Jest pan komediopisarzem?
Petr Zelenka: Aktorzy ze Starego Teatru też pytali mnie na pierwszej próbie, czy sztuka będzie śmieszna, czy to komedia. Nigdy się nad tym nie zastanawiam. Po prostu uczciwie zgłębiam temat - jak uda mi się wedrzeć weń dostatecznie głęboko, musi pojawić się i tragizm, i komizm. Dlatego moją pierwszą intencją jest zawsze napisanie ważnej sztuki, a nie szukanie komizmu za każdą cenę.

Tematem "Oczyszczenie" jest pedofilia. Jest coś śmiesznego w pedofilii?
A kto panu powiedział, że w centrum mojej uwagi jest pedofilia? W "Oczyszczeniu" zastanawiam się raczej, czy popełnienie czynu karalnego zawsze skutkuje karą. Kiedy kara omija sprawcę? Moim tematem jest zboczona logika dzisiejszego świata, w którym pewne rzeczy nie wywołują w nas takiej reakcji, jakiej oczekiwalibyśmy. Pytam o niewspółmierność zbrodni i próby jej odpokutowania.

To nasza wina, że pojęcie kary tak się zdewaluowało?
O tym, czy kara jest czy jej nie ma decyduje najczęściej przypadek. W mojej sztuce bohater w telewizji przyznał się do gwałtu na chłopcu, w nadziei, że zostanie ukarany. Ale program nie został wyemitowany i informacja o tym jego przestępstwie gdzieś się gubi, zostaje wyparta przez inne newsy. Jeśli tracimy wiedzę o tym, co kto uczynił, nie tylko nie ma mowy o karze, ale nawet o zbrodni.

Pana bohater mógłby sam siebie osądzić.
Zbrodniarz szuka kary. Wydaje mu się, że musi być ukarany. Tylko że społeczeństwa to kompletnie nie interesuje. Mój bohater tak jak my wszyscy nie ma w sobie moralności, która nakazywałaby ukarać siebie.

W jakimś sensie broni pan pedofila z "Oczyszczenia"...
Bohater musi budzić sympatię widza. Niezależnie, od tego co zrobił. Dlatego gra go Krzysztof Globisz. Bo patrzymy na niego i widzimy miłego człowieka. Zbrodniarz, który jest miły nie umniejsza wcale rangi zbrodni, bo przecież nawet dobrzy ludzie grzeszą. A co jest w nim dobrego i sympatycznego? On ma wątpliwości. Wie, co uczynił. Czy to jego wina, że nie udało mu się ukarać siebie? Że ostatecznie spotyka go nawet nagroda?

W czeskim dramacie, prozie i filmie często realizm przemienia się w surrealizm. Także lektura pana scenariuszy i sztuk prowokuje pytanie o definicję realizmu.
Nie wiem, jak go zdefiniować, ale zgoda, piszę sztuki realistycznie, szukam paradoksów realności. Surrealizm jest efektem tego, co autor robi z rzeczywistością, jak ją przekształca, powoduje uszkodzenia obrazu, jaki wszyscy widzimy. Moja strategia jest inna - znajduję w rzeczywistości takie przypadki, gdzie surrealizm sam z siebie się zdarza.

Pana bohaterowie mają pierwowzory w rzeczywistości?
W moich tekstach to sytuacje są z życia wzięte. Punktem wyjścia może być zasłyszana historia, wiadomość z dziennika. Opisuję mechanizm tego zdarzenia, sposób, w jaki ono rodzi bohaterów. Inspiruje mnie to, co się przydarza w świecie, a nie ludzie, którzy byli w to uwikłani, ich muszę wymyślić.

Czy zawsze ma pan porte-parole w sztuce czy scenariuszu? Na przykład w filmie "Guzikowcy" zagrał pan Dewianta.
Rola w "Guzikowcach" to była tylko sekunda obecności na ekranie. Staram się zwykle, by to główna postać była w pewnym sensie mną. Dlatego bohater, którego gra Krzysztof Globisz w "Oczyszczeniu" grzeszy za mnie. Oczywiście, nigdy nie zgwałciłem chłopca, ale im jestem starszy, tym mniej moralny, bo człowiek już jest tak skonstruowany, że w miarę upływu czasu, kiedy zaczyna być mu dobrze w życiu, czuje, że wszystko mu wolno. Niektóre drobne przestępstwa nigdy nie znajdują kary. Tylko my, pan i ja, wiemy które. Myślimy sobie, że jeśli raz mi niczego nie zabroniono ani nie ukarano, to i następnym razem też mi się uda. Kary nie będzie, więc brnijmy w to dalej. Utrata moralności to mój temat.

A co to jest moralność?
Napięcie między tym, co człowiek mówi, że może zrobić i czego nie może zrobić a tym co rzeczywiście robi. Próbuję więc wysłać widzom taki "mesydż": szukajmy moralności w sobie a nie w świecie i rozmawiajmy o swojej moralności.

Może dziś często mylimy wolność z bezkarnością? Skoro Boga nie ma, wszystko wolno.
Jedno zdanie z mojej sztuki trafnie określa to, o co pan pyta. Któryś z bohaterów mówi, że dziś Bogiem stała się rozrywka, zabawa. Jesteśmy w stanie wybaczyć niemoralne zachowanie, o ile ma w sobie rozrywkowy potencjał. Pomijamy też poważne problemy współczesności, które zabawowego elementu nie mają. Zbrodnia? Kara? Raczej - show, rozrywka!

Nie przypadkiem bohater wyznaje swoje grzechy w telewizji. Krytyka telewizji to dziś konik intelektualistów. Proszę powiedzieć coś dobrego o telewizji.
Jedna z postaci z "Oczyszczenia" jest pracownicą telewizji, straciła program, który robiła przez lata. I mówi monolog o tym, że kiedyś w latach 60. telewizja była wspaniała, progresywna, dekretowała nowe formy w sztuce audiowizualnej, w dramacie. Telewizja była jak muzyka rockowa. Dziś telewizja skupia wszystko to, co najgorsze. Jak nowoczesna muzyka pop.

Na początku traktowaliśmy pana jak kronikarza pogubionego pokolenia. Teraz uciekł pan w dojrzałość.
Nigdy nie byłem tak zwanym "twórcą pokoleniowym". O swojej generacji opowiedziałem tylko w scenariuszu do "Samotnych". Teraz sięgam po tematy z mojego punktu widzenia ważniejsze. "Teremin" jest moją najlepszą sztuką, napisaną w chwili, kiedy już wierzyłem sobie na scenie, ufałem teatrowi, aktorom, nie bałem się napisać tego, co chciałem napisać. To nie dojrzałość - to doświadczenie.

Co jest najtrudniejszego dla pisarza w przejściu od pisania scenariuszy filmowych do sztuk teatralnych? Nie wolno bać się długich scen, ani monologów, ani chwili, w których aktor zostaje sam na scenie bez tekstu. Trzeba wierzyć aktorowi. Bo sztuka teatralna to jest aktor i temat. W filmie istnieje jeszcze parę innych ważnych elementów: montaż, zdjęcia...

Kiedy reżyseruje pan własny tekst, kto jest ważniejszy w pana głowie? Autor czy reżyser?
Zostało tak niewiele do premiery, a dopiero teraz przestawiłem się z myślenia dramaturgiem na myślenie reżyserem. Aktorzy ze Starego Teatru są zarazem doświadczeni i skromni, ciekawi i innowacyjni. Pod wpływem ich propozycji zmieniłem kształt już napisanych scen, ale nie w takim stopniu jak podczas pracy z czeskimi aktorami. Bo trudniej jest pracować w obcym języku, dopisać tekst ad hoc, po próbie.

Jakie ma pan plany po krakowskiej premierze? Powstaje jakiś nowy tekst?
Nie mam żadnych planów. W tym roku skończyłem pracę nad filmem „Bracia Karamazow". Od maja próbowaliśmy "Oczyszczenie". I nie mam nic na warsztacie. Może będę robić w Pradze swoją starą sztukę "Rozkład jazdy". Już ją kiedyś reżyserowałem na Słowacji. Nie boję się pustki. Przerwa w tworzeniu trwa czasem nawet dwa trzy lata, pustka jest dobra dla artysty.