Kraków to raj na ziemi i przekleństwo Midasa. Wszystkiego jest za dużo. Kolorów, ludzi, turystów, mód. To krakowskie rozbuchanie pozwala zarazem naprawdę cieszyć się życiem i młodością - niezależną od metryki. W Warszawie często mam problem, żeby w dzień powszedni umwić się z kimś późnym wieczorem, w Krakowie miasto pulsuje od wieczora do rana. O 3.30 przed świtem zaczynają się tańce. Zmieniamy lokal. Kac jest pieczątką.

Kursa i Romanowski, dziennikarze lokalnej "Wyborczej", wpadli na najprostszy i zarazem najlepszy pomysł: opisali schizofrenię miasta, które - zdaniem "New York Timesa" - pod względem atrakcyjności przebiło już Pragę i Paryż. W rozmowach z architektami, filmowcami, restauratorami, którzy oprowadzają czytelnika po kultowych krakowskich knajpach, miejscach przeklętych i świętych, intymnych albo ekshibicjonistycznie rozwydrzonych, wyłania się obraz drobnomieszczańskiej kapliczki sponiewieranej po całonocnej balandze.

Wzmocnione przez zmysłowe czarno-białe fotografie Andrzeja Pilichowskiego-Ragno, zarejestrowane przez Kursę i Romanowskiego miasto, oddycha dzisiaj niezdrowym powietrzem z Nowej Huty, ciężkim poetyckim slamem i utapirowanymi damami jak z Felliniego - bywalczyniami teatralnych premier, Skrzyneckim wiecznie żywym, "Tygodnikiem Powszechnym" na Wiślnej i pluszowymi kanapami w "Europejskiej". Stare dzielnice ożywają na nowo (Nowa Huta), ciągle dołączają nowe, modne adresy - choćby Podgórze, mekka krakowskich freaków. Centrum artystowskiego świata pozostaje jednak oczywiście Kazimierz. Znajdziesz tam wszystko. Szmateksy i wyrafinowanie, Żydów z pejsami i najlepsze, jakie jadłem w życiu, placki ziemniaczane po litewsku. Za 9,90 na placu Nowym. "Książka o Krakowie" Kursy i Romanowskiego ma także genialny, intertekstualny kod. Wtajemniczeni wiedzą więcej. I cieszą się, że wiedzą. Marcin Koszałka oczywiście umawia się z dziennikarzami w "Dymie", a Małgosia Szumowska - wiadomo - w "Kolorach".

Kraków rozmawia dzisiaj wszystkimi językami. Japońscy wirtuozi cyfrówek chyba są ciągle na pierwszym miejscu, ale łeb w łeb za nimi idą rosyjscy fani złotej biżuterii i Anglicy, przyjeżdżający do [KRK], żeby się weekendowo urżnąć. Te narodowe stereotypy paradoksalnie kondensują niejednolitą przezroczystość miasta. Wystarczy o świcie wybrać się na długi spacer Plantami, w stronę Wawelu, żeby podejrzeć najwspanialszych dziwaków świata: frustratów, narkomanów, pijaczków z Kazimierza, melancholików. Żeby zobaczyć w nich siebie. Mniej jednoznacznego.

Kursa i Romanowski są dociekliwi i dowcipni, zadają bystre pytania, dostają niebanalne odpowiedzi. Katarzyna Janowska cudownie opowiada o krakowskim salonie, Łukasz Drewniak mówi o Krakowie - "hassliebe", czyli nienawistne kochanie, Piotr Marecki rozmawia o gejowskich knajpach, a profesor Markowski o campari z lodem. Bez soku. "Książka o Krakowie" jest podróżą po smakach i zapachach, restauracjach, dansingach i techno maratonach. Dobrze się w tym świecie zagubić. Autorzy [KRK] mają rację. Fajnie jest mieszkać w Krakowie. I zarabiać kaskę w Warszawie. Słowem: fajnie jest być mną!



Magdalena Kursa, Rafał Romanowski: [KRK]. Książka o Krakowie, ZNAK, 2007