Młody politolog z Uniwersytetu Warszawskiego postanowił zweryfikować dotychczasowe wyobrażenia o zachowaniu ludzi teatru po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, utrwalone przez słynną, wydaną w obu obiegach książkę "Komedianci. Rzecz o bojkocie". Podszedł do tego zdania uzbrojony w dzisiejszą wiedzę i - co istotne - dokumentację zebraną w zbiorach archiwów: Akt Nowych oraz IPN.

Na pierwszy ogień bierze Przastek najdłuższy strajk w historii PRL-u, czyli aktorski bojkot środków masowego przekazu. Dotychczas uważany był za spontaniczny odruch artystów wobec przemocy i wszechogarniającego kłamstwa. Przastek próbuje zmienić ten punkt widzenia: zbiera dowody przemawiające za ustaloną odgórnie decyzją władz środowiska artystycznego.

Trudno się z nim zgodzić - opierając się na domysłach oraz jednej relacji Andrzeja Łapickiego - oskarża ówczesne władze Związku Artystów Scen Polskich o brak politycznej wyobraźni, który doprowadził do rozpadu stowarzyszenia. Przastek nie wierzy w zapewnienia ówczesnych władz ZASP-u, że bojkot był decyzją indywidualną i żadna władza - ani partyjna, ani związkowa - nie miała prawa decydować o nim w imieniu poszczególnych członków.

Dojmująca jest nieobecność w tej książce osoby Haliny Mikołajskiej, której działalność polityczna przysłoniła widowni 30 lat jej pracy artystycznej. W Teatrze Polskim, do którego została zaangażowana przez Kazimierza Dejmka po zwolnieniu z internowania, aktorka była gorąco oklaskiwana nie jako Hestia w "Wyzwoleniu" Wyspiańskiego, tylko niezłomny symbol oporu wobec komunistycznego reżimu. "Zwisam ze sceny jak sztandar narodowy" - gorzko powie potem Mikołajska i odejdzie z teatru repertuarowego, nie widząc w nim już dla siebie miejsca.

Za przykład niezłomnej postawy w książce Przastka posłużyli twórcy poznańskiego Teatru Ósmego Dnia. Scena alternatywna, która samotnie stała w opozycji wobec miałkości i gnuśności teatru repertuarowego lat 70., od zawsze odrzucała konformizm. Komunistyczna władza zaciekle zwalczała swoimi narzędziami Teatr Ósmego Dnia: kwestionowała ich prawo do wykonywania zawodu, odbierała dotacje, wreszcie doprowadziła do rozbicia zespołu i zmusiła go do emigracji, która okaże się jedyną szansą na przetrwanie "Ósemek".

W styczniu 2007 roku w Teatrze Ósmego Dnia powstaną "Teczki" - przedstawienie, które zainspirowała lektura dokumentacji zespołu w zbiorach Instytutu Pamięci Narodowej. "Teczki" nie są tylko świadectwem szeroko zakrojonej inwigilacji środowiska teatru przez SB. Przedstawienie pokazuje dzieje ludzi wolnych, których jedyną obroną przed zniewoleniem jest sztuka.

Spośród teatrów repertuarowych Przastek wyróżnia cztery sceny, których profile skrytykował w partyjnym referacie Henryk Bieniewski, ówczesny Dyrektor Departamentu Teatru i Estrady. Zarzucił dyrektorom: Adamowi Hanuszkiewiczowi (Narodowy), Gustawowi Holoubkowi (Dramatyczny), Zygmuntowi Hübnerowi (Powszechny) oraz Kazimierzowi Braunowi (Teatr Współczesny z Wrocławia) nadmierne eksponowanie martyrologii i akcentów antyrosyjskich przez niewłaściwy dobór klasyki polskiej i dramaturgii współczesnej.

Dostało się m.in. "Księdzu Markowi" Słowackiego, "Śpiewnikowi domowemu" Moniuszki i "Antygonie" (we współczesnej wersji Helmuta Kajzara). Holoubek straci dyrekcję, konsekwencją jego dymisji będzie rozbicie zespołu Teatru Dramatycznego. Hanuszkiewicz zostanie też wyrzucony z Teatru Narodowego, ale sugerowany przez Przastka aspekt polityczny tej dymisji jest mocno przesadzony. Repertuar teatru Hanuszkiewicza nie był w istocie polityczny i nie zawadzał władzy. Miała ona w tym czasie zapewne już inne plany związane ze Sceną Narodową. Hanuszkiewicz, hołubiony przez nią przez całe lata 70., przestał teraz być potrzebny.

Inaczej z Hübnerem, który zmodyfikował repertuar teatru, żeby nie dopuścić do rozpadu zespołu i jako jedyny z wymienionych zachował stanowisko. Ale nie dlatego, że był zbyt przyzwoity dla komunistycznej władzy, która nie miała sumienia go wyrzucić. Ten argument autora po prostu śmieszy.

Życie teatralne, tłamszone w oficjalnym nurcie teatru repertuarowego, przeniosło się do podziemia pod postaciami teatrów: domowego i kościelnego. Wicepremier Rakowski otrzymuje szczegółowy list o występach w Kościołach od osławionego generała Ciastonia z MSW, minister kultury Kazimierz Żygulski czyta donosy o negatywnych postawach aktorów występujących w świątyniach. Cytowane przez Przastka dokumenty śmieszą i przerażają na zmianę, ale dobitnie dowodzą, jak żałosnej i podłej dyktaturze "ciemniaków" ciążył protest aktorów i jak bała się ona ... wolności.

W 1989 roku umiera Zygmunt Hübner. Adam Hanuszkiewicz zostaje dyrektorem Teatru Nowego, który od lat egzystuje na uboczu artystycznym. Gustaw Holoubek od 1996 roku pełni funkcję dyrektora artystycznego Teatr Ateneum, gdzie wspiera się głównie na repertuarze bulwarowym i daleko mu do poważnej rozmowy z widownią, jaką prowadził przed laty w Teatrze Dramatycznym. Ten dialog nie jest łatwy w czasach wolnego rynku i bez wyraźnie określonego przeciwnika.

Książka Przastka jest świadectwem niezwykłego poczucia wspólnoty aktorów i widowni, pokazuje moralną wygraną zjednoczonego środowiska "komediantów", dla którego w decydującym momencie ważniejsze okazało się być niż mieć. Udokumentowany przez autora stopień inwigilacji ludzi teatru przez organa władzy jest porażający, ale nie przynosi zbyt wielu nowych faktów. Dostarcza za to ich nową interpretację, która może na powrót wywołać dyskusję.

O tym, że taka dyskusja jest potrzebna świadczy również wystawa "Teatr stanu wojennego", którą od 13 marca można oglądać w warszawskim Instytucie Teatralnym. Autorem wystawy jest Daniel Przastek.