Woody Allen popisał się niegdyś doskonałą intuicją. W jednym z epizodów swojego prześmiesznego filmu "Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale boicie się zapytać” (1972) wystąpił w roli głęboko sfrustrowanego plemnika. Bryan Sykes, wybitny angielski genetyk, udowadnia w "Przekleństwie Adama” - jednej z najlepszych książek popularnonaukowych sezonu - że wszelkie troski plemników oraz ich dostojnych nosicieli wydają się ze wszech miar uzasadnione.

Co byście państwo powiedzieli na "Seksmisję” w wersji 2.0 - całkiem rzeczywistą perspektywę świata pozbawionego mężczyzn? Według Sykesa płeć męska miewała się już lepiej. I nie chodzi o to, że faceci gubią się w centrach handlowych i rozrzucają po mieszkaniu brudne skarpety, ale że determinujący męskość materiał genetyczny zawarty w plemnikach podlega degeneracji w godnym podziwu tempie - to zaś w dającej się przewidzieć przyszłości może dać efekt w postaci całkowitej eliminacji płci brzydkiej z ludzkiej populacji.

Ta konkluzja jest dla Anglika pretekstem do prawdziwie monumentalnej, wielowątkowej opowieści. "Przekleństwo Adama” stanowi dla laika fascynujące wprowadzenie we współczesną genetykę z jej skrajnie niekonwencjonalnym sposobem patrzenia na rzeczywistość. W dodatku Sykes funduje nam erudycyjną podróż do samych początków życia, tłumacząc, jak w ogóle mogło dojść do powstania płci i dlaczego stała się jednym z motorów ewolucyjnej machiny. I wreszcie dostajemy w eseistycznej formie wyłożone przyczyny, dla których „wojna płci”, określenie stosowane przez nas bezwiednie jako eufemistyczna nazwa dla małżeńskiej kłótni, dla biologa wyznacza poważny obszar badań. Okazuje się bowiem, że ów konflikt naprawdę istnieje, ale na poziomie molekularnym, w świecie chromosomów i mitochondriów. Richard Dawkins spopularyzował niegdyś ideę „samolubnego genu”, który rozporządza naszymi ciałami, by powielić się w możliwie dużej ilości egzemplarzy, napędzając jednocześnie koło zamachowe ewolucji. Po lekturze książki Sykesa staje się oczywiste, że mamy do czynienia również z "samolubnymi płciami” - a w dłuższej perspektywie kobiety są w tej bezwzględnej wojnie górą.

Nie powinno nam zresztą być specjalnie żal facetów. Piszę wprawdzie powyższe słowa z pewną dozą hipokryzji, bo przecież sam należę do tej połowy ludzkości, niemniej coś jest na rzeczy. Angielski naukowiec (ostatecznie również facet) nie ukrywa: na historię homo sapiens składa się nie tylko wynalezienie języka, kultury i cywilizacji. To również dzieje brutalnego podboju i gwałtu. Tej spirali przemocy nie patronuje rzekoma darwinowska idea walki wszystkich ze wszystkimi (z którą teoria ewolucji rozprawiła się już dawno temu), ale właśnie fundamentalny konflikt płci - każda z nich bowiem ma głęboko odmienną strategię przetrwania. Faceci w tej opowieści są czarnymi charakterami. To, co znamy pod nazwą patriarchatu, jest w gruncie rzeczy brutalną próbą przeforsowania na gruncie społeczeństwa męskiego interesu genetycznego - prawdziwym przekleństwem Adama, które doprowadzi jednocześnie do jego zguby. Nie ma się co martwić - świat kobiet może być dla człowieka zdecydowanie lepszym miejscem do życia.

Przekleństwo Adama. Przyszłość bez mężczyzn

Bryan Sykes, przeł. Zofia Łomnicka, Prószyński i S-ka 2007