Paweł Górski "Kopalnia piasku"
Wyd. Zysk i S-ka 2009

p

Dlaczego młodym polskim pisarzom się zdaje, że wystarczy poględzić o tym, co się w życiu robiło, by wyszła interesująca powieść? Pierwsza zasada kursów kreatywnego pisania brzmi: jeśli wydaje ci się, że twoja osobista historia warta jest opowiedzenia – jesteś w błędzie. Prawdopodobnie zainteresuje ona tylko ciebie. Oczywiście to przekonanie stoi w sprzeczności wobec bogatego nurtu prozy autobiograficznej, który zresztą bardzo cenię – ale podstawą sukcesu jest tu przekucie indywidualnych przeżyć w dramat, który w niezwykły sposób staje się udziałem masowego odbiorcy. Taki był kazus Andre Gide’a, Louise’a-Ferdinanda Celine’a, Henry’ego Millera czy Michela Houellebecqa.

Niestety, żadną miarą nie można tego powiedzieć o debiutancie Pawle Góralu, autorze „Kopalni piasku”. O tym, że jego proza ma solidną autobiograficzną podbudowę, dowiadujemy się już z okładki – wydawca informuje, że powieść powstała podczas półrocznego urlopu młodego pisarza (intensywne życie zawodowe przyprawiło go o zawał serca), kiedy to zebrał fragmenty swojego życiorysu, dodał opowieści zasłyszane i proszę – „fabuła gotowa”. Przepis prosty; szkoda, że cykl wydawniczy trochę trwa, bo chyba co miesiąc otrzymywalibyśmy kolejne polskie powieści polskie według tej receptury.

„Kopalnia piasku” dowodzi jednak, że to pomysł chybiony. Powieść Górala jest bowiem pozbawionym stylu i pisarskiej świadomości zapisem wielu przygód młodego męskiego bohatera w kraju i za granicą, przetykanych – oględnie mówiąc – mało przenikliwymi refleksjami na temat sytuacji Polski i świata. Tłumaczy to jakoby konstrukcja głównego bohatera, który ponoć jest uczniem szkoły gastronomicznej. Ale w dalszej części książki z zaskoczeniem odkrywamy, że kulturalny gust chłopaka trochę odbiega od tego, jaki charakteryzuje przeciętnego mistrza patelni – ceni on wczesnego Polańskiego, z lubością słucha czytanego na głos Mickiewicza, a nawet był w operze. Nie zna angielskiego, ale namiętnie słucha Pink Floyd i Dead Can Dance. Jest również gejem wyzutym z uczuć patriotycznych, dlatego gdy tylko nadarza się okazja, ucieka do lepszego świata, czyli do Niemiec. Tam przeżywa miłość, poznaje wielokulturowe towarzystwo, chadza do podejrzanych klubów, gdzie bierze narkotyki, pracuje, wspomina Polskę, zawiera fikcyjne małżeństwo etc.

Dzieje się tam tyle, że na podstawie książki można by nakręcić trzy filmy gangsterskie, kino społeczne i dramat, tylko co z tego? Z powieści nie wynika nic ponad to, co można usłyszeć, stojąc w kolejce w ZUS-ie. Że generalnie jest nie najlepiej, ludzie są nietolerancyjni, przepisy złe, młodzież zagubiona, więc bierze narkotyki... Widać, że Góral rzeczywiście posiada ciekawe życiowe doświadczenia, jednak nijak nie potrafi przełożyć ich na tekst. W „Kopalni piasku” nie ma bowiem żadnej opowieści, a tylko zapis następujących po sobie wydarzeń, które składają się na nader osobliwą biografię. Ni to bildungsroman z historią narodzin tożsamości seksualnej, ni to proza zaangażowana pisana ręką młodego gniewnego, który gani stan rzeczy w Polsce.

O dziwo, powieść Górala czyta się w miarę dobrze, choć przez niemal 300 stron towarzyszy nam przypuszczenie, że mamy do czynienia z wypracowaniem na temat: „Opisz swoje najciekawsze przygody i dokonaj krytyki polityczno-społecznej sytuacji w kraju i za granicą”. No i oczywiście w książce nie pada ani jedno zabawne zdanie, nie zdarza się ani jedna komiczna sytuacja. Ale do tego młoda proza polska zdążyła nas przyzwyczaić.

Sprawdź i oceń "Kopalnię piasku" na LITERIA.pl >