Blady cień "Balladyny" w Teatrze Narodowym
Jest w przedstawieniu Teatru Narodowego kilka efektownie pomyślanych scen, jest zalążek oryginalnie ustawionej roli tytułowej. W sumie jednak wystawienie "Balladyny" w reżyserii Artura Tyszkiewicza rozczarowuje fragmentarycznością niepasujących do siebie elementów.
- Cienki sok z malin "Balladyny"
- Zobacz, jak Balladyna podbija Nowy Jork
- "Balladyna" w Nowym Jorku to pomyłka
- Oto przed wami nowa Balladyna
- Monika Krzywkowska: Teatr to terapia
- Żywe trupy wszystkich epok
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Balladyna" Artura Tyszkiewicza zdaje się układanym na siłę puzzlem. Trochę żal mi Artura Tyszkiewicza. Ma w dorobku przedstawienie wybitne i to jest jego przekleństwo. Ten spektakl to "Iwona, księżniczka Burgunda" zrealizowana w 2005 roku w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu. Tyszkiewicz zainkasował za tę inscenizację worek nagród na najważniejszych krajowych festiwalach i stał się nadzieją tych, którzy wierzyli, że nie każdy wstępujący do zawodu reżyser musi myśleć jak Jan Klata. Siłą rzeczy późniejsze prace twórcy są z wałbrzyską "Iwoną..." zestawiane. Kolejne artystyczne porażki - choć ambitne - powodują, że Tyszkiewicz zmuszony jest udowadniać, że nie jest autorem jednego przedstawienia. Niestety, na razie z mizernym raczej skutkiem.
"Balladyna" w Narodowym to kolejny w karierze reżysera spektakl wysokiego ryzyka. Bo dramat Słowackiego znają wszyscy, a narodowa scena zawsze potęguje oczekiwania. Tym razem jednak ciśnienie było wyjątkowe, gdyż niemal dokładnie 35 lat temu w tym samym miejscu swą "Balladynę" pokazał Adam Hanuszkiewicz. Inscenizacja, której znakiem rozpoznawczym była Goplana na hondzie, zapoczątkowała ogólnonarodową dyskusję o granicach ingerencji reżysera w klasyczny tekst. Stała się także wyznacznikiem stylu Hanuszkiewicza oraz jednym z najgłośniejszych widowisk w powojennej historii polskiego teatru. Spektakl Tyszkiewicza nie wzbudzi choćby ułamka podobnych kontrowersji. Trwa ponad trzy godziny, a zapomina się o nim w trzy minuty.
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!