Francuski zespół specjalizuje się w wielkich akcjach ulicznych, które wciągają do zabawy całe miasto. Maltańscy widzowie do dzisiaj wspominają "Taxi", w trakcie którego Francuzi zablokowali centrum Poznania. Ich tegoroczne przedstawienie było sporym zaskoczeniem. Najwyraźniej nie tylko u nas polityka stała się najważniejszym tematem rozmów, bo spektakl "En campagne" jest ostrą kpiną z ostatnich wyborów prezydenckich we Francji. Nawołując "do urn, do urn", kandydaci rozmaitych opcji poprzebierani obowiązkowo w kolorowe krawaty pociągnęli za sobą widzów, kusząc ich kiełbasą wyborczą i produkując ideologiczny bełkot. Pochód przetoczył się ze Starego Rynku na plac Wolności, gdzie rozegrała się ostateczna bitwa o procenty głosowania. Ale w tej walce nie było wygranych. Kolejne ideologie okazały się pustymi hasłami i posłużyły tylko zdobyciu władzy. Pozornie Francuzi nie mówią niczego nowego. Pokazują w uproszczony na potrzeby ulicy sposób, jak wiele zależy od pojedynczego wyborcy. Przypadkiem ich przedstawienie zabrzmiało jeszcze dobitniej w kontekście ostatnich wydarzeń na unijnym szczycie.

Malta buduje swój krajobraz na kontrastach. Prosto z ogłuszającego spektaklu wyborczego można więc trafić do kameralnego świata Jeana-Paula Lefeuvre i Didiera André. W niewielkim namiocie ustawionym w parku Wieniawskiego artyści prezentują spektakl "La serre", określając go jako "cyrk intymny". Obaj przez lata pracowali w słynnym francuskim Cirque O. Ale w ich przypadku zapomnijcie o tandetnych pokazach klaunady i tresowaniu ogłupiałych zwierząt. Lefeuvre i André oferują chwilę melancholijnego humoru, utrzymaną trochę w klimacie filmu "Trio z Belleville". W rytmie starych piosenek odtwarzanych na przedpotopowym magnetofonie odgrywają kolejne scenki, w których wykorzystują prosty kontrast między swoimi postaciami. Jednego z nich po całym namiocie nosi energia. Ten drugi jest zbyt leniwy na akrobacje, ale i tak zbiera największe oklaski za karkołomne wysiłki utrzymania gazety na gołym ciele. "La serre" jest drobiazgiem teatralnym, wytchnieniem od wielkich widowisk, bezpretensjonalną zabawą, która ma cieszyć widza.

Teatr krąży po mieście, a taniec po Starym Browarze. Projekt "Stary Browar Nowy Taniec" na Malcie, to lekcja obowiązkowa dla miłośników teatru tańca, zwłaszcza że w tym roku mają okazję spotkać się z Yvonne Rainer. Legendarna amerykańska choreografka codziennie prezentuje filmy dokumentujące jej pracę. Wieczór w Starym Browarze kończy natomiast spektakl teatru tańca. Na początek dostaliśmy pierwszą odsłonę "Randki w ciemno" - spotkań jednego z najlepszych europejskich choreografów Michaela Schumachera z polskimi muzykami.

Wieczór teatralny zakończył się późno - w Starej Rzeźni w ramach konkursu "Nowe sytuacje" najbardziej wytrwali i przemoknięci widzowie obejrzeli Grupę Matki Dyrektorki ze spektaklem "Samawati Laswad" wykorzystującym fragmenty "Orestei" Ajschylosa i "Trojanek" Sartre’a. Wytrwałość nie została tym razem nagrodzona, bo poza niesamowitą przestrzenią Rzeźni nie zagrało w tym przedstawieniu nic, a sprowadzenie postaci Kassandry do Lary Croft mogło ucieszyć jedynie fanów pierwszej części "Tomb Raider".