Roman Rogowiecki: Po 12 latach wróciłeś do bohaterów swojego pierwszego filmu "Sprzedawcy"...
Kevin Smith: Nigdy nie myślałem, że nakręcę kiedyś "Sprzedawców 2". Teraz sądzę, że to najlepszy film, jaki zrobiłem. Humor powinien śmieszyć tych, którzy śmiali się na pierwszej części. Nowy film to jeden dzień z życia Dantego i Randalla, ale tym razem mają już po 30 lat. Jest też paru innych starych znajomych, jak Jay i Cichy Bob, a także kilka nowych postaci.

Podobno film był owacyjnie przyjęty we Francji.
Tak, na specjalnym pokazie dostał kilkuminutową owację na stojąco. Nie mogłem w to uwierzyć, ale tak było.

Może to dzięki Rosario Dawson?
Rosario wniosła do filmu bardzo wiele i wręcz nie potrafię sobie wyobrazić "Sprzedawców 2" bez jej udziału. Gra Becky, menedżerkę restauracji, w której pracują bohaterowie. Druga nowa dziewczyna to Emma, narzeczona Dantego, grana przez moją żonę Jennifer.

Wydaje się, że wracasz do dawnej formy. Twój poprzedni film "Dziewczyna z Jersey" był zabawny, ale nieco sentymentalny. Uspokoiłeś się wtedy?
Gdy słyszę, że się uspokoiłem, albo że dorosłem, to jedyną odpowiedzią na to jest: spieprzaj, i komentarze się kończą. Dla mnie tamten film nie różnił się zbytnio od innych, jak choćby "W pogoni za Amy", gdzie komedia mieszała się z dramatem. Choć z drugiej strony trudno o dwa bardziej różne filmy niż na przykład "Jay i Cichy Bob kontratakują" i "Dziewczyna z Jersey". No i nauczyłem się, jak opowiedzieć histori z użyciem mniejszej liczby dialogów niż zwykle. Na początku fascynowało mnie, ile mogę napisać. Teraz też lubię pisać dialogi, ale daję filmowi więcej oddechu, opowiadam więcej obrazami.

"Dziewczynę z Jersey" zadedykowałeś zmarłemu tacie. Czy on zachęcał cię do zostania reżyserem?
Mój stary nie był takim facetem, który powiedziałby: "Powinieneś zostać filmowcem i wypowiadać się poprzez sztuk". On taki nie był. Mój ojciec był takim facetem, który zabierał mnie w środy i w piątki ze szkoły w południe po to, by pójść ze mną do kina. Mój ojciec nie wpoił mi miłości do filmów, tylko często zabierał mnie do kina. Byliśmy kinomanami i chodzenie do kina było wspólnym spędzaniem czasu. To przez niego po jakimś czasie zainteresowałem się filmami. Większość tego co wiem na temat filmów, zawdzięczam ojcu. On mnie w to wepchnął, on jest za to odpowiedzialny.

Czy w przyszłości będziesz robił takie filmy jak "Dziewczyna z Jersey" czy raczej produkcje w rodzaju "Sprzedawców"?
Wszystko, co chciałem powiedzieć na temat ojcostwa, powiedziałem w "Dziewczynie z Jersey". Teraz muszę poczekać, aż moje dziecko będzie nastolatkiem i zacznie ćpać i rozrabiać w całym mieście. Wtedy będę musiał zareagować i zrobić o tym następny film. Ale na razie załatwiłem już ten temat. Chciałbym zrobić kolejny film w stylu Jaya i Boba czy "Sprzedawców". Muszę teraz parę tysięcy razy powiedzieć coś brzydkiego, by być znowu sobą.

No właśnie, słyniesz z ostrego słownictwa. Podobno na planie też nie przebierasz w słowach?
Na planie mówię tak, jak mówię zawsze. Jak się domyślasz, na planie nie można przy dzieciach przeklinać, bo to nie moje dzieci. Raquel z "Dziewczyny z Jersey" nie była przyzwyczajona do przekleństw, ale już własne dziecko wychowuję tak, że będzie kląć jak szewc.

A co Ben Affleck ma w sobie szczególnego, że bierzesz go do wszystkich swoich filmów?
Jeśli chodzi o sekret, co takiego specjalnego ma w sobie Ben Affleck, to odpowiedź brzmi: nie ma w nim nic specjalnego. Jest dobrym człowiekiem, jest naprawdę mądry, wesoły, niezwykle czarujący, i do tego jest wspaniałym aktorem, jeśli się wie, jak nim pokierować. On ma w sobie masę talentu, tylko trzeba to z niego wyciągnąć. On naprawdę chce grać. To jest urok Bena: on nigdy nie chciał być gwiazdą, pieprzy pieniądze. Kiedyś za grosze zrobił ze mną "W pogoni za Amy", a teraz schodzi ze swojej normalnej stawki, by zagrać w moim filmie. Widać, jak jego kariera zwyżkuje, ale jako człowiek jest taki, jaki był. Nie odbiło mu, spotyka się z dawnymi znajomymi, rozmawia z nimi. Kocham go na zabój.

I nie zbawia znowu całego świata jak w kilku innych filmach!
Tak, u mnie przynajmniej nie chodzi w pończochach i nie skacze z budynków.

W "Dziewczynie z Jersey" zabawną rolę gwiazdy kpiącej z siebie zagrał Will Smith. Jak go do tego namówiłeś?
Szczerze mówiąc, to była rola dla Bruce’a Willisa. Film rozgrywa się w latach 1986 – 1994 i w tym czasie Willis udawał, że jest wokalistą Brunem. Myślałem, że Willis to zagra, rola była na jeden dzień, a on wyglądał na porządnego faceta. Ben powiedział, że z nim pogada, bo przecież razem grali w "Armageddonie". Ale Willis nigdy nie odezwał się ani do mnie, ani do Bena. Uznałem więc, że chrzanimy jego udział. Wpadłem za to na myśl, że Will Smith nie był dawniej tak sławny jak teraz. To były czasy serialu "Bajer z Bel Air" i filmu "Bad Boys", ale jeszcze przed sławą, jaką zdobył dzięki roli w "Dniu niepodległości". Ja sam pamiętam Willa Smitha jeszcze z czasów duetu raperskiego DJ Jazzy Jeff and the Fresh Prince. Zacząłem więc pisać scenę pod Willa. Spotkałem się z jego menedżerem i kiedy on przeczytał początek scenariusza, zapytał: "K...a, dlaczego według ciebie Will chciałby zagrać w filmie, który z niego drwi?". Gdy doszedł do końca, zauważył, że Will swoją rolą ratuje całą sytuację. Willowi się ta rola podobała, ale miał wątpliwości, czy granie samego siebie nie będzie poczytane za arogancję. Ben zadzwonił do niego i powiedział: "W ostatnim filmie tego kolesia zagrałem siebie i możesz mi wierzyć, że wypadniesz dużo lepiej niż ja. Wskakuj do filmu". No i Will wskoczył. Był przemiły, wszedł do filmu, który już był rozpędzony, co jest naprawdę trudne. To naprawdę przemiły facet. Nie mogłem znaleźć nikogo lepszego. Nawet poprawił mój tekst, sam coś dorzucił i wyszło bardziej naturalnie. Dzięki niemu film był lepszy.

A co kojarzy Ci się z Polską?
96 kawałów, które natychmiast przychodzą mi do głowy.

To są zapewne głupie "polish jokes", lepiej ich nie powtarzaj.
Masz rację, są okropne i nieprawdziwe. Pomyślałem też sobie o papieżu, bo jestem katolikiem. Nie wiem, jaki był, bo nigdy go nie poznałem. Ale jeśli podobał mu się mój film "Dogma", to znaczy, że był fajny.
Kevin Smith (ur. 1970) – amerykański reżyser, scenarzysta, producent i aktor. Jego debiutancki film "Sprzedawcy" przyniósł mu wielkie uznanie niezależnej widowni. Smith ma na koncie m.in. "Dogmę", "Szczury z supermarketu" i "W pogoni za Amy". Jest również scenarzystą komiksowym – w Polsce ukazały się dwa albumy napisane przez Smitha: "Green Arrow" i "Daredevil: Diabeł stróż"