Janusz Głowacki znowu na deskach
W warszawskim Teatrze Ateneum trwają ostatnie próby do spektaklu "Jesienin". Przy pracy spotkali się aktorka i wokalistka Olena Leonenko, pisarz Janusz Głowacki i reżyser Józef Opalski. Oto co nam powiedzieli nie tylko o tym przedstawieniu.
- "Szewcy" Prusa? Teatralna katastrofa
- Pierwszy wywiad rzeka z Pszoniakiem
- W teatrze trzeba mówić prawdę
- Małecki - teatralny buntownik z wyboru
- Głowacki i Leonenko o wielkim poecie
- Manifest teatralny Michaela Marmarinosa
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Spektakl nazywa się „Jesienin”, na scenie będzie tylko Olena Leonenko. Z czyjego punktu widzenia chcecie zatem opowiadać historię poety?
Józef Opalski: Myślę, że nie to jest najistotniejsze. Najważniejszy dla całej naszej trójki jest sam Sergiusz Jesienin. Wszyscy mamy lekkiego fioła na punkcie jego poezji. Ten projekt rodził się bardzo długo. Olena i Janusz już dawno temu zaproponowali mi, żebyśmy coś wspólnie zrobili. Projekty były różne. Wreszcie skończyło się na Jesieninie. Tyle że wciąż zadawałem to samo pytanie: jak to zrobić, skoro bohaterem monodramu ma być kobieta? Zaczęliśmy więc z Januszem obmyślać różne warianty. Wszyscy z Jesieninem kojarzą Isadorę Duncan, a przecież sławnych kobiet w jego życiu było bardzo dużo. Dlatego pojawiały się pomysły, żeby narrator się zmieniał, aby to kobiety właśnie opowiedziały o swoich spotkaniach z Jesieninem…
Janusz Głowacki: Choćby sprzątaczka w hotelu po samobójstwie Jesienina.
JO: Z jednego pomysłu rezygnowaliśmy, przychodziły kolejne. Wreszcie narodził się ten, który realizujemy. Chcemy opowiedzieć naszą historię o Jesieninie. Pokazać, co dla naszej trójki ten genialny poeta dziś znaczy. W Polsce jego obraz jest zaburzony. Wiadomo, że pił, że miał romans z Isadorą Duncan… Mało czyta się jego poezji. Dlatego cała ta niezwykła twórczość jest ciągle do odkrycia.
Olena Leonenko: W rosyjskiej tradycji jest całkiem naturalne, że kobieta śpiewa męskie pieśni, a mężczyźni romanse, w których narratorem jest kobieta. Przeszłam przez piekło grania Wertyńskiego, dlatego jestem oswojona z „byciem mężczyzną” na scenie i opowiadaniem „męskich” historii. Myślę, że poezja jest żywiołem kobiecym. Dlatego jest mi łatwiej zmierzyć się z Jesieninem i jego szaleństwem. A bohaterem przedstawienia jest jego poezja. Nie miałam wątpliwości, że kobieta może zagrać opowieść o Jesieninie. To panowie mieli większy kłopot.
JG: Nie aż tak wielki (śmiech). Uważam, że Olena jest jedyną osoba, która może coś podobnego wykonać w tym kraju. Ma unikalny głos i tę azjatycką głębię. Pochodzi z Ukrainy, jest pół Rosjanką, pół Ukrainką. Martwi się, że w jej polskim slychać odrobinę akcentu, a to przecież właśnie wielki atut, dodatkowy autentyzm. Poezja Jesienina wbija się w pamięć nie wiadomo jak i kiedy. Za to na zawsze. A współczesna poezja? Miałbym kłopot z zacytowaniem czegoś. W Jesieninie jest i tragedia, i rozpacz, i wołanie o pomoc, przeklinanie, nieprawdopodobne bogactwo sprzecznych uczuć. A w tle straszliwa Rosja, z krwią, rewolucją, Leninem. I jeszcze przemiany, które przechodzi ten riazański chłopczyk Najpierw czytał na carskim dworze swoje wiersze, później przeżył wybuch wiary w to, że rewolucja to coś wspaniałego. Potem straszliwe rozczarowanie, rozpacz i nienawiść do rewolucji. A dookoła rosyjskie szaleństwo, czyli egzekucje, krew, a drugiej strony wódka, kokaina i światowa ikona – Isadora Duncan. Zaczynamy od ludzi, którzy nieśli trumnę Jesienina. To byli wielcy pisarze, poeci, artyści. wszyscy zostali wymordowani, podobnie zresztą jak większość ludzi, która ich mordowała. Niewiarygodna historia… Olenie i nam pomaga to, że znakomicie tańczy, więc mamy jeszcze delikatny i wyrafinowany ruch sceniczny.

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!