Na pewno, ponieważ to ogromny dyshonor dla jej rodziny. Gorzej jednak, gdyby o takim występku dowiedział się ktoś spoza rodziny. Notowania takiej dziewczyny na rynku matrymonialnym drastycznie polecą w dół. Znam też sytuację, kiedy chłopak podrzucił nad ranem do mojej kliniki dwie nieprzytomne młode dziewczyny. Jedna zmarła z przedawkowania kokainy. Miały pod abajami imprezowe sukienki.

Są także kobiety trzymane przez mężów w zupełniej izolacji.

Rozmawiałam kiedyś, pracując w przychodni lekarskiej, z eleganckim, wyluzowanym mężczyzną, dobrze mówiącym po angielsku, interesowały go strategie marketingowe. Kiedy nadszedł czas wizyty jego żony, okazało się, że nawet nie pozwolił jej czekać w damskiej poczekalni. Ta kobieta siedziała w samochodzie, on po nią poszedł i musiał ją wprowadzić, ponieważ była tak zakutana, że nie tylko pozbawiono ją wszelkich ludzkich kształtów, ale nic nie widziała i do gabinetu musiała zostać wprowadzona. To totalne ubezwłasnowolnienie, ale na szczęście takie przypadki zdarzają się rzadko.
Częściej widzę taki obrazek, jak do centrum handlowego wchodzi równym rządkiem kilka dziewczyn w nikabach, następnie kierują się do łazienki. Tam nikaby idą w górę, dziewczyny rozpuszczają włosy, malują się i robią sobie sesję selfie, które następnie wrzucają do Internetu. One nie są więc takie zahukane, jak by się mogło wydawać, potrafią sobie radzić.

Piszesz też o tej drugiej stronie Emiratów, czyli całej rzeszy imigrantów, którym nie żyje się już tak bajkowo.

Tak, to są ludzie, którzy zbudowali Emiraty. Tam rzadko zdarza się, że w domu nie ma służącej. Jeśli trafi się dobra pani domu, a pan domu nie bije, nie obmacuje, to jest dobrze. Zdarza się, że te dziewczyny są naprawdę zadbane, dobrze ubrane, czasem nawet jedzą z gospodarzami, co jest oznaką okazywanego im szacunku. Niestety jednak bardzo wiele jest przypadków, w których wobec tych gosposi pojawia się przemoc fizyczna. Jak żona jest bita przez męża, to wyżywa się właśnie na gosposi. Zabierane im są paszporty, mają zakaz kontaktowania się z rodziną. Te kobiety nie podlegają żadnym przepisom prawa pracy, dlatego ich los zależy wyłącznie od tego, na jaką trafią rodzinę. Taka dziewczyna nie może uciec, a jeśli to zrobi, złapie ją policja. Pan zapłacił agencji pośrednictwa bardzo dużo pieniędzy, żeby ją sprowadzić i nie pozwoli zerwać kontraktu. One nie mają pieniędzy, często nie znają języka i choćby chciały, nie mają gdzie uciec. Jedyne co mogą zrobić, to zgłosić się do ochronki, ale nie wszystkie spośród nich działają, są dla rządu zbyt problematyczne. Chcę też powiedzieć, że to nie jest tak, że to problem samych Emiratczyków czy w ogóle mieszkańców krajów Zatoki. Prawo, które gosposi nie chroni, zezwala na takie patologie i niegodziwi ludzie to wykorzystują.

Skąd najczęściej pochodzą te gosposie?

Emiratczycy najbardziej lubią Indonezyjki, bo są bardzo pokorne i są muzułmankami, więc nie ma problemu, by dla swoich gospodarzy gotowały. Jest wiele dziewczyn z Filipin, które mówią po angielsku i mogą uczyć dzieci. One są jednak grupą ryzyka, bo znają angielski i filipińska ambasada bardzo się nimi opiekuje, więc mają nieco więcej praw. Kobiety z Etiopii są zaś cenione za fajny kontakt z dziećmi. To, jak dziewczyna jest przez swoich gospodarzy traktowana, widać już po ubiorze. Jeśli ma workowaty uniform, to znaczy, że każą jej się zakrywać, żeby nie miała żadnych kobiecych kształtów. Są jednak dziewczyny, które chodzą w jeansach i koszulkach, czasem dostają ubranie po swoich gospodyniach. Niekiedy służąca nosi abaję. To oznacza, że jej pani jest tradycyjna, ale dobra i egalitarna, chce, żeby ta dziewczyna tak jak ona cieszyła się szacunkiem muzułmanki. To jednak rzadkość. Kiedy pracowałam w klinice, spotkałam dziewczynę, która miała strasznie zagrzybione dłonie. Okazało się, że jej pani nie lubi, kiedy używa pralki, więc musi wszystko prać ręcznie. Dałam jej antybiotyki i rękawiczki gumowe do pracy, ale ona od razu stwierdziła, że pani nie pozwoli jej prać w tych rękawiczkach. Oni czasami naprawdę traktują te służące jak swoją własność.

Czy w innych sektorach też to widać?

Oczywiście, tam nie ma równouprawnienia i każdy, kto nie jest Emiratczykiem, jest traktowany gorzej, nikt się z tym specjalnie nie kryje. Europejczyk będzie zarabiał trzy razy mniej, niż Emiratczyk i to jest standardem. To nie jest kraj demokratyczny. Warstwy społeczne tam się rzadko mieszają. Taki budowlaniec nigdy nie porozmawia z Emiratczykiem. Żeby nie mieszać się z Indusami, ludzie z bogatszych krajów płacą np. więcej, żeby w metrze wsiąść do przedziału vipowskiego. Trochę to rozumiem, bo zdarzają się przypadki molestowania. Ja sama spotkałam się z tym, że Pakistańczyk w przejściu podziemnym w biały dzień złapał mnie za pośladki. Takie rzeczy się dzieją, bo oni sprowadzają ludzi prosto z chatki z glinianą podłogą. Zdarza się, że biorą pracowników prosto z bangladeskich więzień. Boli mnie, kiedy widzę autobusy budowlańców, które nie mają klimatyzacji i ci ludzie, żeby się nie podusić, otwierają okna i wystawiają przez nie głowy. Wiem jednak, że nie mogę im pomóc, okazując jakąkolwiek sympatię, bo to może skończyć się nawet gwałtem. Jedyne wyjście to wspieranie pomagającej im organizacji. Kontrast miedzy bogactwem Emiratczyków a biedą pracujących tam imigrantów jest bardzo rażący. O tym się jednak tam nie mówi.

Ty zdecydowałaś się opowiedzieć o tym w swojej książce. Czy to z jej powodu po 5 latach musiałaś wyjechać z Emiratów?

Tak, ponieważ tam można pójść do więzienia za wpis na Facebooku. Za krytykowanie kraju są paragrafy, więc ja absolutnie nie mogę się tam pokazać.

Ciężko ci było podjąć taką decyzję?

Bardzo, ale nieuczciwe byłoby z mojej strony, gdybym napisała tylko o dobrych stronach i pominęła na przykład sytuację dziewczyn pracujących jako gosposie. Napisałam więc prawdę i mogłyby mnie spotkać za to różne konsekwencje, łącznie z takimi, że kolejną napisałabym o zakładach penitencjarnych w Emiratach. Przestraszyłam się nie na żarty, bo tam wystarczy jeden telefon.

Decyzję o książce podjęłaś będąc tam?

Tak i bardzo płakałam, że będę musiała ten bajkowy świat opuścić. Niestety taka była cena i ja wiedziałam, że będę musiała ją zapłacić.