Zbuntowani
(Zendülők)
Sándor Márai, przeł. Teresa Worowska, Czytelnik 2009
32,90 PLN

_____________________________________________________________________________

Nie bez powodu Sándora Máraiego porównuje się często do Witolda Gombrowicza. Nie bez przyczyny też dwóch wielkich pisarzy XX wieku stawia się na przeciwległych biegunach – powieść "Zbuntowani" ukazuje te różnice i podobieństwa.

W biografiach Polaka i Węgra znajdziemy zaskakująco wiele punktów stycznych, pomiędzy sposobami ich widzenia świata – głęboką przepaść. Zarówno Máraiego, jak i Gombrowicza od najwcześniejszych lat literackiej kariery fascynował problem uwięzienia jednostki w świecie konwencji i etykiet, które – raz nadane raz za sprawą urodzenia – nieodwołalnie określają paletę zachowań człowieka przez resztę jego życia. Nic dziwnego – obaj pisarze ukształtowani zostali w podobnych warunkach. Niemal rówieśnicy (Gombrowicz był o cztery lata młodszy od urodzonego w 1900 roku Máraiego), przyszli na świat w rodzinach o korzeniach arystokratycznych, a każdy z nich dotkliwie odczuł środowiskowe nakazy stłamszenia indywidualności na rzecz norm obowiązujących w grupie. I Polak, i Węgier u początków kariery literackiej postanowili rozprawić się z tym problemem w powieściach: Gombrowicz w "Ferdydurke", Márai m.in. w ukazujących się właśnie u nas "Zbuntowanych". Każdy zrobił to na swój sposób.

Za materiał do napisania książki, która miała później przerodzić się w kilkutomowy cykl "Dzieła Garrenów", węgierskiemu prozaikowi posłużyły doświadczenia z własnej młodości. "Zbuntowani" to historia gimnazjalistów z prowincjonalnego węgierskiego miasteczka, którzy, zakładając bandę, postanawiają sprzeciwić się światu dorosłych. Sprawa na pierwszy rzut oka wydaje się banalna – stwierdzenie, że każde dojrzewanie niesie ze sobą bunt, to truizm. Rzecz jednak w tym, że czas, w którym rozgrywa się akcja powieści, jest wyjątkowy.

Mamy bowiem rok 1918, a ojcowie bohaterów walczą na froncie. Gimnazjalistów wkrótce czeka podobny los – gdy tylko złożą egzamin dojrzałości, zostaną wcieleni do armii. Słowo "dojrzałość" brzmi zatem niemal jak wyrok, nic dziwnego, że przyszli maturzyści póki mogą, starają się jak najdalej od niej uciec. Dziś powiedzielibyśmy, że bohaterowie "Zbuntowanych" to pacyfiści, a nawet hippisi. W założonym przez siebie stowarzyszeniu próbują ustanowić własny, lepszy porządek norm i hierarchii. W bandzie panuje więc demokracja, należą do niej: syn ubogiego szewca (Ernő), kupca (Béla) i lekarza (Abel) oraz pochodzący z arystokratycznego rodu bracia (Tibor i Lájos), z których starszy został okaleczony na wojnie. W grupie obowiązuje jedna zasada: jak najdłużej odroczyć dorosłość.

Oczywiście, jest jeszcze za wcześnie, by bohaterowie wystąpili otwarcie przeciwko twardym zasadom obowiązującym w znanym im świecie. Młodzi buntownicy wybierają raczej działanie oddolne, a do tego nie wystarczą im wspólne pijatyki i snucie erotycznych fantazji. Spotykając się potajemnie, gimnazjaliści odgrywają dziwaczne maskarady, których jedynym sensem jest brak logiki i celowości. Uciekając się do kradzieży, gromadzą na przykład szereg przedmiotów starannie dobranych, tak aby w żaden sposób nie okazały się użyteczne dla ich posiadaczy. Tak ma być – użyteczność to zasada obowiązująca w świecie dorosłych, celem bandy okazuje się działanie na opak.

Nie jest tajemnicą, że we wczesnej fazie swojej twórczości Márai znajdował się pod wpływem teorii Zygmunta Freuda – widać to w "Zbuntowanych". Warunki, w jakich dorastają bohaterowie, sprawiają, że nie są oni w stanie wyjść płynnie z epoki dzieciństwa. Zamiast tego odprawiają zbiorowe rytuały, za pomocą których próbują wskrzesić utracony wiek niewinności. To ich sposób, by zburzyć świat zbudowany przez swoich ojców.

Máraiemu daleko do tego, by opowiadając o niedojrzałości, posłużyć się Gombrowiczowską groteską. Historię bohaterów opisuje z powagą, posługując się klasyczną, niespieszną narracją. Sprawa w istocie jest poważna: z pozoru niewinne zabawy dorastających chłopców z biegiem czasu stają się coraz bardziej niebezpieczne, a sprzeciw wobec zastanego ładu musi prowadzić do katastrofy. "Máraiemu nie przyszłoby do głowy wychwalanie niedojrzałości" – napisał w jednym z esejów Adam Zagajewski. To prawda. Węgier był na to od Gombrowicza zbyt różny. Według Máraiego niedojrzałość to utopia, za którą trzeba zapłacić wysoką karę. Bohaterowie boleśnie przekonają się, że maskarady i przywdziewanie masek to tylko gra, która nie pozwala na trwałą zmianę tożsamości. Ta już dawno została określona za nich. Zwycięża świat konserwatywnych wartości, na który autor "Żaru" spojrzy jeszcze w dalszych latach przychylniejszym okiem.