Wojciech Malajkat: Teatr to rodzaj ofiary
Przez lata był jedną z twarzy teatru Jerzego Grzegorzewskiego. Wojciech Malajkat nie zapomina o tym, myśląc o nowym Teatrze Syrena. 19 września "Momo" Michaela Endego - pierwsza premiera jego dyrekcji. DZIENNIKOWI opowiedział o swoim planie zrewolucjonizowania warszawskiej sceny.
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Teatr Syrena przez całe lata kojarzył się z rozrywkową tandetą. Po co panu, aktorowi Teatru Narodowego, aktorowi Jerzego Grzegorzewskiego, to dyrektorowanie?
Wojciech Malajkat: A po co człowiekowi wyzwania? Tak to traktuję. Jestem człowiekiem twórczym, mam swoją ambicję. Chcę zmienić opinię o Syrenie. Mam na etatach ponad 70 osób, z czego
mniej więcej 25 w zespole artystycznym. Oni też mają swoje ambicje i marzenia. Jest w nich potencjał.
To wciąż ma być teatr rozrywkowy, ale w szerokim tego słowa znaczeniu.
Właśnie niekoniecznie w szerokim. Przez pierwszy okres mojej pracy nie widzę w repertuarze miejsca dla fars ani dla rewii. Rozrywka – tak, ale na takim poziomie, który zadowoli
inteligenta. Człowieka, który ma swoje wymagania, chce być zaskakiwany. Bywa w Teatrze Narodowym, wcześniej odwiedzał świetny Teatr Studio Jerzego Grzegorzewskiego, ogląda w kinie wybrane filmy. To ma być taki teatr, jaki sam chciałbym odwiedzać. Przeczytałem w życiu parę książek, widziałem kilka filmów, spotkałem się z wybitnym artystą Jerzym Grzegorzewskim. Przez 23
lata grzałem się w jego świetle, a to nie mogło zostać bez wpływu na to, co robię i jaki jestem. Dlatego w moim teatrze będzie miejsce na recital charyzmatycznego artysty, który jak Marek
Grechuta stanie na tle kurtyny w świetle punktowca i przez dwie godziny będzie napełniał nas światłem. Zobaczyłbym multimedialny pokaz tańca współczesnego, dlatego zaprosiłem zespół
Mateusza Polita do Teatru Syrena. Obejrzałbym klasyczną komedię kryminalną, więc ją wyreżyserowałem. Agatha Christie ma zapewnić właśnie taką rozrywkę. Znajdzie się u nas też miejsce
na jubileusz wydawnictwa Znak. Chcę, żeby odwiedzali nas ludzie, którzy tu jeszcze nigdy nie przyszli.
Dotąd widzowie przychodzili na rewię „Człowiek we fraku”. Nie wiem, czy uda się zdobyć nową publiczność i utrzymać starą.
Rewii nie będzie, ale w to miejsce proponujemy zagadkę kryminalną, a więc zamiana jest chyba do zaakceptowania. Nie mam sygnałów, żeby zawiedziona publiczność nagle zaczęła się czuć
tutaj nieswojo. Mimo że zdjąłem z repertuaru kilka tytułów.
Pan proponuje przełom. Chce mnie przekonać, żebym zaczął chodzić do Syreny. Ja na ów przełom czekam, ale dotychczasowa publiczność tego teatru może nie być na niego
przygotowana.
Zależy mi na tym, żeby nie stracić wiernej publiczności Teatru Syrena, ale liczę też, że pojawią się nowi widzowie, którzy będą mi sekundować.
Chce pan w Syrenie kontynuować tradycję literackiego kabaretu z prawdziwego zdarzenia?
Myślę poważnie o uruchomieniu małej sceny. Być może się uda. Gdybym ją miał, kabaret w klimacie Dudka czy Owcy znalazłby tam wymarzone miejsce. Dziś takich kabaretów i podobnych miejsc
nie ma. Gdyby udało się wskrzesić taką tradycję, byłbym szczęśliwy. A jeśli chodzi o profil teatru – nie będzie tu „Miss Sajgon” ani
„Kotów”, bo one są gdzie indziej. Ale widzę w repertuarze spektakl, który połączyłby najlepsze cechy „Chicago”, „Moulin Rouge” i
„Vabanku”. Przyszedłby pan coś takiego?
Z przyjemnością.
Pracuję nad takim projektem. On miałby wyznaczać poziom rozrywki w Teatrze Syrena.
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!