Dziennik.plKultura

Środa, 15 lutego 2012

Imieniny: Faustyna, Jowity, Georginy

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. -2°C

"Mam dość artystycznego niechlujstwa"

2010-02-13 | Ostatnia aktualizacja: 21:38 | Komentarze: 0 | skomentuj

"Mój teatr to miejsce, gdzie zaproszenie widza jest wyzwaniem. Mam dość tych wszystkich "bud" i artystycznego niechlujstwa" - mówi Joanna Szczepkowska. Wybitna aktorka gra w "Personie. Ciało Simone" Krystiana Lupy w warszawskim Teatrze Dramatycznym.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady: umiarkowane opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Kiedy rozmawialiśmy półtora roku temu, najbardziej wartościowe współczesne aktorstwo określiła pani jako „podkorowe”, gdzie ciało wyraża więcej niż słowo, które coraz wyraźniej traci na znaczeniu we współczesnym teatrze. Czy Krystian Lupa wymaga takiego aktorstwa?

Joanna Szczepkowska: Uważałam wtedy, że po prostu nie umiem tak grać. Dlatego miałam ogromne wątpliwości, kiedy dostałam propozycję wzięcia udziału w drugiej części tryptyku Lupy. Powiedziałam Krystianowi wprost, że nie wiem, czy jestem jego aktorką. Po raz pierwszy pracowaliśmy razem w ubiegłym roku, kiedy przygotowałam zastępstwo za Jadwigę Jankowską-Cieślak w „Wymazywaniu” Thomasa Bernharda. Byłam ciekawa, czy w ogóle będę umiała się z Krystianem porozumieć. Okazało się, że natychmiast znaleźliśmy wspólny język. Mnie samą to zaskoczyło.


Jak doszło do tego porozumienia?

Bo ja mu wierzę. Lupa jest prawdziwym artystą, a z prawdziwymi naprawdę rzadko można się spotkać. To jest człowiek, dla którego każde szeregowe przedstawienie jest najwyższą stawką. Każde. A kiedy robi nawet taką uwagę, która przewraca myślenie o roli, to po prostu ma rację. Myślę, że niezwykle przy tym spotkaniu skorzystałam – niezależnie od rezultatu. Inna rzecz, że świat Krystiana Lupy jest dla mnie trudny do zaakceptowania.


Dlaczego?

Ogólnie boję się ciemności i wchodzenia w coraz głębszą ciemność. Krystian, pracując, bardzo często przywołuje takie zjawiska jak „śmierć” czy „choroba”. Mówi, że „życie jest pianą”. Przyznaję, że mnie to męczy i nie chcę tego słuchać. Po swojemu zatykam uszy. Bywa też pogodnie i wtedy nie chce się wychodzić z prób. Kiedy weszłam w obsadę „Wymazywania” i znalazłam się wewnątrz przedstawienia, polubiłam je o wiele bardziej niż z perspektywy widza. Zobaczyłam, że jego świat sceniczny rzeczywiście żyje od środka. Lupa odrzuca wszelką deklamację i popisywanie. Wiem, że za to porównanie Lupa mógłby mnie zamordować, ale w pracy z aktorem dostrzegam pewne podobieństwo między nim a Kazimierzem Dejmkiem. Pamiętam, jak Dejmek powiedział na jednej z prób: „Tak dobrze gracie, że nie mogę na to patrzeć”. Albo zwracał uwagę aktorowi: „Nie graj, zachowuj się”.


Próby Lupy z aktorami często przypominają seanse psychoanalizy: podróż w głąb siebie, podczas której rolę trzeba odnaleźć w sobie, nawet zawiesić własną osobowość na rzecz granej postaci, dużo improwizacji.

Do tej pory - rozmawiamy na tydzień przed premierą - pełnych prób właściwie jeszcze nie było. Przed dwoma, trzema tygodniami dostaliśmy od reżysera bardzo trudne, kilometrowe monologi. Musimy nauczyć się ich na pamięć. Ani razu jeszcze nie zagrałam mojej sceny, która trwa 40 minut. Przy takim trybie pracy nie mogę ponosić w pełni odpowiedzialności za to, co wydarzy się na premierze. Gdybym nie widziała roli Sandry Korzeniak w pierwszej części tryptyku („Persona. Marylin”) nigdy nie uwierzyłabym, że ta metoda pracy może przynieść efekt. Nie wiem też jednak, czy Sandra pracowała w taki sposób jak my.

Rozmawiał Michał Smolis
Źródło: Dziennik.pl
123następna »
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl

Najczęściej komentowane

«