Zawodowo zajmuje się pani reżyserowaniem filmów dokumentalnych. "Utalentowana" to również rodzaj dokumentu, prawdy zakamuflowanej w fikcji?

Nikita Lalwani: Robienie filmów dokumentalnych spowodowało, że jestem bardzo wyczulona na wyszukiwanie i przybliżanie czytelnikowi detali. Tylko tak można dotrzeć do sedna problemu i odnaleźć prawdziwe motywacje bohaterów. Interesuje mnie, dlaczego ludzie robią pewne rzeczy, jakie są efekty ich żądz i pragnień. Mam nadzieję, że udało mi się w "Utalentowanej" - która jest książką opartą na fikcji - zachować posmak rzeczywistości przepuszczonej przez filtr dokumentu.

Dorastała pani w Walii w rodzinie hinduskich emigrantów, podobnie jak główna bohaterka powieści Rumika. Wygląda na to, że to po części autobiograficzna historia.

Powiedziałabym, że w połowie. Część książki, ta emocjonalna, pochodzi z mojego własnego życia. Ale fabuła, wydarzenia, bohaterowie już nie. Te rzeczy są zasłyszane lub wymyślone.

Rzeczywiście Rumika jest pani przeciwieństwem. Nie wydaje się zachwycona swoim talentem. Pani natomiast marzyła, by w wieku 13 lat zacząć naukę w Oxfordzie.

Przeszłam przez fazę fascynacji cudownymi dziećmi, gdy miałam osiem - dziewięć lat. Wyrosłam z tego jakieś dwa lata później, gdy szykowałam się do nauki w szkole średniej. Kiedy przyszło do pisania książki, przypomniałam sobie to przedziwne zamiłowanie i pomyślałam, że rzeczywiście może być z tego atrakcyjny literacko temat.

Mahesh, ojciec Rumiki, nienawidzi Wielkiej Brytanii, gardzi wartościami Zachodu, światem, w którym mieszka. Tego typu zachowania nadal są powszechne wśród emigrantów z Indii?

Dziś jest już inaczej. Na Wyspach żyje kolejne pokolenie emigrantów - ludzi już tam urodzonych. To pokolenie profesjonalistów, którzy stali się autentycznym ucieleśnieniem marzeń swoich rodziców. Akcja powieści rozgrywa się zaś na przełomie lat 70. i 80. I choć są tysiące sposobów, by nawiązać kontakt z nowym, kulturowo odmiennym otoczeniem, Mahesh nie umie tego zrobić. On tego świata nie rozumie, ma zupełnie błędne wyobrażenie o tym, jak jest odbierany. W dodatku dręczy go brak wiary w siebie i nieufność w stosunku do innych. I choć rozpiera go duma i chce, żeby jego dzieci szły przez życie z podniesioną głową, a ludzie darzyli szacunkiem, zasługuje raczej na żal i litość.

Dlaczego zamiast podjąć próbę pogodzenia się z nowymi realiami, zwraca się przeciw światu?

Może dlatego, że Wyspach te realia się wciąż zmieniają. Są wymyślane wciąż na nowo przez członków danej społeczności. W Wielkiej Brytanii świat multikulturowy jest przeciwstawiany światu multirasowemu w obliczu zagrożenia "kultury narodowej". Dopóki mamy "naszą" oraz "ich" sytuację, problemy są nieuniknione. Trzeba zadać sobie pytanie, co właściwie określa ludzi po obu stronach linii każdego z tych podziałów.

A może te problemy wynikają w dalszym ciągu z doświadczeń postkolonialnych?

Tak, postkolonializm odciska swoje piętno na wielu rodzinach, a nawet pokoleniach. To działa na zasadzie efektu domina. W mojej rodzinie wciąż opowiada się historie z okresu kolonialnego. To są prawdziwe relacje, a przekazywane kolejnym generacjom, rzeczywiście odbijają się na ich psychice. W "Utalenowanej" Rumika dziedziczy po rodzicach ich postawy i lęki, ale właśnie dzięki temu może głębiej zrozumieć ich przeszłość.

A czy "Utalentowaną" możemy zaliczyć do grona literatury postkolonialnej?

O takiej klasyfikacji zadecydują raczej sami czytelnicy. Osobiście powiedziałabym, że "Utalentowana" zawiera w sobie jakiś postkolonialny sentyment pokoleń.

Może więc spytam inaczej. Bliższa jest pani literatura brytyjska czy hinduska?

Nie mam pojęcia. To tak jakbym miała odpowiedzieć na pytanie, czy jestem bardziej Brytyjką czy Hinduską. Wszystko jest kwestią dialogu między różnymi częściami mnie. One ze sobą walczą, dominuje raz jedna, raz druga - sytuacja cały czas ulega zmianie i zależy od aktualnego etapu mojego życia. Tożsamość nie jest dana raz na zawsze.