Znany amerykański komiksiarz w Polsce
W ciągu dekady Mike Carey stał się jednym z najbardziej zapracowanych scenarzystów komiksowych. "Carey to jeden z pół tuzina najlepszych twórców mainstreamowego komiksu" - napisał o nim Neil Gaiman. Nam Carey opowiedział o swojej najsłynniejszej serii "Lucyfer", dzieciństwie w Liverpoolu i przygodzie z filmem.
- Najlepszy polski komiksiarz powraca
- "Sandman" Neila Gaimana po raz trzeci
- Autoportret rewolucjonisty komiksu
- Komuna przestraszyła się chłopca w jamie
- Autor "Sin City" wykpił tandetę Godzilli
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
„Mike Carey to jeden z pół tuzina najlepszych twórców mainstreamowego komiksu i cały czas się rozwija” - napisał we wstępie do pierwszego tomu serii „Lucyfer” Neil Gaiman. Wiedział, co mówi.
Dziś Carey jest jednym z najpopularniejszych scenarzystów amerykańskiego komiksu. „Lucyfer” przeszedł już do historii. Carey zakończył go po 75 odcinkach, zebranych później w 11 tomach (w Polsce ukazał się dopiero czwarty). Pisarz wcale nie spoczywa na laurach. Tworzy scenariusze do popularnego cyklu „X-Men”, prowadzi autorską serię „The Unwritten”, pisze kolejne tomy powieści o londyńskim egzorcyście Feliksie Castorze, a na dodatek planuje mocniej zaangażować się w pracę w przemyśle filmowym. Zaskakujące, że znajduje jeszcze czas, by podróżować po świecie i promować swoje dzieła. Do Polski przyjechał, by wziąć udział w Polconie, największym nad Wisłą konwencie miłośników fantastyki.
Piekło na ziemi
"Łatwo mi było wyobrazić sobie piekło, bo już w nim byłem" - mówi tajemniczo Carey. - "Dzieciństwo spędziłem w Liverpoolu, a mój ojciec, żeby utrzymać rodzinę, pracował na nocną zmianę w piekarni. Gdy go odwiedzałem, wydawała mi się najstraszniejszym miejscem na ziemi. Panował tam nieznośny upał, a ludzie pracowali jak otępiałe roboty. To dopiero było prawdziwe piekło…".
Carey nie buduje jednak własnego mitu jako autora naznaczonego przez traumę z młodości. "Dzieciństwo w Liverpoolu nauczyło mnie pokory, ale wcale nie sprawiło, że zająłem się komiksem" - mówi. Żeby uniknąć losu ojca, poszedł na studia, potem przez piętnaście lat pracował jako nauczyciel. - "Zawsze lubiłem komiksy, ale dopiero w latach 90. pomyślałem, że mógłbym zająć się nimi na serio".
W 1999 roku ruszyły prace nad nową serią „Lucyfer”. Żaden ze scenarzystów nie był nią zainteresowany, dopiero Carey podjął wyzwanie. Współpraca z Gaimanem na dobre otworzyła mu drzwi do komiksowej pierwszej ligi. "Neil nauczył mnie, czym może być komiks. To on pokazał mi, jak konstruować scenariusze, jego „Sandman” to jeden z najwybitniejszych komiksów, jakie kiedykolwiek się ukazały. Jestem szczęśliwy, że mogłem stać się częścią wykreowanego przez Gaimana świata".

























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!