Dokładny program VI Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Tańca (15-22 sierpnia 2009) znajdziesz TUTAJ


Na festiwalu zobaczymy zespoły m.in. z Litwy, Portugalii, Izraela, Francji. Dlaczego właśnie te?
Ewa Wycichowska: Podczas sześciu festiwalowych wieczorów na trzech scenach zobaczymy 22 spektakle. Zaczniemy przedstawieniem „Carpe Diem” Polskiego Teatru Tańca, które niesie przesłanie, żeby chwytać życie i czerpać z każdego spotkania z tańcem, żeby rozpoznawać elementy, konwencje ruchowe, style choreograficzne, ale przede wszystkim to, co stanowi o artystycznej i ludzkiej indywidualności. Chcemy promować obecność i pozycję tańca współczesnego. Chcemy też prezentować nowe sposoby interpretacji tańca teatralnego. Poszukujemy w grupach tanecznych indywidualności stylistycznej. Taką reprezentuje zespół, który po raz drugi przyjedzie do Poznania – Aura Dance Theatre z Litwy. Po raz pierwszy na festiwalu zobaczymy Companhia de Danca de Almada z Portugalii. Pojawi się też Abou Lagraa – wybitny choreograf francuski, który pracował m.in. dla Opery Paryskiej. Mam nadzieję, że podjęta przy okazji naszego festiwalu współpraca zaowocuje realizacją dla Polskiego Teatru Tańca. Jego zespół Compagnie La Baraka zobaczyłam na festiwalu w Kartaginie i od razu zamarzyłam, by pokazać ich w Poznaniu. Na festiwalu zaprezentuje się też Iwona Olszowska z Krakowa z premierowym spektaklem „Spacer”. Swoje prace pokażą znani już festiwalowej publiczności Teatr Tańca Zawirowania i Kompania Primavera z Warszawy. Po raz pierwszy zobaczymy Nadara Rosano z Izraela.

A Polski Teatr Tańca pokaże spektakle zrealizowane na scenie poszukiwań i debiutów Atelier.
Przede wszystkim prace młodych choreografów. Pokażą to, co „budzi się” w ich pokoleniu. Dopełnieniem festiwalu jest warsztat metod pracy w teatrze tańca prowadzony przez liderów zespołów. Możemy nie tylko obejrzeć ich spektakle, ale też dowiedzieć się, jaką metodą pracuje się w ich teatrach. Im więcej wiemy o drodze, którą przebywamy jako twórcy, tym bardzie zdajemy sobie sprawę, jak wiele świat tańca współczesnego zawdzięcza Pinie Bausch...

Tegoroczny festiwal jej dedykujecie.
Stworzone prze Kurta Joossa pojęcie teatr tańca wypełniła konkretną artystyczną treścią, stała się ona inspiracją dla co najmniej dwóch pokoleń twórców na całym świecie. Jest także matką metody polegającej na ścisłej współpracy z wykonawcą, wykorzystującej jego naturalny potencjał i doświadczenie, także w sferze czysto ludzkiej, czasem związanej z jego biografią. Wykonawca swoją osobowością naznacza spektakl. Dialog odbywa się przede wszystkim poprzez ciało – tworzywo i podmiot w teatrze tańca. Czyli improwizacja jako metoda twórcza, nie jako efekt końcowy (?????). Ten element spaja wszystkie tegoroczne spektakle. Z moimi tancerzami byliśmy we Wrocławiu na spektaklu Teatru Piny Bausch. Odbywał się w dniu, w którym Pina umierała w szpitalu. Tuż po przedstawieniu miałam prowadzić z nią spotkanie. Miałyśmy rozmawiać o jej metodzie pracy i przyszłości teatru tańca. Do spotkania już nie doszło.

Teatr tańca będzie hołdował metodzie wypracowanej przez Pinę Bausch?
Myślę, że to jest przyszłość nie tylko teatru tańca, ale też teatru dramatycznego. W coraz większym stopniu spektakl będzie związany z wykonawcą. Nie tylko z autorem tekstu, dramaturgiem czy reżyserem.

W jednym z wywiadów powiedziała pani: „Choreografią opowiadam o sobie, zapisuję w niej swój stosunek do świata”. Co powie pani w „Carpe Diem”?
Chciałabym powiedzieć o chwili zatrzymania, która jest dla mnie ważna. Wykorzystałam fragmenty książki „Dwanaście kręgów” Jurija Andruchowycza. Staram się przez ten tekst przekazać, że sztuka oparta na ciele jest ulotna, ale w tym samym stopniu nacechowana sensualnością, co duchowością i przeżyciem intelektualnym, które nie jest dziś w cenie. Tancerze muszą podjąć walkę przeciwko komercji. Taniec nie jest turniejem, wyścigiem. Nie potrzebuje ornamentów i celebrytów, ale środków na codzienną działalność. Od 10 lat staram się, by Polski Teatr Tańca był współprowadzony przez ministra. Bo przygotowujemy nasze spektakle w Poznaniu, ale prezentujemy je w Polsce i na świecie. Jesteśmy teatrem objazdowym, nie mamy stałej sceny, a środki na działalność musimy co roku z trudem zdobywać. Z tym systemem finansowania wiąże się zagrożenie, że będą powstawać tylko komercyjne projekty, a zespoły będą prowadzone przez kuratorów, którzy zadecydują, co się opłaci i zarobi na siebie. To smutne.

Jednak polskie teatry tańca cieszą się dobrą marką.
Naszą pozycję stale weryfikujemy na festiwalach. Zauważyłam, że duża część zespołów zaczyna robić to samo – podobne ruchy, modne sekwencje. Nieważne, czy dana grupa pochodzi z Azji, Ameryki czy Europy. Unifikacja staje się niebezpieczna. Dlatego uparcie powtarzam, że trzeba pielęgnować to, co indywidualne. Nie wierzę w rankingi w sztuce, jest w tym coś nienaturalnego. Wtedy zaznaczamy się na mapie, kiedy zostaje dostrzeżone, że to, co robimy, jest inne, a jednocześnie uniwersalne. Stąd „Carpe Diem”, stąd nasz cykl „Cztery pory roku”, który realizują choreografowie także spoza Polski. Chcemy pokazać człowieka w naturze. Chcemy, by nasza sztuka o coś walczyła. Nie wprost, ale przez obrazy, zmetaforyzowaną miniaturę świata... Spektakl zmusić widza do niewygodnego myślenia.

Rusza też pierwsza edycja Gdańskiego Festiwalu Tańca. Kolejne tego typu imprezy to dobry pomysł? A może należałoby skupić się na jednym, być może dłuższym festiwalu?
To świetnie, że festiwale są w każdym mieście, zwłaszcza w Gdańsku, gdzie tańczą wybitni twórcy. Niektóre teatry zapraszamy wspólnie. To wygodne i opłacalne, by zagraniczny zespół mógł wystąpić w kilku ośrodkach w Polsce. Powinno się jak najczęściej pokazywać tę sztukę. Celowo nie mówię „taniec”, tylko „sztuka”. Taniec jest dziś zdegradowanym pojęciem w oczach społeczeństwa. Sztuka tańca właśnie przez festiwale może podnosić swoją rangę. Plus całoroczne warsztaty i akademie tańca. Programy telewizyjne, komercyjne show nie szkodzą, ale jednak upraszczają to, czym jest taniec, najstarsza sztuka świata. Niech kolejne festiwale się rodzą, bo stwarzają szansę, by doceniono taniec, który w Polsce jest ciągle niedowartościowany.