Zadanie wydaje się w pierwszej chwili mało oryginalne. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: „Co się u licha dzieje ostatnio ze światem” trwa od dłuższego czasu. Jakub Dymek punktuje jednak od razu, zarzucając jękliwo-histeryczną narrację serwowaną nam od paru lat przez ustępujące liberalne elity. W zamian autor proponuje podejście niejako antropologiczne. Mówi: oto i oni. Poznajcie ich. Przyjrzyjcie się tym „nowym barbarzyńcom”, którzy was tak przerażają. Oni od tego patrzenia nie znikną. Ale skoro już tu są, to może warto wiedzieć, z kim mamy do czynienia.

Dymkowi „nowi barbarzyńcy” to polityczni zwycięzcy kryzysu 2008 r. Pokazana na okładce triada Trump – Putin – Kaczyński jest zaledwie symbolem. Tak naprawdę Dymka interesują nie tyle sami przywódcy, ile raczej stojący za nimi ideolodzy. Albo nawet szerzej: całe środowiska niosące z sobą nowe ideowe prądy. W przypadku Trumpa będzie to więc tzw. alt-right, niejednorodne zjawisko polityczne, które wykiełkowało na początku obecnej dekady, dokonując czegoś w rodzaju przechwycenia tradycyjnego amerykańskiego obozu republikańskiego. Największym triumfem ducha alt-rightu (po polsku: alternatywnej prawicy) były oczywiście wybory prezydenckie w 2016 r. Tego sukcesu nie byłoby jednak bez postaci takich jak doradca polityczny Steve Bannon czy zmarły w 2012 r. wydawca internetowy Andrew Breitbart, którzy rozbudowę swoich biznesowo-medialnych inicjatyw rozpoczęli dużo wcześniej.

Rosja to oczywiście Aleksandr Dugin – intrygujący, ale i trochę przerażający filozof, twórca ideologii euroazjatyzmu i tradycjonalizmu integralnego. To on przekonał rosyjskie elity, że Zachód ich nigdy nie zrozumie i nie ma co się o to zrozumienie starać. Także jego historia to więcej niż parę ostatnich lat.

No i wreszcie Polska. Tłumacząc (zresztą w sposób bardzo przekonujący) przyczyny triumfu Prawa i Sprawiedliwości w 2015 r., Dymek zwraca uwagę na trzy kluczowe ideowe projekty, które stanowiły tegoż triumfu podglebie. Pierwszy z nich to fenomen Grzegorza Biereckiego i jego idei SKOK-ów, przedsięwzięcia biznesowego, które zadało kłam tezie, że prawica nie ma głowy do interesów. Rozdział o Biereckim jest dobry również dlatego, że Dymek próbuje być wobec przedsiębiorcy fair. Docenia jego talent do zagospodarowania ewidentnej potrzeby społecznej na kasy pożyczkowe dla słabych i wykluczonych. Pokazuje też rolę, jaką SKOK-i odegrały w przełamywaniu monopolu zagranicznych instytucji finansowych. Jednocześnie autor Biereckiemu nie odpuszcza i przypomina jego wszystkie (szeroko opisywane przez media) grzechy, łącznie z zarzutem o wykorzystywanie swojej pozycji politycznego mecenasa do lobbowania korzystnych dla siebie rozwiązań, a także oskarżeniem o optymalizacje podatkowe.

Drugi (powiązany z Biereckim, bo powstający za jego pieniądze) projekt to oczywiście medialne imperium braci Karnowskich. Aby jednak przypomnieć, że polityczny sukces prawicy nie stoi na jednej tylko nodze, Dymek opisuje historię projektu „dziennikarzy niepokornych”, a więc ów rodzaj sprytnego uwłaszczenia się na marce wykreowanej za pieniądze brytyjskiego koncernu Mecom (wówczas wydawcy „Rzeczpospolitej”) przez grupę wyrazistych konserwatywnych publicystów skupionych wokół Pawła Lisickiego. Również ta historia przeczy tezie, jakoby prawicowcy w Polsce byli garstką niezdolnych do zagwarantowania sobie rynkowej pozycji safandułów.

Czytając Dymka, każdy dostaje coś cennego. Przerażeni nadejściem nowych barbarzyńców znajdą tu obowiązkową garść smakowitych anegdot i spostrzeżeń dowodzących małości, perfidii i wyrachowania znienawidzonych szwarccharakterów. Z drugiej jednak strony owi barbarzyńcy są niepokojąco sprawni. I wydają się piekielnie inteligentni. A w pewnym sensie nawet dowartościowani jako element szerszego globalnego zjawiska powstawania nowych kontrelit i nowego salonu. Znam trochę paru pojawiających się u Dymka bohaterów i wiem, że oni tak właśnie o sobie myślą. Nie zdziwię się więc, jeśli „Nowi barbarzyńcy” będą przez nich czytani z wypiekami na twarzach. I podawani z rąk do rąk z komentarzem: „Widziałeś, jak się nas przestraszyli”.