Proszę sobie wyobrazić kryminał o takim zawiązaniu akcji: ktoś morduje pisarza, autora bestsellerowych powieści detektywistycznych, uważanych za należące do najlepszych w swoim gatunku. Policjanci zaczynają uważnie badać biografię pisarza, przypuszczając, że może się w niej kryć wyjaśnienie zbrodni. Po pewnym czasie dochodzą do wniosku, że temu facetowi po prostu udawało się niemal wszystko, za co się zabrał. Jakby zawarł pakt z diabłem. Uznają więc, że w zespole śledczym, na wszelki wypadek, przyda im się demonolog.

Żarty żartami, ale Jo Nesbø (żyje i ma się dobrze) może irytować historią swojego sukcesu. Najbogatszy pisarz w najbogatszym państwie świata – spokojny, bezpretensjonalny. O sobie mówi, że jest „beznadziejnym milionerem”.

– Płacenie mi bajecznych pieniędzy to pomyłka. Tym bardziej że pieniądze mnie nie motywują ani nie wpływają na moje życie – mówił w 2016 r. podczas spotkania z polskimi czytelnikami we Wrocławiu i dodawał skromnie, że powodzenie zawdzięcza serii sprzyjających zbiegów okoliczności.