Rozmowy dotyczące wykupu przez państwo kolekcji muzealiów, zbiorów bibliotecznych i należących do Fundacji Książąt Czartoryskich budynków toczą się między księciem Adamem Karolem Czartoryskim, fundatorem i prezydentem działającej od 1991 r. Fundacji, a ministerstwem kultury.

Wicepremier, szef resortu kultury prof. Piotr Gliński pytany w środę o to, czy uda się doprowadzić do porozumienia z Fundacją i kolekcja znajdzie się w rękach państwa, odparł: "dopóki nie ma podpisu na odpowiednich dokumentach, to ja nie mogę w 100 procentach powiedzieć, że się znajdzie".

Do wczoraj jeszcze trwały do późna rozmowy z przedstawicielami Fundacji, wszystko jest przygotowane. Natomiast jeżeli będzie finalizacja tej wielkiej rzeczy dla polskiego muzealnictwa, dla polskiej kultury - to nastąpi to najprawdopodobniej jutro - zapowiedział wicepremier w środę w "Salonie politycznym" Trójki.

Nic nie jest przesądzone, dopóki nie ma odpowiednich podpisów - podkreślił minister.

Suma, za którą państwo polskie kupiłoby tę kolekcję wraz z nieruchomościami, wraz z roszczeniami co do ewentualnych znalezionych w przyszłości zagubionych obiektów (...), to byłaby suma niewspółmierna do ceny rynkowej, wielokrotnie niższa - więc to byłaby na pewno transakcja bardzo korzystna dla państwa polskiego, dla naszego społeczeństwa, narodu - zaakcentował Gliński.

W kolekcji znajdują się bezcenne dla naszej historii dokumenty i pamiątki. Zbiory będące własnością Fundacji Książąt Czartoryskich liczą około 86 tys. obiektów muzealnych i ok. 250 tys. bibliotecznych: książek, rękopisów, starodruków. Najbardziej znane dzieła ze zbiorów to "Dama z gronostajem" Leonarda da Vinci oraz "Krajobraz z miłosiernym Samarytaninem" Rembrandta. W kolekcji są też m.in. grafiki Rembrandta, rysunki Augusta Renoira, akt Hołdu Pruskiego z 1525 r., czy rękopisy "Roczników" Jana Długosza.

23 grudnia zarząd Fundacji Książąt Czartoryskich podał się do dymisji. Prezes zarządu Marian Wołkowski-Wolski decyzję tę tłumaczył utratą zaufania do fundatora. Negocjacje dotyczące sprzedaży zbiorów były prowadzone bez naszej wiedzy - powiedział PAP.