Kim jest bohaterka "Daily Soup" grana przez Danutę Szaflarską? Reżyser Małgorzata Bogajewska: "Babcia musi zamieszkać z córką i zięciem. Jako kobieta pełna elegancji z trudem akceptuje, że inni będą się nią opiekować. Stoi na granicy dwóch światów, wprowadza powiew metafizyki do groteskowej rodziny. Jej świat przestaje być światem od zupy do telewizora, od telewizora do kolejnej kłótni. W głowie mieszają się jej wspomnienia z przeczuciami. Nie potrafi życia opowiedzieć liniowo, bowiem już zwyczajnie nie pamięta, ale opowiada cały czas, jakby próbowała zapamiętać kim była. Wymazała jednak z pamięci tragedię sprzed lat, która kładzie się cieniem na życie całej rodziny - śmierć swojego syna".

Szaflarskiej partnerują Halina Skoczyńska, Anna Grycewicz i Janusz Gajos. "Łączy nas sympatyczne porozumienie. Każdy z aktorów coś próbuje i przekłada potem na formę. Jeżeli pani Danusia akceptuje moją propozycję, oznacza to, że cały bagaż jej doświadczenia potwierdza, że postać grana przeze mnie ma rację" - opowiada Gajos.

"Rola jest trudna i wieloznaczna. Obsadzenie w niej aktorki z taką klasą, doświadczeniem i w tym wieku daje postać bardzo autentyczną, pełną godności, cierpienia i tajemnicy. Pani Danuta buduje bardzo precyzyjną siatkę znaczeń" - dodaje Bogajewska.

Z Babcią z "Daily Soup" łączy Szaflarską metryka i wygląd, z Anielą, bohaterką filmu "Pora umierać", na pewno kilka cech charakteru - samodzielność, niezależność, zadziorność, niepoddawanie się losowi. "Aniela wiele przeszła w swoim życiu, dlatego jest świadoma pewnych wartości. To mądrość osoby bardzo dojrzałej, która powinna już czekać tylko na śmierć, ale życie szykuje jej jeszcze jedną niespodziankę... Danuta Szaflarska ma siłę człowieka pogodnego, w każdej sytuacji jasna strona bierze górę nad ciemną i prowadzi ją do następnego, pięknego dnia. O takiej niezwykłej postaci pisałam scenariusz. I dla takiej niezwykłej aktorki" - mówi Dorota Kędzierzawska.

Scenariusz z biografią Danuty Szaflarskiej nie ma nic wspólnego, ale trudno oddzielić aktorkę od człowieka i doświadczenia całego jego życia. Szaflarska uważa pierwszych dziesięć życia za najważniejszy i najszczęśliwszy okres, który uformował ją na zawsze. "Patrzę na siebie dzisiaj i widzę tamtą małą dziewczynkę, która biega boso po wsi... Co mnie z nią łączy? Wszystko, umiłowanie natury, charakter, niezależność..". - mówi.

Z rodzinnych Kosarzysk przeprowadziła się do Nowego Sącza. W tamtejszym gimnazjum nauczyciel rysunku, artysta malarz Bolesław Barbacki prowadził amatorski teatr. Obsadzając 12-letnią uczennicę w roli Michasia w "Horsztyńskim" Słowackiego, obudził w niej zainteresowanie sztuką. W 1927 roku, 80 lat temu, aktorka po raz pierwszy stanęła na scenie. W latach 1936-1939 studiowała w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej. "Szkoła Zelwerowicza nauczyła mnie zawodu"- powie.

Doświadczeniem pokoleniowym będzie II wojna światowa. Pamięć czasu zagłady towarzyszy całemu życiu aktorki i jest źródłem jej siły artystycznej od pierwszego powojennego filmu "Zakazane piosenki" (1946) po wybitne role z ostatnich lat - doktorowej w "Pożegnaniu z Marią" (1993) i pani Tabori w telewizyjnym przedstawieniu "Courage mojej matki"(2002).

"Danka jest damą z odległych czasów, nosi w sobie dawną świetność i nowoczesność" - twierdzi Artur Reinhart, autor zdjęć do "Pora umierać". - "Kamera w zasadzie nie porusza się, cały ciężar historii spoczywa na aktorce. Środki plastyczne są zredukowane, obraz jest czarno-biały. Jak czarno-biały jest świat wartości Danuty Szaflarskiej, z wyraźną linią podziału między dobrem a złem.

W pojęciu "dawnej świetności" mieści się warsztat, ale i szczególna klasa ludzka, system wartości. A nowoczesność? Znamienne, że Szaflarska nigdy nie reprezentowała swym aktorstwem tradycji, przeciw której kolejne pokolenia mogły się buntować, lecz właśnie nowoczesność. Może z powodu pracy w filmie, który nieustannie wymaga od aktora współczesnych środków. Albo z daru obserwacji ludzi i zdarzeń, z wrodzonej ciekawości świata połączonej z radością życia. "Wydaje mi się, że nigdy nie dorosłam, dlatego jak dziecko mogę cieszyć się życiem" - mówi aktorka.

Tym życiem jest także teatr, który zawsze powinien "pozostawiać nadzieję, nie może wdeptywać widza w ziemię", jak uważa Szaflarska. Praca w teatrze jest według niej ciekawsza dzisiaj niż w czasach, kiedy aktorka zaczynała w wileńskim Na Pohulance w 1939 roku. Przedstawienia powstawały wtedy w 10 dni, czasu wystarczyło zaledwie na pamięciowe opanowanie tekstu i ustawienie podstawowych sytuacji scenicznych. Tamten teatr nie mógł nie być powierzchowny, ale wykształcił w aktorce peną gotowość grania, którą zachowała do dzisiaj, kiedy próby przed premierą trwają co najmniej dwa miesiące.

Obecność aktorki we współczesnym teatrze ma szczególny wymiar, zwłaszcza dla najmłodszego pokolenia twórców. Małgorzata Bogajewska: "Jest pomostem, który skraca czas. Opowiada o starej profesorce z Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej, Irenie Solskiej, która bawiła się razem z młodym Wyspiańskim. Nagle pomnikowa postać staje się dla ciebie żywym człowiekiem. Szaflarska obnaża też mity i wyobrażenia na temat osób, które wykreowała ówczesna teatralna moda, którzy dawno nie żyją, a my znamy ich tylko z encyklopedii. Uczestnictwo w jej opowieściach jest ogromną wartością tej pracy i tego spotkania".