Większość z nas dość już ma odrealnionych bohaterów ratujących świat - policjantów czy szpiegów w stylu filmowego Jamesa Bonda. Ludzi, którzy nie posiadając nadludzkich zdolności Supermana, potrafią uciec całej armii rozwścieczonych komunistów. Nudzą nas jednak też ofiary losu, tchórze i neurotycy w rodzaju pedantycznego detektywa Monka: nawet gdy zwyciężają, nie bywają szczególnie wiarygodni. Dobrze wie o tym William Boyd, autor nietuzinkowego romansu szpiegowskiego "Bez wytchnienia”.

Jest rok 1976. Ruth Gilmartin musi po raz kolejny uporać się z dziwactwami starej matki. Tym razem Sally ubzdurała sobie historyjkę, według której w czasie II wojny światowej miała być tajną agentką brytyjskiego wywiadu. Problem zaczyna się w momencie, gdy rzekome wymysły matki okazują się pozbawioną cienia fantazji prawdą. Sally Gilmartin to w rzeczywistości Eva Delektorska, uciekinierka ze Związku Radzieckiego zwerbowana przez brytyjskiego agenta Lucasa Romera w 1938 roku.

Jeśli ktoś spodziewa się spektakularnych pościgów, wystrzałów i zawiłych intryg, powinien darować sobie lekturę "Bez wytchnienia”. Choć nie brakuje tu spisków, zdrad i pułapek zastawionych przez podwójnych agentów, trudno byłoby nazwać tę powieść literaturą sensacyjną. Wszystkie efekty specjalne służą bowiem Boydowi w jednym celu - by umiejętnie pokazać, jak mechanizmy wielkiej polityki wpływają na życie małych ludzi, a ci z kolei rewanżują się, po cichu zmieniając historię. Autor odkrywa przed nami prawdziwe, choć zapomniane fakty - w szczególności zaś wywiadowczą wojnę między dwoma sojusznikami Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi. Bada przy tym samą istotę szpiegostwa i naturalne środowisko agentury. Konfrontując ją ze spokojnym życiem emeryta albo nauczyciela języka angielskiego, zastanawia się, czy praca w wywiadzie to rzeczywiście zajęcie jedynie dla wybranych.

Powieść Boyda należałoby bez cienia wątpliwości nazwać bardzo dobrą, gdyby nie jedno poważne zastrzeżenie, skierowane zresztą nie do autora, lecz polskiej tłumaczki, która zapomniała najwyraźniej, że przekłada tekst bardziej skomplikowany niż instrukcja obsługi pralki. A szkoda, bo "Bez wytchnienia” niewychłostane topornym lingwistycznym cepem byłoby lekturą jeszcze smaczniejszą.

Bez wytchnienia

(Restless)

William Boyd, przeł. Hanna Koźmińska, Niebieska Studnia 2007