"Ostatnie dni" ukazały się Stanach w 1984 roku i część z tych opowiadań dotyczy Europy Wschodniej, którą jak widać pisarka musiała sama odwiedzać w tym czasie. Amerykanie zwracali uwagę na inne teksty, dotykające najważniejszych dla Oates tematów: przemocy, obsesji, szaleństwa, władzy ojca. Dla nas, siłą rzeczy, najciekawsze okazuje się jej zaglądanie za żelazną kurtynę. To trochę tak, jakbyśmy sami, z naszą dzisiejszą świadomością, zostali wrzuceni w sam środek tamtych czasów. I patrzyli na ten świat, nic z niego nie rozumiejąc.

Od razu trzeba zaznaczyć, że Warszawa zimą 1980 roku jest potworna. Wyobrażam sobie Amerykanów czytających wtedy te strony i kiwających głową z litością i niesmakiem: co za dziki kraj! W opowiadaniu Olgi Tokarczuk "Profesor Andrews w Warszawie", wizyta w Polsce wyglądała inaczej: cudzoziemiec trafia tu w stanie wojennym, nie rozumie ani słowa, ale z czasem udziela mu się atmosfera wspólnoty. Judith Horne, pisarka i naukowiec, niczego takiego nie czuje. Jest przede wszystkim skupiona na swojej relacji z kochankiem, dziennikarzem. Przyjechali na konferencję razem z kilkoma innym Amerykanami. Judith wygłasza wykład na uniwersytecie, ale przede wszystkim spotyka się z opozycyjnymi pisarzami i intelektualistami na terenie ambasady amerykańskiej. To niemal dokumentalny zapis - pojawiają się prawdziwe nazwiska naszych opozycjonistów. Judith jest przygnębiona, bo z każdego kąta wygląda tu tragiczna przeszłość, Polacy mają ponure i zszarzałe twarze. Wszystko ją tu razi: Hotel Europejski, zapach smażonej cebuli i ziemniaków, dym papierosowy, powietrze, zaniedbane zęby i najbardziej - religijność ludzi. Symbolem tego kraju stają się dla niej cierpiące "chrystusy" w kiczowatych kolorach sprzedawane na Starym Mieście. Nie może zrozumieć, że kościół to tutaj centrum życia intelektualnego. Dziwi ją, że jedynym oparciem jest - jej zdaniem - opresyjna instytucja. Zamierza nawet w swoim wykładzie poświęcić spory fragment cenzurze, stosowanej przez Kościół katolicki. - To nie jest kraj komunistyczny, ale okupowany - zauważa jeden z członków amerykańskiej delegacji. Żałuje, że nikt nie wygłasza tyrad przeciwko ZSRR, dopiero z czasem dociera do niego, że ludzie boją się tajniaków.

Judith zwraca uwagę, że wśród Polaków z opozycji nie ma kobiet, ją też początkowo traktują jak sekretarkę ambasadora. Przy całej potworności tej wizyty, Judith dopiero tutaj po raz pierwszy tak mocno czuje się Żydówką, wypytuje o sprawy polsko-żydowskie, słucha historii pogromów. Ten czas staje się dla niej zejściem w najgłębsze zakamarki własnej nieświadomości. Dlatego waśnie może powiedzieć "moja Warszawa", co znaczy tyle, co ciemna strona duszy.

Widać, choćby po ilości miejsca, które poświęciłam temu jednemu opowiadaniu, że budzi ono emocje. Inni bohaterowie Oates: żydowski morderca schizofrenik, mężczyzna, którego kochały kobiety, czy sterroryzowane dzieci - nie budzą ich wiele, choć to dobrze opowiedziane historie. Pozostaje jednak po nich pewien niedosyt (jak przy kilku innych książkach tej wszechstronnej i płodnej autorki). U Oates czytamy o potwornościach, zgłębiamy meandry relacji w rodzinie, ale pozostajemy - ja przynajmniej - obojętni. Tak jakby jej książki były dobrze udokumentowanymi wypracowaniami na trudny temat.

Opowiadania o Wschodniej Europie też nie są bezbłędne, nieco rwą się fabularnie, ale jednocześnie każą o sobie myśleć. Pokazują absolutną niemożność zrozumienia świata innego niż własny. Amerykanie są uwięzieni w swojej perspektywie i właściwie nie chcą niczego rozumieć, wizyta na końcu świata jest dla nich ekstremalną rozrywką dającą poczucie, że robią coś dobrego, albo podróżą do własnych mroków. Dzisiaj sami lepiej rozumiemy ich standardy: drażni nas martyrologia, zepsute zęby, opresja kościoła i stosunek wobec kobiet. Dlatego czytając o Judith, możemy myśleć o sobie.

Ostatnie dni

(Last Days: Stories)

Joyce Carol Oates

przeł. Regina Triba-Wosik

Santorski i Ska, Warszawa 2008