Historia Aimée i Jaguar to wręcz hollywoodzka opowieść o miłości. Nie kusiło pani, by napisać prostą love story, która zdobyłaby wielką popularność, zamiast męczyć się z drobiazgową faktografią?

Erica Fischer: Nie, zupełnie. Kwestie polityczne i społeczne bardzo mnie interesują, dlatego prócz ciekawej historii pragnęłam też opowiedzieć o sytuacji Żydów w czasie II wojny światowej. Jedną z moich najgorszych obaw było to właśnie, że całość zostanie odebrana wyłącznie przez pryzmat romansowego wątku.

Co więc było dla pani najważniejsze w tej opowieści? Tło historyczne, sytuacja mniejszości seksualnych, kwestia żydowska...?

Chyba kwestia żydowska. Pisanie tej książki w pewien sposób mi pomogło – dzięki temu, że zidentyfikowałam się z Felice i dowiedziałam wiele o historii jej rodziny, mogłam też dotrzeć do własnych korzeni i zrozumieć nie tylko siebie, lecz także ówczesną sytuację niemieckich Żydów. Starałam się przemycić w książce jak najwięcej informacji o codziennym życiu Berlina lat 30. i 40. Miała być to rzecz uniwersalna, przekraczająca granice, która mogłaby trafić do Żydów, Niemców, homoseksualistów, ale sama np. miłość lesbijska nie była dla mnie aż tak istotna.

W posłowiu wspomina pani, że relacje Lilly Wust są pełne sprzeczności i cała sprawa mogła wyglądać inaczej.

Ta historia ma wiele niewiadomych. Możemy tylko przypuszczać, jakie były prawdziwe intencje tych kobiet. Wierzę, że Lilly szaleńczo się zakochała i postanowiła odrzucić całe swoje przeszłe życie. Przypuszczam, że Felice na początku chciała tylko sprawdzić, czy uda jej się uwieść Lilly, ale na pewno również z jej strony istniało jakieś uczucie, bo przecież – kiedy była w obozie koncentracyjnym – pisała listy wyłącznie do Lilly. Czy jednak to uczucie przetrwałoby wojnę? Szczerze mówiąc, wątpię. Intelektualne zaplecze obu kobiet było odmienne. Obawiam się, że Felice znudziłaby się Lilly po jakimś czasie.

To właśnie uderzyło mnie w tej relacji. Pamiętam zamieszczony w książce list Felice, w którym ta pisze, że Lilly jest miła, ale nienajlepiej wyedukowana.

Właśnie tak. Felice miała świadomość, że Lilly posiada braki w edukacji i czyta literaturę, którą ona sama pogardza. Myślę, że ich układ polegał nie na bliskości duchowej, lecz raczej na relacji rodzicielskiej – Lilly była starsza od Felice o dziewięć lat i zapewne zaspokoiła jej potrzebę domu. Można się przywiązać do kogoś nawet wówczas, gdy miłość nie jest tak silna.

Zdaje się, że nie przepada pani za Lilly Wust.

Coś w tym jest (śmiech). Nie podobało mi się to, że ona nie chciała otwarcie ze mną rozmawiać. Kiedy ją poznałam, miała 79 lat i niesłychanie mocny głos. Trudno było uwierzyć, że kiedykolwiek przekroczyła pięćdziesiątkę! W czasie rozmów opisywała siebie jako kobietę, która zawsze nienawidziła nazistów. Tymczasem – gdy zrobiłam research – okazało się, że jak większość niemieckich kobiet popierała reżim. Zapytałam ją o to, ale nie chciała odpowiedzieć.

To milczenie jest cechą bardzo niemiecką.

Rzeczywiście. Dlatego zdenerwowało mnie, że Lilly uważa się za kogoś lepszego, podczas gdy w istocie nie ma prawa czuć się lepsza od reszty Niemców uwikłanych w II wojnę światową. Ale tego nie mogłyśmy przedyskutować – to było silne tabu. Interesujące, że o wiele prościej, niż o nazizmie, rozmawiało mi się z nią o seksie. Bez skrępowania wyznała mi, że swój pierwszy orgazm miała z Felice, a z mężczyznami nigdy nie było jej przyjemnie. Jednak w chwili, gdy zaczęłybyśmy otwarcie dyskutować o czasach wojennych, musiałaby przyznać, że jest za śmierć Felice współodpowiedzialna, nie osobiście, ale pośrednio – bo kibicowała nazistom. I dlatego, kiedy zastanawiam się, czemu miała takie smutne życie, podejrzewam, że gdzieś w głębi dręczyło ją poczucie winy.

Czy będąc Żydówką, trudno było zyskać dystans do całej historii? Sama pani przyznaje, że pisanie książki było próbą uporania się z własną historią rodzinną.

Cóż, w gruncie rzeczy tak. Zrozumiałam to dopiero podczas debat, które odbyły się przy okazji wydania książki. Najpierw atakowały mnie osoby związane z ruchem lesbijskim – za to, że byłam zbyt niemiła dla tej starej kobiety. Te osoby identyfikowały się z Lilly Wust, były więc zdania, że nie zrobiła nic złego. A potem za ocenę książki wzięła się strona żydowska: pisano, że Lilly prawdopodobnie zadenuncjowała Felice i że niepotrzebnie przysporzyłam jej sławy, a już to, że zarabiam pieniądze na historii tej biednej żydowskiej kobiety, jest po prostu karygodne. Ale najbardziej dumna jestem z tego, że po publikacji „Aimée i Jaguar” otwarto wystawę o życiu Felice. Ucieszyłam się z tego, bo do tej pory historia była prezentowana z punktu widzenia Lilly – to ona występowała w telewizji i udzielała wywiadów. Czułam więc, że jestem głosem nieżyjącej kobiety.