W niedługim odstępie czasu pojawiła się kolejna książka, na dodatek dużo lepsza, poświęcona modzie polskiej ostatniego półwiecza. Po „Teksas-landzie” Anny Pelki mamy „Od skarpetek Tyrmanda do krawata Leppera” Piotra Szaroty. Warszawski naukowiec ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej poszedł jednak znacznie dalej niż poprzedniczka i to nie tylko dlatego, że napisana przez niego rozprawa wykracza poza okres PRL, na którym skupiła się młoda publicystka. Szarota wnikliwie analizuje fenomen mód, którym poddawaliśmy się w czasach Polski ludowej i kapitalistycznej, szuka ich przyczyn oraz zakorzenienia w naszej historii i charakterze narodowym, tropi zależności, zapożyczenia oraz sytuuje je w kontekście międzynarodowym. I choć parokrotnie się pomylił, napisał solidną rozprawę, jakiej jeszcze na naszym rynku nie było.

Bohaterami Szaroty są znani ludzie: Tyrmand, Hłasko, Cybulski, Jędrusik, Villas, Niemen, Stachura, Wałęsa, Lepper. Ale nie tylko – również bezosobowe ikony masowej wyobraźni: moherowe berety czy subkultura ruchu punk. Mnóstwo tu ciekawych obserwacji na temat przemian PRL-owskiej i późniejszej obyczajowości, której beneficjentami (ale i ofiarami) stawały się gwiazdy. Tak jak Zbigniew Cybulski, który nie potrafił wyzwolić się z emploi z „Popiołu i diamentu”. Widzowie nie potrafili pogodzić się z rolą w „Jak być kochaną” Hasa, gdzie zagrał cynicznego dekownika, wykorzystującego bez skrupułów zakochaną w nim kobietę. „Gdyby tak w życiu naprawdę obok pana pokoju gwałcili kobietę, to też pan by się schował pod materac?” – grzmiał robotnik po pokazie w warszawskim klubie Reduta. Aktor wielokrotnie wspominał potem ten absurdalny incydent.

Inna ciekawa obserwacja: ciemne okulary Maćka Chełmickiego powróciły po latach. W latach 80. założył je krewny Zbigniewa Cybulskiego, starszy od niego o cztery lata. Kuzyn nazywał się Wojciech Jaruzelski. „Niewykluczone, że również dla niego były symbolem nieodwzajemnionej miłości do ojczyzny” – pisze Szarota.

Dziwne, że autor nie dostrzegł podobieństw, które łączyły Cybulskiego z inną ikoną doby PRL – Edwardem Stachurą. Pisarz był zafascynowany postacią słynnego aktora i wzorował na nim swój wizerunek: tak jak on nosił chlebak i wojskową kurtkę. Jego tragicznej śmierci poświęcił nawet opowiadanie.

Nie zgadzam się też ze stwierdzeniem, że Czesław Niemen jest jedynym rodzimym muzykiem, któremu udało się stworzyć oryginalny i powszechnie rozpoznawalny wizerunek, łącznie z autorskimi kostiumami i okładkami płyt. Jeszcze w okresie PRL był co najmniej jeden taki artysta – myślę tu o Grzegorzu Ciechowskim, najbardziej wyrazistej postaci polskiej estrady lat 80.

Casus lidera Republiki, a ściśle rzecz biorąc jego krawatów w czarnobiałe pasy, wspomina Szarota, analizując polityczny image Andrzeja Leppera. Jak wiadomo, szef Samoobrony wymyślił, że znakiem rozpoznawczym jego partii będą krawaty w pasy biało-czerwone. Jak błyskotliwie sugeruje Szarota, ten kojarzony z elegancją element garderoby w pewnym momencie negatywnie zaciążył na wizerunku ugrupowania. Wiadomo – krawat zakłada się do garnituru, a ten uniform nie bardzo pasuje do partii, która wywodzi się ze społecznych nizin i reprezentuje wykluczonych. Nikt tego nie zbadał, ale kto wie, czy sprzeniewierzenie się modzie chłopsko-robotniczej, czyli naturalnemu środowisku Leppera, także nie miało wpływu na spektakularną klęskę Samoobrony w ostatnich wyborach parlamentarnych?

Przywołałem tylko kilka wątków tej szalenie ciekawej, napisanej efektownym językiem publikacji. Biegnę wobec tego na pocztę, wysłać książkę mojemu nauczycielowi łaciny, który w liceum prześladował mnie za nastroszoną fryzurę i za krótkie – jego zdaniem – nogawki dżinsów.

Od skarpetek Tyrmanda do krawata Leppera

Piotr Szarota, WAiP 2008