Karolina Macios
Pieskie życie mojego kota
Znak 2009
***

___________________________________________________________________________

Co raz się dobrze sprawdza, za drugim razem może się odbić czkawką. Debiutancka powieść krakowskiej pisarki Karoliny Macios „Wszyscy mężczyźni mojego kota” była bowiem zabawnym, inteligentnym chicklitem, który umiejętnie korzystał z wypracowanych przez siostry zza oceanu (i znad Tamizy) schematów gatunku, a krakowski koloryt nadawał wszystkiemu lokalnego smaczku. Niestety, „Pieskie życie mojego kota” – kontynuacja opowieści o roztrzepanej fotografce Adzie – nie trzyma poziomu pierwszej książki.

Niby wszystko jest dalej zabawne i utrzymane w klimacie damskiej literatury pop, ale trudno uniknąć wrażenia, że tym razem mamy do czynienia już tylko z przetwarzaniem wątków, które zapewniły sukces debiutowi. Choć w ogóle trudno mówić o świeżości w przypadku chicklitów, które operują bardzo ogranym zestawem chwytów fabularnych i sposobów konstrukcji postaci, to „Wszyscy mężczyźni mojego kota” wygrywali na tle innych rodzimych dzieł tego typu. Macios perfekcyjnie bowiem opanowała reguły gatunku, a odbijając się od nich, stworzyła bohaterkę na naszą miarę – zamiast butów od Prady, nosiła to, co udało jej się dostać w zaprzyjaźnionym komisie, wystawne drinki zastępowała piwem na Kazimierzu, a lunch w stylu bohaterek „Seksu w wielkim mieście”, zapiekanką z budki na placu Nowym. Nie bez kozery umieszczam tu cały krakowski sztafaż – to miasto było bowiem pełnoprawnym bohaterem powieści; bohaterem o kosmopolitycznym, szalonym, imprezowym, czyli bardzo współczesnym obliczu.

„Pieskie życie mojego kota” jest dokładnie tym samym, a jak wiadomo, kserokopia ma zawsze gorszą jakość od oryginału. Mamy więc naszą bohaterkę Adę, obecnie narzeczoną przystojnego Hiszpana Josego, która musi stawić czoła jędzowatej cioteczce swego ukochanego, Juanicie, uporać się z problemami sercowymi swojej siostry, matki oraz koleżanek z firmy, opanować zwierzyniec we własnym mieszkaniu i przekonać się, czy Jose nie jest przypadkiem „emocjonalnym popaprańcem” – że użyję słynnej frazy z książki Helen Fielding, matki Bridget Jones. Rzecz znów dzieje się w Krakowie, a raczej na paru kazimierzowskich ulicach, którymi nie sposób przejść, nie wpadając przy okazji do kilku lokali nocnych kuszących wyskokowymi napojami – tym razem Macios reklamuje m.in. Miejsce, Kolory czy Mleczarnię.

Lektura nie wywołuje może większego bólu, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że podobnych rzeczy czytaliśmy wcześniej na pęczki. Po raz kolejny powtarzane dywagacje o obrzydliwych, choć czasem kochanych facetach i okropnej zmorze kaca, raczej nużą niż bawią. Poza tym z powieścią Macios jest chyba ten sam problem, co z kontynuacją przygód wspomnianej już Brytyjki na wiecznej diecie. Bestsellerowy „Dziennik Bridget Jones”, w którym bohaterka nie może znaleźć sobie chłopaka, bowiem pigułka zabiła prawdziwych mężczyzn, był błyskotliwy, nowatorski i zabawny. Tymczasem druga jego część „W pogoni za rozumem” to tylko dopisywanie średnio dowcipnych przygód bohaterki, która odkąd znalazła sobie chłopaka, nie jest już wcale taka ciekawa. „Pieskie życie mojego kota” może więc ucieszyć tych, którzy nie znają debiutu Macios. Ci, którzy go czytali, mogą się nieco rozczarować.

Zobacz i zamów książkę w sklepie LITERIA.pl >