Komiksów o chorobie, umieraniu, stracie było już całkiem sporo: z najważniejszych warto wymienić „Niebieskie pigułki” Frederika Peetersa i „Kiedy Dawid stracił głos” Judith Vanistendael. Zazwyczaj pisane przez bliskich, emocjonalnie zaangażowanych w chorobę. „Tylko spokojnie” to inne spojrzenie, z dystansu, choć przecież okoliczności powstania albumu są dość niezwykłe.

Marek Warzecha był normalnym facetem. Mężem i ojcem, nauczycielem w jednym z gdańskich liceów. Kilka lat po tym, gdy zdiagnozowano u niego nowotwór, jego żona, Anna, zwróciła się do Bartka Glazy (ukrywającego się pod pseudonimem Henryk), z propozycją stworzenia komiksu o życiu Marka.

Album powstawał dość długo. Henryk napisał scenariusz po wielu rozmowach z Anną i Markiem. Skondensował ich wspomnienia, trochę dodał od siebie (za zgodą bohaterów), ale za wszelką cenę chciał uniknąć z jednej strony komiksowej hagiografii, z drugiej – sztampowej opowieści o cierpieniu i walce z chorobą. Udało się, przede wszystkim dlatego, że Marek – ten zwyczajny koleś, jakich mijamy na ulicach każdego dnia – był niesztampową postacią. Nie dożył premiery komiksu, zmarł dwa lata temu, ale zdążył podzielić się swoimi myślami, wspomnieniami, pasją.

Kluczem do jego biografii jest muzyka. „Najpierw kocham muzykę, potem rodzinę, potem papierosy”, mówi w pierwszych kadrach komiksu. Nie grał na żadnym instrumencie, nie śpiewał, ale płyty i koncerty były jego największą pasją. Od pierwszych wyjść na Jazz Jamboree w latach 80., po wręcz obsesyjne kolekcjonowanie płyt. Nic więc dziwnego, że w chorobie Markowi towarzyszą widma jego ukochanych artystów (ten ryzykowny pomysł Henryk wykorzystuje na szczęście z wielkim umiarem), a on sam nie tworzy żadnej listy zadań do wykonania przed śmiercią – marzy jedynie o tym, by choć raz usłyszeć ukryty na jednej z płyt Milesa Davisa bonusowy utwór.

Henryk opowiada historię Marka dyskretnie i z wyczuciem. Buduje ją z pojedynczych epizodów, czasem przejmujących i wzruszających, czasami nieodparcie zabawnych. Pierwsze plansze mają brawurową dynamikę: koncerty, miłość, dzieci – życie toczy się tu w szalonym tempie. Nowotworowa diagnoza nieco je spowalnia, ale nie wprowadza minorowego nastroju, raczej historii Marka nadaje oniryczny, lekko surrealistyczny posmak, jakby dla bohatera największym wyzwaniem nie była sama choroba, lecz pogodzenie się ze świadomością własnej śmiertelności.

W „Tylko spokojnie” Henryk oddał głos swojemu bohaterowi, a nie niszczącej go chorobie, a jednak unika stereotypowych scen: szpitalnych upokorzeń, cierpień po chemioterapii, prób pogodzenia się bohatera ze światem. Nie potrzebuje ich, świadomy, że i tak czytając album mamy w głowie cały kontekst, zbudowany przez życiowe doświadczenia, kino, literaturę. Prywatna, intymna historia Warzechów zmienia się w ten sposób w uniwersalną przypowieść. 

„Tylko spokojnie”, ilustracje i scenariusz (na podstawie wspomnień Anny i Marka Warzechów): Henryk, Kultura Gniewu 2017