To już nieaktualne - polscy gastarbeiterzy koczują teraz na Victoria Station w Londynie. Z pizzą i spaghetti? Z praniem wiszącym w wąskiej uliczce? Z Diego Maradoną? Z Sophią Loren?

Wydaje się, że chwilowo Neapol najsilniej kojarzy się ze śmieciami. Ze stosami, zwałami odpadków zaścielających ulice. To jest dobry news na drugi kwadrans serwisu informacyjnego. Migawka. Śmieci na ulicach. Ludzie podkładający ogień pod śmieci. Ludzie z transparentami. Poważny głos lektora: Neapolitańczycy się podzielili - jedni protestują przeciw górom toksycznych odpadów, inni protestują przeciwko ich wywozowi. Wybuchły zamieszki. To jest mniej więcej ta głębokość, na jaką potrafi i może zejść medialny szum.

Od niedawna Neapol kojarzy się też z niepozornym, łysiejącym 29-latkiem, Robertem Saviano. Saviano zszedł dużo głębiej. Zaryzykował życie, by zrozumieć swoje miasto. By dowiedzieć się, na przykład, dlaczego lokalna mafia sprowadza z całego świata trujące śmieci i tworzy wszędzie nielegalne wysypiska, które degradują środowisko naturalne.

Persona non grata

Historia jest już znana, bo też wielce medialna. Nie umniejsza to, rzecz jasna, jej wagi. Niemniej, wystarczy chyba przywołać ją w skrócie.

Młody neapolitański dziennikarz Roberto Saviano, wolny strzelec i współpracownik paru włoskich gazet, w 2006 roku opublikował książkę "Gomorra", osobisty reportaż o lokalnej organizacji mafijnej. Kamorra - bo tak nazywa się neapolitańska mafia - wypełniła życie Saviano: przez pięć lat zbierał materiały do książki, a po jej wydaniu stał się ofiarą własnego sukcesu. "Gomorra" niespodziewanie trafiła na szczyty list bestsellerów (w samych Włoszech sprzedano ponad milion egzemplarzy), przetłumaczono ją na ponad 30 języków, uznano za wielkie wydarzenie dziennikarskie i literackie.

Nie trzeba było długo czekać na reakcję kamorrystów - najpierw Saviano stał się persona non grata w rodzinnym mieście. Potem minister spraw wewnętrznych musiał przyznać mu stałą ochronę policyjną. Mafia wysłała też wiele czytelnych sygnałów, że na pisarza wydano wyrok śmierci - z terminem realizacji do Świąt Bożego Narodzenia 2008 roku. W tej sytuacji Saviano, obecnie bez stałego adresu, człowiek poruszający się pod eskortą uzbrojonych funkcjonariuszy, podjął decyzję o opuszczeniu Italii. Warto pamiętać, że państwo włoskie nigdy nie było w stanie zapewnić bezpieczeństwa ludziom zagrożonym przez mafię. Rozległy się apele z całego świata, skierowane do rządu w Rzymie, by mocno zaangażował się w sprawę Saviano, bo jest to nie tylko kwestia kryminalna, lecz także ważny element walki w obronie podstawowych pryncypiów demokracji.

Czytelnicy skazują na śmierć

O co tak naprawdę idzie w tej sprawie? Po pierwsze o rozgłos. "Gdyby <Gomorra> wyszła w nakładzie pięciu tysięcy egzemplarzy, jak planowałem na początku, nie potrzebowałbym ochrony policji. Pogróżki zaczęły przychodzić do mnie po sprzedaniu stutysięcznego egzemplarza. Tego nie mogli mi wybaczyć" - mówił pisarz w wywiadzie cytowanym w posłowiu do polskiego przekładu. "Bo mafia obawia się zainteresowania, prosperuje najlepiej, gdy otacza ją milczenie i obojętność. (...) Organizacje przestępcze nie boją się, że ktoś o nich napisze, ale że ktoś o nich przeczyta, a to duża różnica. Kiedy słowa krążą wśród ludzi, mogą zmienić ich myślenie i skłonić do reakcji."

Krótko mówiąc, sam Saviano nie stanowił dla kamorry zagrożenia. Zagrożenie stanowią czytelnicy, media, nacisk opinii publicznej. Wyrok na pisarza ma charakter symboliczny jak wiele innych podobnych mafijnych gróźb. Ma odstraszać, a jednocześnie sugerować nieuniknioność decyzji neapolitańskich bossów. Ostatecznie znakiem firmowym kamorry jest stuprocentowa skuteczność w realizacji obietnic, szczególnie tych złowrogich. To także znak władzy. Władzy absolutnej.

Kac i olśnienie

Ograniczenie się jednak do tej - skądinąd dość wstrząsającej - historii, byłoby krzywdzące dla książki. Bo to kawałek fenomenalnie napisanej literatury. "Gomorrę" czyta się z wypiekami na twarzy, od "Gomorry" można dostać mdłości z przerażenia. Po "Gomorrze" ma się potężnego kaca i koszmarne poczucie bezsilności. Ale tym uczuciom towarzyszy rodzaj olśnienia.

Saviano napisał swój reportaż (a może esej? może powieść? - angielskie określenie "non-fiction" jest dużo bardziej pojemne) potem, krwią i łzami. Wychował się przecież na ponurych przedmieściach Neapolu, gdzie kamorra jest wszystkim - wyznacza horyzont i perspektywę, kryteria sprawiedliwości i kary; określa, czym jest szczęście i klęska; otacza opieką, której nie sposób się pozbyć, i karci - raz na zawsze.

Dziennikarz nie ukrywa, że mafia stała się jego obsesją. Ale też włożył w "Gomorrę" niesłychaną młodzieńczą pasję i wiarę w to, że można jednak zmieniać świat. A przede wszystkim zrozumiał, na czym polegają osobliwe mechanizmy mafijnego biznesu i potrafił je przełożyć na artystyczną, brutalną, liryczną, czułą prozę.

Zaufanie to skarb

Wyłaniający się z książki Saviano obraz kamorry i społeczeństwa, na którym ta organizacja pasożytuje (i którego stanowi istotną część), to portret szokujący. Ten portret prowadzi do pytania, czym tak naprawdę jest mafia. Czy to rakowata narośl, jak zwykło się uważać? A może wręcz przeciwnie - to ekonomiczna awangarda globalizacji? Mafia jest społecznym efektem ubocznym słabego państwa - takiego, do którego nie ma się zaufania, takiego, które nie oferuje życiowych szans, pozostawia człowieka samemu sobie, wymagając jedynie rozmaitych uciążliwych świadczeń. Nie przez przypadek socjolog Edward Banfield wywiódł w latach 50. pojęcie "amoralnego familizmu" właśnie z obserwacji i badań terenowych na południu Włoch. Amoralny familizm to próba stworzenia alternatywnej struktury społecznej w groźnym, nieprzewidywalnym, nonsensownym świecie - unikalną instytucją, do której można się uciec w kłopotach, jest oczywiście rodzina, ród, plemię. To rodzina wyznacza granice między dobrem i złem, a właściwie umieszcza się poza tymi kategoriami. Mafia to jedynie wynik niekontrolowanego procesu refamilizacji społeczeństwa. Większość organizacji przestępczych tego typu miała początkowo zamknięty charakter samopomocowy, potem zaś dopiero nastąpiła eskalacja szczególnego rodzaju patologii. Te patologie można zresztą rozumieć jako praktyczne sposoby radzenia sobie w sytuacji, gdy wszystkie normalne drogi społecznego awansu są zamknięte - co nie zmienia faktu, że ów proces zazwyczaj prowadzi do katastrofy. Albo, paradoksalnie, do niesłychanego sukcesu. A najczęściej - do jednego i drugiego.

Mafia nie jest antypaństwem. Nie kieruje się skłonnością do anarchii i buntu. To struktura, która używa ludzi i państwa do swoich celów. To gigantyczne przedsiębiorstwo obliczone na maksymalny zysk przy minimalnych kosztach własnych. Saviano rozszyfrował największą zagadkę kamorry - i nie jest nią wyłącznie to, że mafia odbiera państwu monopol na stosowanie przemocy. Otóż kamorra jest wcieloną wizją przyszłości w całkowicie zglobalizowanym świecie - ekonomicznym, płynnym potworem, który wlewa się we wszystkie opłacalne nisze, nie licząc z niczym i nikim poza własnym interesem, brutalnie wymuszając posłuszeństwo przez wykluczenie wszystkich alternatyw. Zdegradowana społecznie, ekologicznie i moralnie metropolia Neapolu to przedsmak rzeczywistości, która czeka być może nas wszystkich. Mafia brutalnie odbiera ludziom ich los, wykorzystuje ich i porzuca. Jej władza jest bezwzględna, ukryta i opiera się w działaniu na skrajnej wersji liberalizmu. Czy to nie przypomina mechanizmów współczesnego biznesu i polityki?

"Gomorra" to wołanie o pomoc. Apel o otrzeźwienie. Błaganie o odrobinę nadziei. Ta książka już jest klasyką, choć ma dopiero dwa lata. Każdy, kto chce zrozumieć groźną złożoność naszej epoki, po prostu musi przeczytać książkę Saviano. Pamiętając przy tym o cenie, jaką autor już zapłacił za swoje słowa i jaką być może zapłaci w przyszłości.

"Gomorra" (Gomorra)
Roberto Saviano,
przeł. Alina Pawłowska-Zampino,
Czytelnik 2008