Rozwalony świat Warlikowskiego
"Tramwaj" w paryskim Teatrze Odeon nie jest tak druzgocącą klęską, jak twierdzą przeciwnicy reżysera, ani tak gigantycznym sukcesem, jak chcą jego fani. Jedno jest pewne - Krzysztofowi Warlikowskiemu udało się zelektryzować publiczność. Spektakl drażni, niepokoi, zostaje w pamięci. I prowokuje pytania o dalszą drogę artysty.
- Przed premierą "T.E.O.R.E.M.A.T.U"
- Warlikowski: Szekspir był rewolucjonistą
- Podsumowanie roku 2009: teatr
- Oto dzień powszedni Comédie Française
- Polski teatr czasu transformacji
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Przed czwartkową premierą "Un Tramway" pod jedną z najbardziej prestiżowych scen miasta kłębił się nieprzebrany tłum. Nobliwe panie w drogich futrach i młodzież w dżinsach i niedbale narzuconych marynarkach. Pierwsze zapewne zwabiło do Odeonu kolejne tu mocno reklamowane wydarzenie, drugich zapewne sława polskiego reżysera.
Warlikowski jest już bowiem we Francji bardzo popularny. W Paryżu pokazywał wszystkie swoje najważniejsze przedstawienia. Grywane były zawsze w ważnych teatrach - i tak na przykład "Dybuk" w Bouffes du Nord, a doskonale przyjęta u progu tego sezonu "(A)pollonia" w Theatre de Chaillot. Temu akurat przedstawieniu pomogła niewątpliwie sława zdobyta na festiwalu w Awinionie. Nikt mi zresztą nie wmówi - to nie jest żaden zarzut - że Warlikowski nie projektował wizualnego kształtu tej inscenizacji pod kątem występów na dziedzińcu Pałacu Papieży.
Huppert: aktorka totalna
Wabikiem prawdopodobnie istotniejszym niż praca polskiego artysty była jednak kolejna rola Isabelle Huppert. Wybitna aktorka cieszy się u rodaków wyjątkową estymą. Filmowe kreacje u Chabrola, Pialata i Hanekego zna każdy, ale Huppert od lat łączy kino z teatrem. Niegdyś na dziedzińcu Pałacu Papieży była wspaniałą Medeą w spektaklu Jacques’a Lassalle’a. Nie przestraszyła się głównej bohaterki "4.48 Psychosis" Kane, reżyserował to Claude Regy. W Odeonie wcieliła się w Ibsenowską Heddę Gabler w inscenizacji Erica Lacascade’a. Każdy jej występ jest wydarzeniem i nie inaczej stało się przy okazji "Tramwaju". Nie ulega też wątpliwości, że taki efekt jak w przedstawieniu Warlikowskiego nawet tej klasy aktorka mogła uzyskać tylko dzięki wyjątkowemu zaufaniu do reżysera. Inna rzecz, że także i reżyser za to płaci. W "Tramwaju" bowiem wszystko poza fenomenalnym aktorstwem Huppert schodzi na drugi plan. Niezależnie od tego, w jak mroczne zakątki psychiki swej bohaterki zagłębia się odtwórczyni roli Blanche DuBois, jest to na pierwszym planie mistrzowski popis Isabelle Huppert. Warlikowski zaś pozostaje przede wszystkim tym, który go umożliwił.
Aktorka odchodzi najdalej, jak się tylko da, od stereotypu bohaterki "Tramwaju zwanego pożądaniem" Tennessee Williamsa utrwalonego przez kreację Vivien Leigh w słynnym filmie Elii Kazana. Ktoś powie, że Blanche w interpretacji Huppert to kobieta na skraju załamania nerwowego, ale to zbyt mało. Francuska aktorka odbywa bowiem ze swoją Blanche podróż do piekła, jego korzeni upatrując w chorobie postaci. Mamy tu bowiem do czynienia z czymś na kształt scenicznego studium neurastenii. Blanche Huppert w jednej chwili wydaje się zamknięta w pułapce swego ciała, źródle kompleksów i nieustających traum. Za moment zaś to samo ciało staje się jej atutem, wykorzystywanym w grze w uwodzenie mężczyzn. Każde działanie Blanche jest jednak skazane na klęskę. Tym, co narzuca się najpierw, gdy patrzy się na kreację Huppert, jest niezwykła kruchość jej bohaterki. Blanche w przedstawieniu Warlikowskiego próbuje manipulować otoczeniem, bawi się brzmieniem egzotycznego nazwiska "Kowalski", ale po chwili zamknięta w kokonie własnych chorych emocji staje się bezbronną dziewczynką. Huppert rzecz jasna nie bierze "małych" ról. Tym razem jednak jej aktorstwo niemal dosłownie rozsadza wielką scenę Odeonu, niewiele zostawiając miejsca na cokolwiek innego. Chcąc nie chcąc patrzy się niemal tylko na nią, mniejszą uwagę zwracając na partnerujących gwieździe Andrzeja Chyrę i Florence Thomassin. To tajemnica tych największych.














































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!