Gustaw Holoubek "Wspomnienia z niepamięci"
Wyd. Marginesy 2009

p

Pierwsza rocznica śmierci artysty – czy mi go brakuje? Skłamałbym, pisząc, że myślę o Gustawie Holoubku często, że raz po raz przywołuję z pamięci jego role. Owszem, są takie, do których wracam, bo widziałem je i zbudowały mój pogląd na świat i na teatr. Bardziej jednak niż poszczególne kreacje liczy się dla mnie chyba klasa Holoubka, jego podejście do spraw i ludzi – teatr traktowany jako baza myśli i słów. Tutaj mam pewność. 6 marca ubiegłego roku coś się skończyło. Nie umniejszam wielkości tych wielkich, co wciąż są, ale Holoubek był jeden. Widział swój teatr jako ostoję ludzkiej i artystycznej klasy. Kiedy profesjonalizm staje się coraz bardziej zbyteczny, dla niego liczył się sens. Jakie to dziś niemodne…

„Wspomnienia z niepamięci” po raz pierwszy ukazały się w 1999 roku. Holoubek znów pokazał, że nigdy nie podąża za głosem stada. W czasach, gdy ambicją każdego nawet przeciętnego aktora było napisać pełną lepszych i gorszych anegdot autobiografię, zaproponował literaturę. Spodziewaliśmy się przebieżki po scenicznych sukcesach, opowieści o pięknych koleżankach aktorkach, rozliczeń z teatralnymi dyrekcjami, ale on ani myślał spełniać te oczekiwania. Zakpił z tych wszystkich, którzy po aktorskich dziejach spodziewają się sensacji, odsłaniania zawodowych tajemnic. Wybrał na wskroś osobistą podróż.

Jej pełny wymiar poznajemy teraz, gdy „Wspomnienia z niepamięci” ukazują się po raz drugi, rok po śmierci aktora. Dziś czyta się tę książkę zupełnie inaczej. Nabrała cech sporządzanego dla potomków świadectwa, dokumentu wyciąganego z szuflady w biurku, do którego nikt nie ma dostępu. Rzecz nie straciła niczego ze swojej siły i zwyczajnego uroku. Przez dekadę dzielącą dwie edycje książki nie ukazało się w Polsce nic podobnego. Być może większe znaczenie ma „Pejzaż” Mai Komorowskiej i Barbary Osterloff, ale one opowiadały przede wszystkim o aktorstwie, w wielu momentach dotykając jego tajemnicy. Holoubka zaś interesowały refleksy życia – tak, jak je zapamiętał. Z czasem zresztą – i to odkrywa się dopiero przy ponownej lekturze – szczególnego znaczenia nabiera tytuł. Wielki aktor opiera się na pamięci, doskonale zdając sobie sprawę z jej niedoskonałości. W wielu fragmentach przyznaje, że ten epizod rozmył się przed oczami, innego nie da się już opisać z detalami. Mylą się daty, całość ludzkiego doświadczenia układa się w przeszłość autora. Ta z kolei buduje pejzaż wewnętrzny Gustawa Holoubka, a z niego wzięło się jego aktorstwo. Książka ów pejzaż przedstawia kompletnie. Jej wartość widać tym wyraźniej, że po odejściu aktora napisano o nim wiele, tracąc gdzieś specyficzny dystans artysty do rzeczywistości, jego autoironię, niepodrabialne poczucie humoru. We „Wspomnieniach z niepamięci” Holoubek – jak sam pisze – chciał przedstawić się swoim dzieciom i wnukom. I zrobił to na własną modłę. Jego opowieść ma pieczęć autentyczności.

Nie tylko ona jednak świadczy o wyjątkowości książki. Aktor wiedział, że wszystko, co ważne, czerpie się z dzieciństwa. Określa zatem precyzyjnie jego smak. Opisuje rodziców, swój Kraków z meczami piłki nożnej na Błoniach. Owe piłkarskie fragmenty mają zresztą wdzięk niepowtarzalny. Takich opisów piłki, zośki czy szmacianki, rozważań nad małością i wielkością bramki, techniką prowadzenia futbolówki przy nodze próżno szukać gdzie indziej.

Świat młodego autora opierał się na trzech filarach – rodzinie, szkole i kościele. Holoubek kreśli ich obraz niezwykle plastycznie, ale pomiędzy przywoływanymi obrazami zawiera myśl ogólniejszą. Jasno prowadzi swój rodowód jako wyznawcy polskiej tradycji i pojmuje ją najpoważniej, jak można. Jest w niej miejsce na religię, szacunek dla rodziców, bezwarunkową obronę ojczyzny w czasie wojny, wreszcie lekturę „Trylogii” jako rodzaj inicjacji.

Mimo to nie jest to portret jednostronny. Po odejściu aktora wybudowano mu pomnik, on sam unika ocen i próżności. Można przeczytać we „Wspomnieniach z niepamięci”, jak próbował podrywać dziewczyny, jak odgryzał im się (w iście niewyszukany sposób) za złośliwości. Ton serio równoważy zatem żart, anegdotę – zaduma. Nie wolno bowiem zapominać, że kulminacją przedteatralnego czasu Holoubka była wojna widziana jako katastrofa, odbierająca podstawy egzystencji i doświadczenie, determinujące przyszłość.

Skoro esencją książki Gustawa Holoubka jest smak, tym bardziej cieszy jej nowa edycja przygotowana przez Oficynę Marginesy. „Wspomnienia z niepamięci” zyskują bowiem smak dodatkowy, gdyż teraz możemy o wewnętrznym pejzażu autora nie tylko czytać, ale i go zobaczyć. Wydanie zostało bogato zilustrowane zdjęciami z epoki. Są rodzice Holoubka, jego Kraków, reminiscencje wojenne. Wszystko na dotyk, na wyciągnięcie ręki. Gustaw Holoubek wysoko postawił poprzeczkę swoim biografom. A teraz jego książka, dzięki wydawcom, osiągnęła wymarzony kształt.