Dziennik.plKultura

Piątek, 25 maja 2012

Imieniny: Grzegorza, Magdy, Marii Magdaleny

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 21°C

Wielkie "Tango" czasów apokalipsy

2009-11-02 | Ostatnia aktualizacja: 20:34 | Komentarze: 0 | skomentuj

Trochę baliśmy się tego "Tanga". Jak każde przedstawienie Jerzego Jarockiego już w chwili decyzji o realizacji musiało mierzyć się z niespotykaną presją. Bo narodowa scena, bo najważniejszy dramat, bo klasyka, bo wreszcie wyjątkowy reżyser. Nikt poza Jarockim i Erwinem Axerem, nie zrobił dla scenicznych dziejów Sławomira Mrożka aż tyle.

Pogoda

POLSKA

Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 22°C
opady: brak

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Niezależnie od tego, czy pisarzowi zawsze było po drodze z inscenizatorem. Wystarczy wspomnieć tylko krakowski "Portret", w którym udało się Jarockiemu zamknąć całą historiozofię Mrożka. A z nowszych rzeczy częściowo przepisaną przez reżysera "Miłość na Krymie", też z Narodowego. Stała się gorzkim rozrachunkiem z minionym stuleciem, cenzurą wystawioną za ten czas en masse – całej inteligencji. Była zapisem końca epoki oraz dowodem lęku przed nadchodzącym, ale nieznanym.

"Tango" rodziło się długo, co w przypadku Jarockiego nie dziwi. Powstawało wbrew wyrokom losu – wpierw Eugeniusza miał grać Zbigniew Zapasiewicz. Po niespodziewanej śmierci artysty rolę objął Andrzej Łapicki. Ostatecznie w premierze wystąpił Jan Englert. Nie wiem, ile miał czasu na próby. Wyszło więcej niż dobrze. Doszły do tego powtarzane plotki, że Jarocki czyta "Tango" w zgodzie z interpretacją Jana Błońskiego, widząc w nim nie groteskę, a tragedię. Zatem wszystko, co śmieszne, pada ofiarą reżyserskiego ołówka, zastąpione na przykład obszernym fragmentem "Raju utraconego"Miltona.

Gotowy spektakl jest okazją do zweryfikowania tych pogłosek. Znów okazuje się, że chyba nikt jak Jerzy Jarocki nie potrafi w polskim teatrze tak czytać wystawianych tekstów i z tej lektury wyciągać może zaskakujących, ale zgodnych z myślą autora wniosków. Do "Tanga" wrócił artysta po 44 latach od swej pierwszej krakowskiej wersji. Można było mieć pewność, że jak wszystkie sztuki Mrożka zmieści się ono jak ulał w precyzyjnym mechanizmie teatru wielkiego reżysera. Jednak w ujęciu Jarockiego staje się czymś więcej niż poprowadzoną z żelazną logiką układanką o przerażającym finale.

"Tango" mieści się we współtworzonej przez scenografa Jerzego Juka Kowarskiego estetyce spektakli Jarockiego, ale swą ostrość i oskarżycielską siłę bierze z bacznej obserwacji świata za oknami. Jest rzecz jasna czymś więcej niż tylko gorzkim komentarzem starego mistrza na temat współczesności. Jak najważniejsze jego przedstawienia stawia pytanie najcięższego kalibru. Ot, choćby o kondycję człowieczeństwa. Koniec cywilizacji W dużym stopniu organizuje widowisko projektowana przez Juka Kowarskiego przestrzeń.

W pierwszej części siedzimy pod ścianą Sceny przy Wierzbowej. Krzesła, fotele, kanapy – stare lub nowoczesne, każde z innej parafii. Tuż obok na podłodze Eugenia (Ewa Wiśniewska) rżnie w karty z Edkiem (Grzegorz Małecki). Eleonora (Grażyna Szapołowska) w podartych dżinsach pręży ciało w pozach jak z jogi. Stomil (Jan Frycz) w wojskowych spodniach opadających na wydatnym brzuchu i rozpiętej podomce wycina karton potrzebny do kolejnego eksperymentu. Na materacu, w zmierzwionej pościeli śpi Ala (Kamilla Baar). Znaleźliśmy się w domu u Stomilostwa niczym podglądacze. Oni nie zdają sobie sprawy z naszej obecności, więc zachowują się swobodnie. Możemy z najbliższej odległości patrzeć, jak wygląda ich nowoczesność.

Jarocki unika jednak prostych osądów. Nie szydzi z póz Eleonory, babcia jest nawet całkiem sympatyczna, Stomil nie stroi się w pióra domorosłego guru awangardy, tylko wierzy, że jego artystyczne działania mają uzasadnienie. Cała przewrotność reżysera "Tanga" w Narodowym polega na tym, że rehabilitując na tyle, ile się da kompromitowanych zazwyczaj bohaterów, bynajmniej nie osłabia on wymowy inscenizacji. Przeciwnie, u Jarockiego Stomil, Eleonora, zdziecinniali dziadkowie są nieodrodnymi dziećmi swej-naszej epoki. Świat ostatecznie wypadł z formy, nic – nawet odwieczny rytuał – mu jej nie przywróci. Zostały tylko ruchy pozorne, czy to pseudoartystyczne instalacje, czy gry towarzyskie.

Jacek Wakar
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zaufaj ekspertom i
schudnij skutecznie.

Najczęściej komentowane

«