Jaki jest pana stosunek do chrześcijaństwa i wyznawców tej religii?

Zbigniew Brzoza: Jestem chrześcijaninem, a ludzi każdej głębokiej wiary bardzo szanuję.

Czy "Pasja" według sztuki "Szatan i śmierć", wobec której Kościół wysuwał oskarżenia o bluźnierstwo, jest spektaklem chrześcijańskim?

Turrini stawia podstawowe pytania o sens i wartość życia. Takie same jak w religii chrześcijańskiej. Kiedy te pytania padają, człowiek otwiera się na Boga. Inaczej tkwi w martwym rytuale. Cała twórczość tego pisarza jest wymierzona przeciw życiu pozornemu, które jest wpisane w powszechnie uznawany system zachowań.
"Jesteśmy chodzącą obrzydliwością, którą z lekka tylko zamaskowano" - te słowa Turriniego dotyczą człowieka. To przewrotne wyznanie, bowiem nie znam drugiego autora, który bardziej kocha życie i ludzi. Dlatego Turrini pisze scenariusze widowisk (to bardziej adekwatne określenie niż słowo "dramaty") na scenę, a nie do szuflady. Jego utwory opowiadają o ludziach jako wspaniałych urządzeniach używanych niezgodnie z przeznaczeniem. Bohaterom Turriniego zdarza się jednak przekroczyć ograniczenia, na które sami siebie skazują, i dotknąć prawdy.

Ponoć ta adaptacja jest bliższa autorowi niż jego oryginalny dramat.

Przeniosłem ten utwór w realia współczesnej Polski - do 2007 roku. Gdybym zachował kontekst austriacki z 1990 roku (data napisania tekstu), dramat Turriniego opowiadałby o czymś odległym. A tak, zgodnie z intencją autora, jak u malarzy flamandzkich, Droga Krzyżowa na miarę naszych czasów dzieje się tuż obok nas, tu i teraz.

Po raz trzeci reżyseruje pan utwór Turriniego. Dlaczego ten autor jest panu bliski?

Turrini opisuje całego człowieka od stóp do głowy, podczas gdy polska literatura zajmuje się nim od pasa w górę. Ten autor kontynuuje powojenny nurt w sztuce, który stał się "moim" za sprawą Tadeusza Różewicza, a powstał z lęku przed katastrofą wpisaną w mieszczański porządek świata. Egzystencja duchowa człowieka została zagrożona z powodu jego rezygnacji od odpowiedzialności. Obaj pisarze stawiają bohatera w sytuacjach granicznych i zmuszają w banalnej codzienności do podejmowania decyzji o wymiarze ostatecznym. Kultura masowa proponuje fałszywy standard człowieczeństwa. Co to znaczy? Jeżeli nauczysz się prostych instrukcji, świat okaże się dla ciebie zrozumiały, a ty - czytelny dla świata. Różewicz i Turrini są świadomi ograniczeń człowieka oraz rozpadu tradycyjnych systemów światopoglądowych, filozoficznych i moralnych. Pisze o tym Różewicz w słynnym poemacie "Spadanie", tak jest zbudowana "Pasja". Każda scena w tej sztuce obrazuje zagubienie i odnajdywanie się człowieka. W każdej jest moment przełomu, czyli dotarcia do ukrytej pod powierzchnią prawdy. Najpiękniejsza w ludzkim losie, jak uważa Turrini, jest chwila spotkania z innymi ludźmi, w której poznajesz siebie. Ironia życia polega na tym, że chwila odnajdowania własnej tożsamości przychodzi albo za wcześnie, albo za późno, nigdy o właściwej porze.

Tę sztukę wystawia pan na koniec swojej dyrekcji w Teatrze Studio.

Ten spektakl będzie swoistą kontynuacją "Balu pod Orłem", współczesnym dopowiedzeniem polskiego losu. Zabawne, że odnalazłem go w tekście austriackiego autora.

Jak pan ocenia lata szefowania tej scenie?

Teatr Studio przez siedem lat mojej dyrekcji był najbiedniejszym teatrem w Warszawie. Przejąłem go bez publiczności, która odeszła razem z poprzednim dyrektorem Jerzym Grzegorzewskim i kilkunastoma aktorami do Teatru Narodowego. Teraz mamy własną, najlepszą w Warszawie publiczność: inteligentną i wielopokoleniową. Nie gramy przedstawień dla zorganizowanej widowni. Wprowadziliśmy na scenę Teatru Studio najważniejsze pozycje współczesnej europejskiej dramaturgii: sztuki Janosa Haya, Petera Turriniego, Nikołaja Kolady, Jewgienija Griszkowca, Ester Villar, Tankreda Dorsta, Conora McPhersona, Martina Crimpa, Biliany Srbjanowić, Bohumila Hrabala. Zachowaliśmy wysokie standardy artystyczne, do których zobowiązuje tradycja tego miejsca. Paradoks polega na tym, że gdy po latach częściowej hibernacji miasto stworzyło nam możliwości normalnego działania, część zespołu i pracowników zaplecza nie chce się odmrozić. Niektórzy aktorzy ulokowali swoje ambicje poza teatrem, pracownicy przywykli do zwolnionego rytmu pracy. Potrzeba zmian. Uważam, że to zadanie dla nowego dyrektora i dlatego odchodzę z własnej woli.