Występ zaplanowany na 3 sierpnia był ostatnią szansą dla wielbicieli Claptona, by usłyszeć i zobaczyć go na żywo. Są rozgoryczeni, bo o biletach na ostatni w tej sytuacji poniedziałkowy występ muzyka w Helsinkach mogą tylko pomarzyć.

Tak jak mogą jedynie się domyślać, dlaczego wycofano się ze zorganizowania koncertu. W Moskwie pojawiały się głosy, że głośna muzyka zaszkodzi... zabytkom. Jest to mało przekonujące tłumaczenie, bo ostatnio na najsłynniejszym placu stolicy Rosji występowała amerykańska grupa hip-hopowa Black Eyed Peas i kolumbijska piosenkarka pop Shakira, a wcześniej - Placido Domingo i Paul McCartney. A może koncert odwołano, bo posłuchano lewicowych polityków? Są oni przekonani, że koncerty rockowe na Placu Czerwonym to przejaw braku szacunku do Włodzimierza Lenina i innych przywódców ZSRR, pochowanych w tym miejscu.

Tylko dlaczego niby Clapton miał być bardziej obrazoburczy niż dajmy na to pop-gwiazdka Shakira? Pytanie to najprawdopodobniej pozostanie bez odpowiedzi, bo nawet nie wiadomo, kogo zapytać...

Koncert na Placu Czerwonym miał być drugim występem Claptona w Rosji. Wcześniej koncertował tam pięć lat temu.