rozdział 10 nie będzie to

nie będzie to poważne dzieło jakich wiele raczej takie o swoistej gładkości. lekka przyjemna wakacyjna lektureczka na beztroski letni urlop. książusia po którą państwo sięgną z przyjemnością nawet w czasie tak zwanej kanikuły w trakcie wygodnego leżakowania na plaży lub siedzenia na łące w lesie i w żaden sposób ona państwa nie obciąży wydarzeniami politycznymi wielkiej wagi okrucieństwami popełnianymi na świecie czy w ojczyźnie lub trudnymi problemami. nareszcie książka która nie męczy lecz relaksuje i służy rozrywce. a przy tym zawiera wiele pożytecznych informacji i porad w jaki sposób mogą państwo urozmaicić sobie życie. świetnie. (świetnie)!

rozdział 11 otto potrafił też być inny

otto potrafił też być inny. zanim zdążyło się go obrazić nazywając provosem czy hippisem obibokem bez przyszłości w mig się zmywał by sprowadzić towarzyszy zabaw te najciemniejsze typy wśród młodzieży wiedeńskiej tych podrzędnych pracowników umysłowych których zniewolił obrzydliwym szantażem niespełnionych urzędników ćpunów pijaków praktykantów na przyuczeniu pedryli dno społeczne tramwajarzy poczciarzy kelnerów wszystkich bez pozycji społecznej bez domu rodzicielskiego i już nic porządnego z nich nie będzie choć za jedno dobre słowo gotowi są zrobić wszystko dosłownie wszystko. za główną kwaterę służył im ustęp publiczny w idylliczniusim miejscu w centrum wiednia pod ringstrasse do którego można było podjechać największymi ciężarówkami wybetonowanym podjazdem tą drogą podążał łup złodziejski ze sklepów samoobsługowych i z domów towarowych na mariahilferstrasse skradzione samochody do przemalowania wyjeżdża


ły stąd ręcznie ciągnięte wózki z owocami jarzynami zwykłą kiełbasą musztardą pieczywem piwem sodą colą słodyczami. tutaj rośnie płód w niejednej dobrze zapowiadającej się młodej fryzjerce by ujrzeć światło zimnego i wrogiego świata. nadłamane latorośle wkrótce uwiędną tu na dobre. stąd z dołu niektóre rzeczy wydają się bardziej nieosiągalne niż księżyc u góry. tu na dole mama ottona wygłasza zdania godne zapamiętania: dzieci wstydźcie się już tacy duzi a zachowujecie się jak dzieci! co pomyślą koledzy gdy zobaczą ten bałagan. znów podkradłeś mi oszczędności. mama spogląda z wyrzutem na to niezbyt zachęcające miejsce. oto matkojebca otto ostatnie kroki wykonuje niemal biegiem. nie ma tu wielu rzeczy. tu wciąż dzieją się kolejne niesłychane świństwa tak zwyczajnie w pobliżu historycznych budowli i związanych z nimi tradycji.

z tego wynika 20 lat życia w malarycznych regionach indii przerabianie taniego surowego opium ciągłe rujnowanie się w wiedniu konkursowymi jebankami w małej kawiarni w hernals (in einem kleinen café in hernals) podzielonej na kilka boksów dla obcych wydobywanie taniej nastrojowej muzyki z jelit nakładanie turystom więzów i przenoszenie ich do państw pobliskiego bloku wschodniego. ale najprzyjemniej jest jednak gdy na każdy penis nadziana jest rześka i pełna wigoru czarnulka lub gdy się ją zwyczajnie porzuca w wodzie drwiąc ze wszystkich i ze wszystkiego. miejmy nadzieję że sytuacja nas nie zmusi by strzelać do niemieckiego ubootu!

ta młoda dama zdradźmy od razu to nasz otto.

udawać ból brzucha i przychodzącego z pomocą policjanta z zimną krwią zastrzelić z jego własnej broni służbowej. otrzeć jego szeroko otwarte oczy o błagalnym spojrzeniu papierem toaletowym a następnie zasunąć rozporek. miejmy nadzieję że sytuacja nas nie zmusi by strzelić do amerykanina w kącie naszej własnej łazienki. to bezlitosny wybór z charytatywniusiej działalności ottona w służbie bliźniemu. oto praktyczne wskazówki.

prywatny uczony sławny biolog i badacz leukemii do tego niechluj ze słabością do pasztetówki z inzersdorf. mężczyzna po 40 w sile wieku od 20 lat w malarycznych regionach indii z dala od żony o imieniu otto która go zdradza. chce wrócić do niemiec. wciąż ma jeszcze w uszach zgrzyt piły do cięcia kości. chmury nie pozwalają jednak by miejscem lądowania samolotu stała się zapomniana przez cały świat dolina chandra. to pierwsza ludz. tragedia opisana w tej książce dla młodzieży. to również powód dla którego już się nie pojawi na kartach tej książki proszę o nim zapomnieć sam sobie jest winien.

gdy otto niezdecydowanym ruchem pociągnął za łańcuszek spłuczki potwornie śmierdząca woda poszła do góry zamiast do ścieku. on sam i jego obecna przyjaciółka studentka języków obcych byli zupełnie mokrzy. w dzisiejszych czasach powinien być ostrożny jeśli wprowadza do domu kogoś zupełnie obcego. plecak ottona gdy ten w kuchni wyciera do sucha kieliszki i srebro poddawany zostaje szczegółowemu sprawdzeniu. na światło dzienne wówczas wychodzą oczywiście nader dziwaczne rzeczy. życie jak zawsze pełne niespodzianek sprawia mu prawdziwą niespodziankę.

otto to wykapany ojciec w młodszej wersji. tylko trochę się od niego różni: brodą faszysty igłami świerkowymi we włosach nazbyt wypolerowaną laską do szramowania. to drobiazgi ale rzucają się w oczy. pewny siebie a mimo to niepewny cóż za paradoks. od dawien dawna kutasy ottona i jego przyjaciół wyposażone były w szpiczaste haczyki na ryby sztywne jak lufy karabinów wystawały ponad mur ogrodzenia. gdy jakiś zamiejscowy nazista z ciekawości chwytał je wówczas biodro właściciela kutasa zgrabnym ruchem przerzucało go przez balustradę do smarkaczy po drugiej stronie dokonujących na nim rabunku i później pozwalających zbiec obdarowanemu z kilkoma dziurami w odbytnicy. dziecko które zrobiono kobiecie przyszło na świat pokryte w całości łuskami i ta żałosna istota stanowiła dla rodziców jedynie nieproduktywny balast.

do wykafelkowanego wejścia w szalecie krasnale ottona ochoczo znoszą stoły i ławy a dla pokojowo nastawionych gości miasta przybyłych z ameryki w misji jednoczenia narodów przygotowuje się poczęstunek. głównym przedmiotem zainteresowania ottona zawsze była turystyka choć jego poglądy w tej sprawie różnią się nieco od ogólnie przyjętych. najpiękniejsze bździanie bez akompaniamentu cytry cymbałów ukulele bandoniki to żadna przyjemność. wrzeszcząc obywatele usa pływają we wrzącej zupie żaden nie udaje bohatera. niebawem ukochani rodzice w dalekim kraju nie bez kozery martwiący się o losy swych pociech w wietnamie wiedzą że te całe i zdrowe bawią w wiedniu u dawnych towarzyszy radosnych studenckich czasów. i czerwoni jak raki ci goli krzykacze pluskają się w zupie. służba wojskowa zazwyczaj rozkłada się sama z siebie lecz skoro otto już tu jest niech sam to załatwi. oddzieli ziarno od plew. nawet kościoły cuchną od tych wszystkich przyjęć urodzinowych.

kamienica komunalna oddziela się tak zwyczajnie od frontu z oknami i się kruszy. jesteśmy śmiertelnie przerażeni. jak to dobrze że mój mąż śpi przy ścianie od strony salonu niczego nie zauważył lecz po chwili krzykiem wybucha cała kamienica. ponieważ żadna rodzina już wspólnie nie leży tylko ogląda telewizję to otto lustruje własny podnośnik zupełnie innymi oczami.

otto ma mocny zarost jak wielu brunetów a twarz znów pokrytą czarnym meszkiem. przyłapał się na tym że uśmiecha się do siebie przed lustrem.

nieprzyzwoite zaczepianie kobiet i dziewcząt tego miasta to najlepsza zabawa ottona łączącego w sobie elegancję papieża w rzymie z gibkością rozumnego zapaśnika ali baby. jednym ciosem uśmierca natychmiast. to dopiero czyni całą rzecz pociągającą i elegancką.

gospodynię domową im bardziej skomli tym bezlitośniej mąż i dzieci w domu i praca w biurze i jedzenie na piecu zaciskają w imadle nóg ottona łamią i demielinizują. cios ścina ją z nóg. te ludzkie resztki spadają bezgłośnie jakby rażone piorunem. basta z rodzeniem dzieci. czasem dzieje się to szybko.

symboluś młodego robotnika żywa wymówka przed świątynią tezeusza ma z łupów ottona dostać kilka nowych koszul krawaty marynarki buty skarpetki kapelusz ozdobiony pędzelkiem z koziej bródki i laskę wędrowca. żadna kobieta mu się nie oprze mówi zaniepokojony otto spoglądając na swoje vis-à-vis. 35 letniego kierownika rewiru dzielnicowych helmuta k. i dzielnicowego poszukiwanego od początku tego rozdziału i mimo młodego wieku określanego jako nad wyraz uzdolnionego i obowiązkowego i zasługującego na awans i bóg jeden wie co jeszcze o nim pisano nareszcie odnajdujemy przed bufetem dworcowym w kałuży krwi. martwego. zmarł wskutek postrzału: w czoło w skronie w podbrzusze w kończyny w usta w pierś w nerki. poza tym widoczne kopnięcia dźgnięcia i ugryzienia. to okropny widok ręce umazane kałem te biedne białe ręce helmuta ozdobione kryształkami śniegu. biedne czerwone usta z wiszącymi na nich kropelkami krwi biedne jasne loki już nie poigra z nimi wiatr biedny mały helmuci kutas zawisł gdzieś wysoko w świerkach. biedne stopy helmuta wciąż jeszcze mknące sankami ku dolinie nie wiedząc że helmutka już nie ma.

rozżaleni koledzy policjanci zamordowanego kierownika rewiru domyślają się sprawcy w kręgach homoseksualnych. poszukiwania niesłychanie brutalnego mordercy któremu grozi samosądek są w biegu pod najściślejszą ochroną. och co za straszliwy ból w białym policyjnym helmucim ciele pod białym prześcieradłem.

otto nie umarł. otto jedynie wymknął się by uniknąć interwencji policji. a teraz powraca by zdobyć władzę nad światem. w ręku dzierży już narzędzia władzy. czyż mogłoby być inaczej? w każdym z nas jest trochę ottona wszędzie tam gdzie śmieją i bawią się dzieci gdzie kobieta i mężczyzna szczęśliwie leżą razem i wypełniają obowiązki gdzie szczęśliwa matka w bólach jednak się uśmiecha gdzie zgrzybiała staruszka z równie zgrzybiałym staruszkiem radują się wiosennym słońcem wszędzie tam w mieście i na wsi otto jest u siebie. biedny burgenland.

rozdział 12 otto ciężko dysząc łapał

otto ciężko dysząc łapał oddech a jednocześnie czuł jak lodowaty strach jeszcze chwilę temu wypełniający jego serce ustępuje miejsca wznoszącej się w nim fali ciepła i dumy. w ostatniej chwili uszedł pułapce i roztoczył się przed nim stok udzielając pomocy. a na nim ustawionych według wielkości kilka domków podobnych do wiejskich wychodków z serduszkami w drzwiach z gontowych dachów uchodził dym a little john little paul little george little ringo wystawiali do okna rozweselone buzie. ladymadonna. nad nimi unosiły się kolorowe baloniki terkoczące jak tommy guns i wypluwające ładunki ołowiu na przechodniów padających jak pod kosą żniwiarza. john wskoczył na ozdobioną kwiatami balustradę i rzekł teraz mam już tylko was & dzieło mego życia. po niebie krążą gromady przeciwników gromada chuliganów z brązu. burmistrzowi we wrogim mundurze little paul sprawił tymczasem podwójny rząd czerwonowiśniowych guzików na uniformie sierżanta tak że ten przyciskając do piersi z całej siły swe jezusowe serce upadł na niewiarygodnie green grass. naga kobieta z drewna chodzi jak bocian na wyprostowanych nogach stereotypniuśko między studnią a dzbanem i dzbanem a studnią wojna partyzancka dawała jej się ostro we znaki kle kle kle see how they run!

otto przywódca zaprzyjaźnionych czerwonych kurtek nawiązał ścisły kontakt a gdy wreszcie nadchodzi zima góry śniegu przykrywają cmentarzysko samochodów wraz z jego mieszkańcami jednak zwycięzcy siedzą po turecku na dachach palą jointy i delektują się nocą długich noży. zatem to miejsce pamięci też jest stracone zamyśla się otto. po niebie maszerują przyszli przyjaciele twarda gromada chuliganów z brązu.

Copyright© 1970 by Rowohlt Verlag GmbH, Reinbeck bei Hamburg Copyright© for the Polish edition by Wydawnictwo W.A.B., 2009 Copyright© for the Polish translation by Wydawnictwo W.A.B., 2009