Dlaczego piszesz bajki dla dzieci? Z przekory, przypadku...?

Mikołaj Łoziński: Pierwszą bajkę napisałem na dziewiąte urodziny Idy, córki mojego brata. Miałem mało pieniędzy, kupiłem jej grę komputerową, ale trochę badziewną. Było mi wstyd, więc dałem jeszcze historię o żółwiu błotnym Karolu. Potem przyszły następne: o psie, muszce, bakterii i gwarku. Męczyłem się przy pisaniu"Reisefieber" i myślałem chyba, że dla dzieci będzie łatwiej. Szybko zrozumiałem, że nie mam racji.

Dlaczego pisanie bajek okazało się trudniejsze niż pisanie literatury dla dorosłych?

Może dlatego, że pierwszy raz pisałem dla dzieci, a one są wyczulone na najmniejszy fałsz, nieszczerość w historii. A niestety nie mogłem skonsultować się z moimi bohaterami: muchami, bakteriami i bezdomnymi psami.

Twoje bajki traktują o poważnych sprawach. Czy ubranie trudnej kwestii rozwodu rodziców w bajkowy kostium miało ułatwić dziecięcemu czytelnikowi lepsze zrozumienie takich spraw?

To historia pieska, którego właściciele się rozstają. Starałem się z tej perspektywy spojrzeć na rozwód rodziców, może nawet go zaakceptować. Myślę, że ważne tematy nie są zarezerwowane tylko dla dorosłych. A dzieci chcą poznać tajemnice świata, nawet te mniej przyjemne.

Co trzeba zrobić, żeby zmusić dzieci przyzwyczajone do konwencji kreskówki, by chciały czytać o zwierzątkach?

Nie mam pojęcia, ale na pewno nie będę nikogo do niczego zmuszać.

W bajce o muszce kreujesz atmosferę rodem z horroru. Nie za ostro?

Bez przesady. To historia zbuntowanej muszki, która chce dorosnąć i wylecieć z mieszkania, po którym jej rodzina lata od zawsze. Życie muszki zmienia się, kiedy rodzice zostają złapani na lep i wyrzuceni do śmieci.

W tej samej bajce pojawia się również humor, rzecz nieodzowna w przypadku literatury dziecięcej. Bardzo się jednak zdziwiłem, czytając wypowiedź muchy:"Dobrze, że na obiad nie było kupy".

Na każdym poziomie starałem się wczuć w muchę, bakterię czy żółwia. Spróbowałem napisać pięć historii o zwierzętach w trudnej sytuacji życiowej - właściciele psa się rozstają, właścicielka żółwia porzuca go dla myszki komputerowej, gwarek zostaje porwany dla okupu, a bakteria coraz gorzej czuje się w laboratorium.

Skoro jesteśmy przy bakterii, ta bajka to przecież"Truman Show" i"Rok 1984" w jednym! Świat jako jedno wielkie laboratorium.

Kiedyś często się nad tym zastanawiałem. Wyobrażałem sobie, że gdzieś jest inny, może lepszy świat. Podobnie myśli bakteria codziennie badana pod mikroskopem przez Wielkie Oko i polewana różnymi chemikaliami. Czuje też, że nikt jej nie szanuje. Nie jest nawet informowana o wynikach badań. Dlatego chce zmienić swoje życie, uciec z laboratorium, zawalczyć o siebie. A może dzieci wychowywane pod Wielkim Okiem rodziców też czasem mają dość?

Ida miała jakieś uwagi?

Kiedy na urodziny dałem jej pierwszą historię o żółwiu, nic nie powiedziała. Po paru dniach przekazała przez swojego tatę, że dziękuje, a bajka jest OK. Przy następnych była bardziej śmiała, mówiła, co mam zmienić. Prosiła, żebym przerobił"Bakterię", bo nie rozumiała pierwszej wersji.

Ale ostatecznie zaakceptowała książkę jako całość?

Na szczęście. Inaczej chyba musiałbym usunąć jej imię z okładki. Kilka dni temu przyniosłem Idzie gotową książkę. Nie wiedziała, jaki będzie miała tytuł, a ja nie miałem pomysłu, jak jej ją dać. Nie chciałem, żeby wyszło patetycznie. Kiedy nie patrzyła, położyłem"Bajki dla Idy" na parapecie. Potem wszyscy siedzieliśmy przy stole i powiedziałem:"Ida, podaj mi to z parapetu". Kiedy wzięła książkę do ręki, mój brat powiedział:"Córeczko, to chyba dla ciebie?". Wtedy spojrzała na okładkę, zaszkliły jej się oczy, podeszła do mnie i mocno pocałowała. Bardzo się wzruszyłem.