I nie jest to wcale złośliwa plotka, ale niemal oficjalna polityka twórców nagrody. Skandale towarzyszyły Bookerowi od samego początku. " Reżyserował je wieloletni administrator Bookera Martyn Goff. To był człowiek obdarzony doskonałym zmysłem marketingowym. Rozumiał, że w kraju takim jak Wielka Brytania, gdzie prasa jest niemal całkowicie bulwarowa, skandale to warunek sine qua non rozgłosu" - tłumaczy Franklin.

Już w 1971 r., czyli dwa lata po ustanowieniu nagrody, prasę zelektryzowała wiadomość, że jeden z jurorów, Malcolm Muggeridge, po przeczytaniu nadesłanych książek wycofał się z prac komisji, mówiąc, że czuje mdłości i przerażenie z powodu jakości tekstów. Chyba trochę przesadził, zważywszy, że nagrodę otrzymał wtedy V.S. Naipaul, późniejszy noblista, za książkę "W wolnym kraju”.

W 1972 r. skandal wywołał z kolei laureat John Berger. Nagrodzony za powieść "G." ogłosił, że połowę swojego honorarium odda ugrupowaniu Czarne Pantery w proteście przeciw "kolonialnej polityce w Indiach Zachodnich firmy Booker", która sponsorowała nagrodę. Nie zwrócił uwagi, że plantacje oraz rafinerie firmy zostały skonfiskowane już 10 lat wcześniej. Szczodremu sponsorowi dostało się także rok później od kolejnego laureata J.G. Farrella, który jednak już nie obiecywał, że się z kimkolwiek podzieli pieniędzmi.

O tym, jak szybko urosło znaczenie nagrody w brytyjskiej popkulturze, świadczy to, że już od 1975 r. zaczęło się obstawianie wygranego jak na wyścigach konnych. Rok później na uroczystej kolacji, podczas której wręczano nagrodę, pojawił się były premier Harold Wilson - jego żona zasiadała w jury. Zdążył jednak dopiero na pudding, ponieważ wcześniej tego wieczoru musiał wpaść jeszcze na mecz bokserski. Był to zarazem pierwszy raz, kiedy uroczystość transmitowano na żywo w telewizji BBC 2 - fakt, który również pomógł uczynić z Bookera brytyjski sport narodowy.

"Kluczowy był jednak rok 1980. To wtedy nagroda stała się naprawdę ogromnie kontrowersyjna" - wspomina Franklin. Na liście nominowanych znaleźli się dwaj starzy giganci literatury brytyjskiej Anthony Burgess oraz William Golding, którzy się nawzajem nienawidzili. Burgess powiedział, że nie zjawi się na uroczystości, jeśli nie otrzyma zapewnienia, że to on zostanie laureatem. Nie chciał być świadkiem ewentualnego triumfu swojego wroga. Nie otrzymał takiego zapewnienia i nie przyszedł. " Miał rację: Bookera rzeczywiście otrzymał Golding" opowiada Franklin.

Booker kontra Goncourt

Zdaniem niektórych największym skandalem Bookera jest to, że nagrody nigdy nie dostał Martin Amis, pisarz uważany obok Iana McEwana za największego współczesnego prozaika brytyjskiego. Kiedy w 1989 r. mógł otrzymać nominację za "Pola Londynu”, jury było ponoć bardzo feministyczne - a Amis ma reputację mizogina. "Podobno jedna z jurorek powiedziała wtedy, że jeśli Amis dostanie nagrodę, ona się zastrzeli" - wspomina Franklin.

Bookerowi towarzyszy więc sława nagrody nieco poprawnej politycznie. Ale czy można mówić o jakiejś szerszej ideologii czy modzie? " Co roku zmienia się całe jury, najczęściej wybierane spośród krytyków, dziennikarzy i poetów. Co roku mamy więc ludzi o innych gustach. Ale niektórzy uważają, że jest coś takiego jak < książka bookerowa>" - przyznaje Franklin. "To książka o tematyce historycznej. Najlepiej, by opowiadała o imperium brytyjskim" .

Wystarczy spojrzeć na listę laureatów, żeby dostrzec tę tendencję: V.S. Naipaul, Nadine Gordimer, Salman Rushdie, J.M. Coetzee (dwukrotnie), Kazuo Ishiguro, Michael Ondaatje, Arundhati Roy, Yann Martel, Kiran Desai. Także agent Rushdiego Andrew Wylie, najsłynniejszy pewnie agent literacki na świecie, podkreśla postkolonialny charakter powieści swojego klienta, która została nagrodzona Bookerem. "<Dzieci północy> Salmana Rushdiego to powieść, która oddała głos kontynentowi " - mówi.

Zdarzały się również dość spektakularne skandale związane z nepotyzmem. W 1994 r. jeden z jurorów, James Wood, rekomendował pozostałym jurorom powieści Clare Messud, zapominając dodać, że to jego żona. 20 lat wcześniej, kiedy wśród jurorów zasiadała Elizabeth Jane Howard, na liście nominowanych znalazła się powieść jej męża Kingsleya Amisa. A jednak nagroda ma reputację znacznie bardziej sprawiedliwej niż na przykład francuski Goncourt. "Nigdy nie słyszałem o korupcji w Bookerze" - mówi Franklin.

"Nie ma żadnego porównania pomiędzy Bookerem a Goncourtem" - potwierdza Anna Jarota, agentka literacka obecnie pracująca w Paryżu, dawniej w Londynie. Znów wystarczy spojrzeć na listę laureatów: znajdziemy na niej naprawdę wybitne nazwiska, ludzi, których sława później została ugruntowana. A nie sezonowe gwiazdki, jakimi są najczęściej laureaci Goncourta. "Bookera dostawali przyszli laureaci Nagrody Nobla" - mówi Jerzy Illg, redaktor naczelny wydawnictwa Znak, które ma na liście swoich autorów czterech spośród dziewięciu ostatnich laureatów Bookera.

"Goncourty są całkowicie prowincjonalne, może dlatego, że prowincjonalna jest dzisiaj literatura francuska" - uważa Illg. Faktycznie, trudno oprzeć się wrażeniu, że siłą Bookera jest różnorodność pisarzy pochodzących z całego Commonwealthu: laureatami mogą zostać obok rodowitych Brytyjczyków Kanadyjczycy (Martel, Atwood, Ondaatje), Hindusi (Salman Rushdie, Arundhati Roy, Kiran Desai), mieszkańcy RPA (Gordimer, Coetzee), Australii (Keneally), a dodatkowo także Irlandczycy (John Banville) i mieszkańcy Zimbabwe.

Francja też miała kolonie, ale czasem się wydaje, że pod względem życia literackiego ogranicza się do trzech ulic wokół placu Saint-Germain des Pres. A może powodem jest nieuchronna dziś prowincjalizacja całej kultury francuskiej i nawet postkolonializm brytyjski jest bardziej światowy niż postkolonializm francuski?

"Booker ma dobrą reputację, dlatego że w przeciwieństwie do Goncourta jury zmienia się tam co roku, a więc znacznie trudniej o korupcję " - mówi Anna Jarota. "Wiem, że miałem szczęście, że w roku, kiedy <Życie Pi? kwalifikowało się do nagrody, siedziało tam takie, a nie inne jury: - opowiada DZIENNIKOWI skromnie kanadyjski pisarz Yann Martel. O ile o Goncourcie, który liczy już sobie ponad sto lat, mówi się dziś, że to nagroda "Galligrasseuil", czyli przyznawana po znajomości wydawnictwu Gallimard, Grasset bądź Seuil, Booker nie budzi takich kontrowersji. "To prawda, że najczęściej dostają go autorzy pięciu czy sześciu brytyjskich wydawnictw" - mówi Franklin. "Ale w Wielkiej Brytanii tylu jest właśnie ważnych wydawców literatury pięknej ".

Zresztą o ile kalkulacja goncourtowa każe wydać książkę w którymś z tych znanych wydawnictw w nadziei, że będą one umiały wykorzystać swoje kontakty w jury, to w wypadku Bookera jest raczej przeciwnie. Regulamin mówi bowiem, że jeden wydawca ma prawo zgłosić tylko dwie książki, a więc mniej znanemu autorowi bardziej się opłaca wydać w mniejszym wydawnictwie, gdzie nie będzie musiał startować w wyścigu z ludźmi takimi jak McEwan czy Amis.

Booker przychodzi o 22.23

Sławny administrator Bookera Martyn Goff odszedł kilka lat temu i podobno dlatego nagroda zaczęła nieco tracić rozgłos. Inny powód: od lat 70. w telewizji BBC 2 transmitowana była cała, trwająca godzinę uroczystość. Od kilku lat ograniczono się do pięciominutowej migawki podczas wieczornych wiadomości. Werdykt musi zostać ogłoszony dokładnie o godzinie 22:23, żeby wpasować się w program.

Booker stał się więc może nieco mniej interesujący dla brukowców, ale pod względem prestiżu jego siła nie maleje. Jak zmienia życie laureata? "Zasadniczo" - mówi krótko Andrew Wylie. Sprzedaż wzrasta czasami z 5000 do 200 000 egzemplarzy. W 1982 r. książka "Arka Schindlera” pisarza australijskiego Thomasa Keneally’ego ( później sfilmowana przez Spielberga jako "Lista Schindlera”), o którą toczyły się boje wśród jurorów, bo nie wiadomo było, czy to beletrystyka, czy literatura faktu, sprzedała się w ponad milionie egzemplarzy. "Kariera McEwana z całą pewnością zupełnie inaczej by się potoczyła, gdyby dostał Bookera na początku, jak Salman Rushdie " - twierdzi Franklin. Tymczasem McEwan musiał czekać do 1998 r. i w dodatku otrzymał wtedy nagrodę za "Amsterdam”, wcale nie najlepszą swoją książkę.

Natomiast Rushdie to prawdziwe dziecko szczęścia Bookera. "To Booker rozpoczął jego karierę" - mówi Franklin. Wtedy Rushdie pracował jeszcze w firmie reklamowej. Po Bookerze mógł natychmiast rzucić pracę i zająć się wyłącznie karierą literacką. W 1993 r. organizatorzy Bookera postanowili uczcić 25. rocznicę istnienia nagrody wyłonieniem najlepszego Bookera. Wybrano powieść Rushdiego. Ten sam wybór został powtórzony obecnie na 40-lecie nagrody: z tym, że na szóstkę kandydatów wyłonionych przez jurorów głosowali czytelnicy. "Najwspanialsze, że ponad połowa głosów pochodziła od czytelników poniżej 35. roku życia. A więc książka przeskoczyła pokolenie " - mówił z satysfakcją Rushdie w wywiadzie dla " Guardiana” tydzień temu.

Booker ma też ogromne znaczenie na świecie. "Anne Enright, ubiegłoroczna laureatka, pisarka nie tak znana, po Bookerze będzie przełożona zapewne na jakieś 30 języków" - mówi Franklin. Jerzy Illg twierdzi, że znaczenie Bookera dla zagranicy ciągle rośnie. "Kiedyś naprawdę ważny był tylko Nobel. Teraz dzięki globalizacji i dziennikarze, i wyrobieni czytelnicy słyszeli o Bookerze i wiedzą, że to dobra rekomendacja. Jurorzy Bookera po prostu rzadko się mylą".

O tym, jak Booker zmienia życie, opowiada Yann Martel, którego " Życie Pi” po nagrodzie przez kilka lat nie schodziło ze światowych list bestsellerów. "Przede wszystkim po Bookerze przez dwa lata podróżowałem po świecie na spotkania autorskie. Było to cudowne doświadczenie. Poznałem największych pisarzy świata: Jose Saramago, Harukiego Murakamiego, Davida Grossmana. Byłem również w Polsce " - wspomina Martel. "To prawda, że ta nagroda niesamowicie mnie dowartościowała" - opowiada.