"Cudowna podróż Edwarda Tulana"

(oryg. "The Miraculous Journey of Edward Tulane")

Kate DiCamillo

przeł. Małgorzata Dobrogojska

Wyd. Philip Wilson 2009

p

Dzieci to animiści – zabawki dla nich są żywe. Jednak do czasu. W życiu każdego człowieka, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym, następuje chwila, w której między światem istot żywych i martwych przedmiotów zapada nieodwołalnie żelazna kurtyna. To trochę jak z pożegnaniem wiary w Świętego Mikołaja, tylko że bardziej, poważniej, trudniej. Z otchłani pamięci wyciągam własne przerażenie, gdy zdałem sobie sprawę, że mój ukochany czerwony kocur to tylko kupa kłaków ze sztucznego tworzywa, wypchana watą. I jeszcze większy lęk, że jednak jest inaczej, że zabawka widzi, słyszy i czuje, pozostając nieruchomą kukłą, niczym sparaliżowany człowiek pod respiratorem.

Bajki mają w sobie coś z horrorów – potencjał spraw paradoksalnych, niebezpiecznych, niewytłumaczalnych. Opowiadania Andersena czy braci Grimm to kopalnia pomysłów dla twórców literatury i kina grozy. Ale można też korzystać z tej kulturowej spuścizny bardziej klasycznie, nie przywołując koszmarnych skojarzeń – tak jak to uczyniła nowa amerykańska gwiazda pisarstwa dla dzieci, Kate DiCamillo, znana u nas z „Dzielnego Despero”.

„Cudowna podróż Edwarda Tulana” zaspokoi sentymentalne gusta każdego dziesięciolatka. Oto bowiem mamy królika imieniem Edward. Nie jest to zwykły królik, ale duża porcelanowa lalka, z ruchomymi łapkami i prawdziwym króliczym futerkiem. Edward mieszka w domu państwa Tulane’ów, należy do małej Abilene i ma poważne wady charakteru: pychę i obojętność. Brak mu empatii i miłości, przez co będzie, jak to w bajkach bywa, niczym Hiob wystawiony na pasmo prób, gdy podczas transatlantyckiej podróży wypadnie swojej właścicielce za burtę…

DiCamillo ma dobre, klasyczne pióro. „Cudowna podróż…” mogłaby powstać 100 lat temu i różnice byłyby nie do wychwycenia. To rzecz o dojrzewaniu do uczuć, o porzucaniu dziecięcego egoizmu, o próbach zrozumienia drugiego człowieka, wreszcie – o cierpliwości, która zostaje wynagrodzona.

Nic nie poradzę jednak na to, że książka Amerykanki przywołuje moje własne infantylne lęki – nieszczęsny Edward wprawdzie pracuje nad swoimi uczuciami, ale nie może się przecież ruszyć, ba, on nawet nie potrafi zamknąć oczu, więc ciągle patrzy. Jak to zabawka. To być może odróżnia nas od zwierząt, że potrafimy tchnąć symboliczne życie w martwą materię. Ale potem trzeba ponieść konsekwencje.

Zobacz i tanio zamów powieść w sklepie LITERIA.pl >