Rozwój cywilizacyjny niesie z sobą kolejne poziomy indywidualnych i zbiorowych gwarancji oraz praw. Mówimy o prawie do ubezpieczeń społecznych, do opieki zdrowotnej, do edukacji. Dziś wydają się nam one ustanowione i oczywiste, choć wciąż wymagają udoskonalania i ochrony, kontroli oraz państwowej, a nawet ponadpaństwowej opieki.

Dla dobra społecznego powinniśmy się dziś domagać prawa do kultury. Owszem, konieczność tę zauważa już Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, przyjęty w 1948 r. w Paryżu dokument Organizacji Narodów Zjednoczonych. Niestety nie odnosi się do niej żadna z ogólnoeuropejskich deklaracji: ani Konwencja o ochronie praw człowieka, ani Karta praw podstawowych. Postarajmy się to zmienić.

Pod koniec 2016 r. w ramach działań związanych z Europejską Stolicą Kultury wydamy „Leksykon wrocławski”. Zespołem opracowującym publikację kieruje niemiecki badacz kultury profesor Andreas Wiesand. Leksykon będzie kompendium wiedzy i informacji dotyczących europejskich regulacji prawnych w dziedzinie kultury. Słownik, opracowany w językach polskim i angielskim, uzupełniony interaktywną platformą, po raz pierwszy w historii przedstawi stan prawa o kulturze. W pewnym sensie także stan prawa do kultury.

Prawo do kultury jest w istocie uniwersalnym prawem człowieka do indywidualnego, intelektualnego i duchowego, rozwoju oraz do kształtowania relacji międzyludzkich ku społecznemu porozumieniu i dobrostanowi, a także ku poszanowaniu innych.

Zadowolenie z życia wzrasta wraz z rosnącą częstością uczestnictwa w kulturze. To łatwo zmierzyć reakcjami na pytania dotyczące zarówno samopoczucia, jak i opinii o jakości przestrzeni, w której mieszkamy, oceny naszych możliwości itp. Im częściej chodzimy na koncerty lub do teatru, tym większą mamy skłonność do optymistycznej oceny jakości naszego życia i czynników ją mierzących.

Znane są również badania wskazujące, że wraz ze wzrostem nakładów na kulturę wzrasta poziom innowacyjności społeczeństwa. Wydatki na kulturę można więc i trzeba traktować jako specyficzną, ale opłacalną inwestycję, nawet jeśli na efekty trzeba czekać dłużej.

Trywialni krytycy rozmowy o prawie do kultury podnoszą, że bywają i zbrodnicze kultury, że nie wolno używać ogólnego sformułowania „prawo do kultury”, nie precyzując, o jaką kulturę chodzi. Owi krytycy nie rozumieją tego, jak funkcjonuje język w warstwie domyślnej. Pytając, czy będzie jutro pogoda, mamy na myśli dobrą pogodę. Mówiąc o prawie do edukacji, myślimy o dobrym, porządnym wykształceniu i wychowaniu. I nie wzbogacamy tymi epitetami prostego, jasnego pytania.

Opowiadając o prawie do kultury, chcielibyśmy doprowadzić do uzupełnienia o nie którejś z europejskich konstytucji. To cel ambitny i odległy. Nie wiadomo, kiedy zostanie zrealizowany. Ale dyskusja o prawie człowieka do kultury sama w sobie ma sens. I już przyniosła sporo dobrego.