Najbardziej irytuje, że "Trójkąt" Anny Bednarskiej mocno szeleści papierem. I to nie figurami znanymi choćby z prozy Hłaski czy z legnickich spektakli Jacka Głomba, lecz historyjkami, które pamiętam z listów czytelniczek do redakcji "Przyjaciółki" w czasach Gomułki. Pokochali się, potem on pił, bił, ona nie wytrzymała. Patrol MO, wyrok, powrót do alkoholu, czasem nagła śmierć. I konkluzja: dzieci alkoholików zostają na zawsze naznaczone.

W dramacie Bednarskiej zabrakło także poetyckiego tła - menelskiego kodeksu honorowego, pełnokrwistych herosów melin przy Komuny Paryskiej czy Traugutta, ulic tzw. Trójkąta Bermudzkiego, w którym samotny przechodzień jeszcze w latach 50. mógł przepaść bez wieści. Słyszymy o pijaczkach karykaturach, którym autorka niezręcznie dorabia psychologię głębi. Słyszymy, gdyż postać głównego rezonera odtwarza z taśmy głos Bolesława Abarta, koszmarnie pretensjonalny. Ktoś, kto mógł uwiarygodnić dramat pokolenia próbującego wyrwać się z rodzinnego piekła, blamuje postać nieznośnie akademicką recytacją.

A przecież historia trojga trzydziestolatków żyjących trendy i top w willi oraz mieszkaniu odartym przez nowobogacki design z historii miasta mogła wzruszyć. Seksowna Maria (Magdalena Engelmajer-Turkiewicz) nie wychodzi z knajackiej traumy. Niczym ćma wraca do starego mieszkania, które kupił od niej Kamil (Ernest Nita). Spalając się w miłości zmysłowej z Kamilem, w zdradzie własnego małżeństwa chce niejako ukarać się za porzucenie ojca. Maria tonąc w głodzie szczęśliwego dzieciństwa, równocześnie tonie w wódzie. Nie potrafi wyjść z zaklętego kręgu imion, przekleństw, losu.

Kamil to życiowy sybaryta i tchórz, któremu brak odwagi, by zmierzyć się z prawdą Trójkąta. Odgrodzony od światła dziennego roletami sterowanymi z pilota interesuje się tylko sobą i własnymi przyjemnościami. Cyniczny przyjemniaczek żyjący na kredyt, w żadnym razie życiowy wizjoner. Wreszcie trzeci element toksycznych puzzli Bednarskiej - mąż Marii, Krzysztof (Robert Gulaczyk). Zdradzany i bezradnie walczący o miłość.

Psychoza Marii osacza wszystkich. Ale dopiero w świetnej, bliskiej finału scenie, w której bohaterowie autoreżyserują swoje zachowania i wypowiadają urazy zaznajemy estetycznego wstrząsu. Reszta to pseudopsychologiczne ple, ple z seksem i zabawami wspomnianym pilotem w tle. Pstryk - alkoholowa prawda w pełnym świetle, pstryk - seks w mroku.

W przeciwieństwie do kultowego moralitetu o legnickim Zakaczawiu "Trójkąt" w reżyserii Szymona Turkiewicza skupia się na pokoleniu, które mogło przenicować legendę Wrocławia - Sin City. Ale w oszczędnej w dekoracje przestrzeni reżyser najwyraźniej przestraszył się eksperymentów z formą, dotychczas głównej siły motorycznej offowego Zakładu Krawieckiego. Banał inscenizowanego "realu" aktorom też nie pomógł. Telenowele lepiej ogląda się w domu. Podobnie jak reklamy rolet na pilota.



"Trójkąt"
Anna Bednarska
Reż. i muzyka Szymon Turkiewicz
Teatr Zakład Krawiecki we Wrocławiu
Premiera: 26 czerwca