Mistrz Stephen King powraca do formy
Przez kilka ostatnich lat pisarz częściej rozczarowywał, niż zachwycał. Wydawało się, że czasy "Lśnienia" minęły bezpowrotnie. Na szczęście i niedawno wydana „Ręka mistrza” i najnowszy zbiór opowiadań - "Po zachodzie słońca" - dobitnie pokazują, że King pisarskie problemy ma za sobą.
- Syn Stephena Kinga nieudolnie naśladuje styl ojca
- Zabić Stephena Kinga... Tylko po co?
- King dopisuje dalszy ciąg "Lśnienia"
- 10 najlepszych filmów Kinga z 2009 roku
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Po zachodzie słońca"
(oryg. "Just After Sunset")
Stephen King
przeł. Andrzej Szulc
Albatros 2009
p
Większość tekstów zamieszczonych w „Po zachodzie słońca” to rzeczy świeże, zaledwie kilka zostało wyciągniętych z przepastnego archiwum autora. Zbiór jest jednocześnie potwierdzeniem, że krótkie formy są specjalnością Kinga. Idealnie wyważone, nieprzeładowane wydarzeniami i postaciami (co jest, niestety, największym grzechem sporej części jego powieści), dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. King cały czas korzysta z ogranego i doskonale sprawdzonego zestawu pisarskich chwytów, ale równie chętnie jak przed laty bawi się literacką formą (inspirowane powieściami Arthura Machena i H.P. Lovecrafta szkatułkowe opowiadanie „N.”), szuka nowych rozwiązań, czasem zaskakuje poważną, nostalgiczną tonacją swoich tekstów. Rzecz jasna nie ma aspiracji, by w jednym szeregu stanąć z Johnem Updikiem czy Cormakiem McCarthym. Ale mimo dzielącej ich gatunkowej przepaści jego proza ma coraz więcej wspólnego z dziełami amerykańskich mistrzów.
Opowiadania Kinga daleko wykraczają bowiem poza granice horroru. Oczywiście pisarz wciąż chce przede wszystkim straszyć swoich czytelników, odwołuje się do tkwiących w nas atawistycznych lęków przed śmiercią, agresją, ciemnością. Ale chyba jeszcze silniej niż przed laty w jego opowiadaniach odbija się kondycja współczesnej Ameryki, poturbowanej przez wydarzenia z 11 września (to właśnie atak na WTC zainspirował bodaj najlepszy tekst antologii „Rzeczy, które po sobie zostawili”), niekończącą się wojnę z terroryzmem i strach przed zagładą (kapitalny „Dzień rozdania świadectw”). Jednak największą siłą prozy Kinga – choć mocno osadzonej w amerykańskiej kulturze i rzeczywistości – zawsze była jej uniwersalność. Pisarz cały czas wnika coraz głębiej i głębiej w naszą podświadomość, wyciąga z niej najbardziej ukryte – a czasami, jak w makabrycznie zabawnym „Bardzo trudnym położeniu”, również wstydliwe – lęki. I w tej wyprawie w mroki ludzkiej duszy nie ma żadnej taniej psychologii – King ponownie jawi się jako doskonały znawca ludzkiej psychiki. Może także dlatego, że literatura jest dla niego najlepszym sposobem na walkę z własnymi traumami.

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!