„Fotografie”
Janusz Anderman
reż. Paweł Kamza,
Teatr im. Modrzejewskiej w Legnicy
premiera 29 marca

____________________________________________

Bardzo witalny jest ten legnicki spektakl, choć przez bity kwadrans aktorki nie mogły się odnaleźć w betonowej, zimnej technoprzestrzeni na Piekarach. Może trema. Może zbyt statycznie wymyślony początek – postacie wkraczają na scenę, rozciągając czas jak sparciałą gumę. Banalna fizyczność świateł odziera postacie z wieloznaczności. Nawet w chwilach żywiołowej zabawy, gdy Konduktorka (pełna naturalnego seksapilu, ekspresyjna Magda Biegańska) niczym dziecko wyświetla latarką na twarzy smugi udające migotanie okien pociągu, wielkie blachy zimnego światła wokół psują efekt.

Podobnie muzyka Pawła Moszumańskiego, toczy się kompletnie obok zdarzeń i charakterów. Reszta to zachwycający żywioł aktorstwa. Postacie rwące do przodu ze swoimi historiami – aż do fizycznego bólu potrzaskanych palców, gdy metalowe, ciężkie, ażurowe pociągowe ni to siedziska, ni to podróżne kufry zderzają ludzi ze sobą. Podróżni z bagażem czy bagaż z podróżnymi? – chyba takie pytanie stawia Janusz Anderman.

Z prostych scenek, z naiwnych opowieści składamy portret ludzi w podróży. Śniących o miłości, o godności, o spełnianiu marzeń. Możemy psioczyć, że podobne historyjki wypełniały szpalty „Przyjaciółki” przez cały PRL. Ale też posłyszenia Andermana, bo przecież autor przyznawał się do nadsłuchiwania świata, pokazują wyraźnie, że świat szarych zjadaczy chleba wcale nie doznał cywilizacyjnego speeda. Że w gruncie rzeczy – poza wielkim miastem – jest to nadal świat mały, zrytualizowany jak w upozowanej niczym obraz Magritte’a scenie konduktu pogrzebowego byłego wojewody (fantastyczni jako grabarze Dariusz Majchrzak i Łukasz Węgrzynowski).

„Fotografie” Pawła Kamzy to spektakl specyficzny. Mimo że poskładany z ułamków prozy, drży silnym nerwem dramatycznym. Białoszewski rzekłby, iż to zrekonstruowane na scenie szumy, zlepy, ciągi. Mikrodramaty. Mikrofarsy. Skecze. Maligny. Pogaduchy. Przemówienia. Babskie imaginacje. Pijackie biadolenia. Jednak inaczej niż u Czechowa – nie ma tu nicnierobienia, za to wszystkiemu brak piękna.

Warto wymienić inne postaci, bo ekscytują. Wyrafinowana Bufetowa Zuzy Motorniuk, błyskotliwie gdacząca Kuracjuszka-Jasnowidz Małgorzaty Urbańskiej, zimna, wychowująca syna przez telefon biurwa Ewy Galusińskiej, uroczo krótkowzroczna Paryżanka z Kielc Gabrieli Fabian, wściekła Bokserka Katarzyny Dworak – wszystkie odrzucone, porzucone albo samotne. Niepewne tożsamości, pewne razów od innych.

Jedyny intelektualny błąd tej wciągającej train story to wątek antysemicki, który wpada w wydarzenia ni z gruszki, ni z pietruszki, jakby twórcy chcieli odfajkować coś, co akurat w teatrach modne. Powierzchownie i niepotrzebnie. Bo te baby są zupełnie z innej bajki. Uroczej bajki.