Eduardo Mendoza "Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa"
(oryg. "El asombroso viaje de Pomponio Flato")
Przeł. Marzena Chrobak
Wyd. Znak 2009

p

Jeśli w apokryfach tworzonych wokół Starego i Nowego Testamentu nie tkwi niewątpliwy literacki potencjał, to w każdym razie jest w nich coś pociągającego. Na tyle że współcześni pisarze chętnie sięgają po ten starożytny wynalazek, aby opowiedzieć swoją wersję wydarzeń.

Portugalski noblista José Saramago „Ewangelią według Jezusa Chrystusa” wywołał w 1991 roku ogólnonarodową awanturę, w wyniku której postanowił się wynieść z ojczyzny na kanaryjską wyspę Lanzarote. „Ostatnie kuszenie Chrystusa” (1951) Nikosa Kazantzakisa posłużyło za kanwę jednego z najbardziej kontrowersyjnych filmów ostatnich dekad. Całkiem niedawno Jeffrey Archer próbował powiększyć stan swojego konta, pisząc „Ewangelię według Judasza”. Książki te – pomijając ich warstwę treściową – wyróżnia jedno: są kompletnie pozbawione poczucia humoru. Tymczasem w zbiorowej wyobraźni jako naczelny popkulturowy apokryf związany z życiem Chrystusa funkcjonuje „Żywot Briana”, prześmieszny, anarchistyczny wygłup Monty Pythona.

Wybitny hiszpański prozaik Eduardo Mendoza poszedł tym drugim tropem – choć nie w wyniku bezpośredniej inspiracji. Jego „Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa” to uroczy literacki żart ulokowany w martwym punkcie nowotestamentowej narracji, gdy Jezus miał lat niespełna dziesięć i był po prostu przybranym synem mrukliwego cieśli z Nazaretu. Mendoza nie szuka pretekstu do bluźnierstwa i szargania wartości chrześcijańskich, jest na to za dobrym pisarzem. Miał jedynie do opowiedzenia zabawną historyjkę z wątkiem kryminalnym.

Sam Pomponiusz Flatus przypomina nieco inną postać z menażerii Eduarda Mendozy – zbiega z domu wariatów i zatwardziałego menela ze słynnej serii o damskim fryzjerze. Ów elokwentny rzymski obywatel puszczający obfite wiatry, abnegat bez grosza przy duszy, jest jednocześnie subtelnym, sceptycznym filozofem i naukowcem. Gdy dość przypadkowo trafia do Nazaretu, pakuje się w sam środek zbrodniczej intrygi: oto bowiem ktoś zamordował członka miejscowej elity, bogacza Epulona, a oskarżonym o to zabójstwo jest cieśla Józef. Ów zostanie niebawem skazany na śmierć na krzyżu, który sam zbudował (jako że żadnego innego cieśli w miasteczku nie ma). Dość powiedzieć, że Pomponiusza do prowadzenia prywatnego śledztwa wynajmuje sam nieletni i zdesperowany Jezus, a wiele osobliwych zbiegów okoliczności doprowadzi tę nietypową parę wywiadowców do ciekawych odkryć…

Mendoza bawi się konwencją, łączy rzeczy nieprzystające, błaznuje – wychodzi mu z tego pikarejska opowieść o zderzeniu racjonalizmu i wiary, która, jak na apokryf przystało, sugeruje inne możliwe rozwiązania całej tej historii. Ostatecznie Pomponiusz, żegnając się Marią, mówi o Jezusie: „Jest mądrym chłopcem, mógłby studiować retorykę albo fizjologię, albo coś innego, byle tylko nie miało związku z religią”.

Piotr Kofta

p

O NOWEJ KSIĄŻCE EDUARDO MENDOZY CZYTAJ TAKŻE:

Eduardo Mendoza dla DZIENNIKA: "Śmiać można się ze wszystkiego" >>>

Tylko w DZIENNIKU! Przedpremierowy fragment ''Niezwykła podróż Pomponiusza Flatusa'' >>>

p

Uwaga miłośnicy twórczości Eduardo Mendozy! Pisarz w maju spotka się z polskimi czytelnikami:

  • Warszawa (5 maja, godz. 19, Centralny Basen Artystyczny, ul. Konopnickiej 6)
  • Wrocław (6 maja, godz. 19, Scena Kameralna Teatru Polskiego, ul. Świdnicka 28)
  • Kraków (7 maja, godz. 19, Muzeum Inżynierii Miejskiej, ul. św. Wawrzyńca 15)